Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Flytying * Zanim jeszcze Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
Zanim w ogóle zacznę pisać o wiązaniu much i zanim Czytelnicy zamówią cośkolwiek u Gawlika czy w Taimeniu, a ci, co już posiadają swe pierwsze flytyjerskie zestawy, po nie sięgną - mała porcja o wyższości porządku nad bałaganem i brakiem organizacji...
Muszkarstwo

Na Zachodzie i w Stanach, gdzie próbuje się zarabiać nawet na "niszowcach", produkuje się całą masę gotowych stolików dla wiązaczy much, tudzież nakładek typu portable, które po skończonej pracy, można zdjąć ze stołu i schować w szafie czy na pawlaczu... I to wszystko w najróżniejszej jakości - od prościutkich, sklejkowych "mebelków", po istne sekretarzyki z najszlachetniejszego drewna i z najbardziej wyszukanym wykończeniem.

Muszkarzom, czy może konkretniej - wiązaczom, proponuje się także wielki wybór organizerków, pudełek, walizeczek i tym podobnych drewnianych utensyliów mających pomóc w rozsądnym zorganizowaniu sobie zajęć nad imadłem.

Głównym tworzywem jest tu drewno - i to bynajmniej nie dlatego, żeby podkreślać wyższość kastową tej metody wędkarstwa nad innymi, lecz przez to, że ograniczona liczba bardzo wyspecjalizowanych odbiorców nie bardzo pozwala na tworzenie czegoś takiego z plastiku. Wytwór bowiem z tworzywa sztucznego wymaga niebywale drogiej formy, a jest z natury rzeczy tani. Ilość ludzi zajmujących się poważnie wiązaniem much jest na tyle niewielka, że trudno byłoby zamortyzować koszt takiej formy.

Drewno jest już nawet w Polsce materiałem szlachetnym, a więc nietanim, w Stanach koszt prostego stolika, takiego jak na zdjęciu poniżej, to rząd 250-300 dolarów, a więc całkiem sporej "meblościanki". Bardziej skomplikowane wzory (a po wpisaniu w gogloownicę hasła "organizing fly tyers", znajdzie się je od ręki) sięgają 1000 dolarów, zaś wykonywane na specjalne zamówienie przekraczają cenę zupełnie przyzwoitych antyków.

Całe szczęście, nie tylko wiązanie much wymaga zorganizowania wygodnego ułożenia niezliczonej liczby drobiazgów - każdy warsztat naprawiania czegokolwiek, to konieczność posiadania pudeł, pudełek, pudełeczek, pojemników, skrzyneczek narzędziowych... Ba, nawet większość naszych żon ma takie potrzeby, chociażby dla tak prozaicznej czynności, jak przyszywanie guzików do męskich portek, czy cerowanie spodni rozerwanych gdzieś na rybach.

Wiązanie much zaczynać można od pudełka po butach i kilkudziesięciu centymetrów kwadratowych powierzchni kuchennego stołu, ale, być może, warto od samego początku zadbać o sensowne zorganizowanie sobie flytierskiego stanowiska. Da się to zrobić metodami "gospodarczymi", niewielkim kosztem, na dodatek może to przynieść wcale niemałą frajdę i nadać trochę sensu wolnemu czasowi, którego nie można spędzić na rybach. Zachęcam do tego liczbami - żeby z sensem zacząć wiązać muchy, trzeba mieć kilkadziesiąt elementów w zestawie, żeby je wiązać w miarę swobodnie i komfortowo, liczba ta zwiększy się do kilkuset. Ja, po niespełna roku zajmowania się tym intensywnie, mam "na stanie" ok. półtora tysiąca odrębnych produktów, które zmieściłyby się bez problemu w pudle po małym telewizorze.

Zorganizowane zajmują całe biurko, choć jeśli traktować blat jako poziom zero to mam 3 piętra piwniczne i 13 pięter nad blatem... Ale po każdą duperelę sięgnę pewnie niemal odruchowo i wyszukam ją w kilka sekund.

Proszę mi uwierzyć, miałem już w swoim flytyerskim żywocie sytuację, kiedy nie panując nad stanem moich zapasów, kupowałem je u Gawlika czy w Ochotce i podczas kolejnej reorganizacji stanowiska konstatowałem, że oto mam 5 szelaków, 3 żółte chenille i 4 kurze kapki w czarnym kolorze.

W dzisiejszym rozdziale kilka podpowiedzi, jak można sobie niedrogo i sensownie zorganizować muszkarski kącik, parę rozwiązań własnych i moich kolegów...

Na początek podżeganie do rewolucji dla tych, którzy mają już całkiem sporo narzędzi i materiałów, trzymają je w jakim takim porządku w pudełkach i szufladach, ale po wykonaniu kilku much, szczególnie jeśli wzory będą różne, nie potrafią dojść do ładu z zawartością pojemników i niemal po każdym napadzie wiązania muszą w nich robić kolejny generalny porządek.

 

Kiedy stwierdziłem, że właściwie to ja nie mam gdzie w swoim pokoju zjeść posiłku, bo przestałem składać swój muszkarski warsztacik, ponieważ zwinięcie materiałów i narzędzi wymagało długotrwałych zabiegów, aby nie zrobił się w pudełkach mistyczny wręcz chaos, wymyśliłem sobie tzw. pudełko przejściowe, do którego zgarniałem praktycznie cały blat biurka. Przy kolejnym rozłożeniu sprzętu jakoś udawało mi się z takiego "chaośnika" wydobyć potrzebne rzeczy. Po kilku jednak takich operacjach okazywało się, że całe posiadane przeze mnie dobro - dziś wspominam to z rozbawieniem - niezmiennie znajduje się właśnie w owym pudle, zaś pracowicie poetykietowane pudełka na żywność świecą pustkami.

Pierwszym krokiem do zmian przyzwyczajeń było zrobienie "regalika" z drewnianego pudełka po szlachetnej wódce, jakie kiedyś przysłał mi przyjaciel z Wybrzeża. Dorobiłem do niego półeczki. I miałem już miejsce na pudełka z haczykami, lametami i różne inne drobiazgi. Służy mi do dziś i widać jego fragment w tle... Dostałem też od kolegi z Ameryki przeuroczy i nadzwyczaj dobrze przemyślany organizatorek Renzettiego wytłoczony w jakimś neoprenie, co rozwiązało mi problem z nożyczkami, bobinkami, pęsetami itd., itp...

Wpadłem też na pomysł, aby w moim osiedlowym monopolowym kupić kolejną "oskrzynkowaną" flaszkę i jako że idealnie pasował do niej ten wymiar strunowych torebek, w którym zazwyczaj mieszczą się muchowe materiały, położyłem ją na biurku i korzystałem, jak korzysta się z katalogowej szufladki bibliotecznej. Przed kompletnym rozwaleniem wątroby uratowała mnie konstatacja, że i tak po ukręceniu kilkunastu much moja uporządkowana "biblioteka" zmienia się w starannie ułożony składzik przypadkowych fiszek, czyli że znalezienie konkretnego piórka oznacza konieczność przewertowania całości.

Sprawę chenilli, koralików, lamet ołowianych, oczek, nici załatwiły mi po prostu zwyczajne pudełka na drobiazgi (znane przez wszystkich jako pudełka na twistery i rippery). Kwestii jednak materiałów w torebkach, a więc podstawy wiązania much, za nic w świecie nie mogłem przeskoczyć. Kiedy jednak starannie rozejrzałem się po muszkarskich forach, spotkałem cud wynalazek - mianowicie regaliki szufladkowe i to w rozmiarach pozwalających na wkładanie torebek w rozmiarach standardowych.

Zmarłem z rozczarowania, kiedy googlowarka doprowadziła mnie do sklepów handlujących tym asortymentem - modele rozmaite, niektóre przepiękne i w sam raz na moje potrzeby, ale ceny poza moim zasięgiem. Zachodnia produkcja i funkcjonalność kosztuje. W ostatnim akcie rozpaczy wpisałem w Google prostackie hasło szufladki i na stronie www.szufladki.com znalazłem prawdziwą nieskończoność - regaliki 2, 4, 6 i 12. szufladkowe ze specjalnymi zaczepami na każdym boku pozwalające zabudować praktycznie całą ścianę w Galerii Mokotów. Ceny - od 10 do 15 zł za modulik.

Kupiłem na razie 5 takich modułów i zmieściłem w nich ogromną większość materiałów poza zbiorami wielkogabarytowymi, po które mogę sięgnąć spokojnie do dwóch szuflad biurka. I od przeszło 500 much moje kłopoty się skończyły.

Potrzebowałem ponad 25 lat na takie zorganizowanie sobie pracy - tyle bowiem upłynęło od ukręcenia pierwszego w życiu palmerka. Wynika to być może z tego powodu, że nikt na początku nie powiedział mi o prostych rozwiązaniach i o ważności sprawy, o której traktuje dzisiejszy rozdzialik.

Co mają robić Ci, którzy zamierzają właśnie zamówić sobie swój pierwszy w życiu zestaw? Otóż radzę przetrwać ten stan i zamówienie poczynić po mniej więcej 10 rozdzialiku "Kręcenia po imieniu". Jeśli jest to jednak ponad Twoje siły...

Zanim więc zamówisz pierwsze piórka, a nawet jeśli już posiadasz całkiem niezły ich pakiecik - idź do sklepu "kuchennego" i kup sobie najprostszy portable na świecie - stolnicę! Jeśli jesteś żonaty - nie zapomnij kupić jakiś sensowny drobiazg dla żony. Może być to kompletnie nie pasująca do wystroju waszej kuchni półeczka na przyprawy. Dostanie się tobie - a wystarczy nawiercić w niej parę otworków i będzie zgrabny organizerek na narzędzia. A jeśli wyborujesz w niej kilkanaście dziurek w które wkleisz kawałki patyków na szaszłyki, to będziesz mógł trzymać na tym swoje szpulki z nićmi...

Cały dzisiejszy rozdział da się zamknąć w jednym zdaniu - jeśli chcesz kupić cośkolwiek nowego do swojego warsztaciku, pomyśl, gdzie to będziesz trzymać, tak aby w każdej chwili z tego skorzystać. I to jest pierwsza zasada kręcenia much po imieniu!

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.