Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Przegląd podlodowych przynęt Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
O podlodowych przynetach - rodzaje błystek, blaszek, mormyszek i innych... Jak "chodzą", jak je prowadzić, co na nie łowić i na jakich łowiskach z nich korzystać. Łowienie pod lodem

Coś co o nocach śni się późną jesienią wszystkim, którzy nie zawieszają wędkarstwa na kołku, ale także i zimą uprawiają swoje hobby... Przewróciłem do góry nogami swoje podlodowe pudełka i powyjmowałem z niego skarby. Przynęty do łowienia w przereblu. Gwarantowane, pewne, wszystkie bowiem były używane z powodzeniem w latach, kiedy na wyprawy na lód czekałem z równym podekscytowaniem jak na inaugurację sandaczowego lata.

Przy pierwszym lodzie - ze względu choćby na ostatnie nadzieje wobec szczupaków i sandaczy - większą część podlodowej wyprawy zwykłem poświęcać klasycznym błystkom. Mam "radziecką" podróbkę wędziska do błystek "ABU Pimpel" - absolutnie nalepszą wędeczkę, jaką kiedykolwiek, ktokolwiek wymyślił w tym celu...

Arsenał mam całkiem bogaty. Nie zwykłem bowiem lekceważyć żadnej rodziny błystek, która pojawia się na rynku.

Blystki podlodowe

Za najbardziej łowną, i prowokującą największe okonie i szczupaki, uważam błystkę oznaczoną na rysunku literką "k" - to pięknie wykonany pilkerek, który przed wielu, wielu laty kupiłem w sklepie "Moby Dick" na Dworcu Centralnym. Bardzo też lubię błysteczkę Kuusamo (f), fiński wynalazek, w którym najważniejszych szczegółem jest ósemkokształtna agrafka kotwiczki. Tego typu przedłużone zawieszenie haka niesamowicie wprost zwiększa chwytność przynęty.

Pilkery a, b, c, h mają kształt rewelacyjnej szwedzkiej błystki ABU, mają też różną grubość i masę, pozwalają operować na różnej głębokości i posiadają migocącą akcję, szczególnie prowokującą okonie. Ozdobienie kotwiczki chwostem z muszkarskiego dubbingu (b) lub nałożenie igelitowej koszulki na trzon (h), zdaje się niekiedy (wydaje mi się, że głównie w słoneczne dni) zwiększać liczbę pobić. Podobny ruch do poprzednich ma w wodzie pilkerek "g" - bardziej kanciasty w kształcie i zdobiony barwną folią samoprzylepną.

Błysteczka łamana "d" natomiast - wykonana z grubej płaskiej blachy, z załamanym pod kątem 45 stopni ogonkiem - ucieka w bok od przerębla i potrafi spenetrować odległe rejony łowiska. Trzeba ją prowadzić z ogromnym wyczuciem, jako że uderzenie drapieżnika może nastąpić w każdej chwili, nie tylko w punktach ekstremalnych "pompowania". Podobnie uważnie należy prowadzić błysteczkę "e" oraz "i", których harce są znacznie powolniejsze od innych blaszek.

Typowe - aczkolwiek ładnie ozdobione połyskującym metalem na wypukłej powierzchni cynowego korpusu - oblanki, sygnowane literą "j", są zadziwiająco skuteczne, głównie na okonie. Przynęt z hakami wtopionymi na stałe używam bardzo rzadko, w porywach rozpaczy, kiedy na błystkach z "dyndającą" kotwicą czuję dyskretne, ostre puknięcia, których nie potrafię skwitowac skutecznym zacięciem. Oznacza to, że okonie podpływają do igrających rybek i trącają je "nosem", ale nie decydują się na "zagryzienie". Dzieje się tak wcale często - okonie bowiem są nadzwyczaj ciekawskimi rybami i nawet najedzone lub nie żerujące zwykły "przyglądać" się nietypowym podwodnym zjawiskom.

Oblanki - które są przynętą jak najbardziej legalną - to wabiki nie bardzo fair... Podhaczają bowiem te okonie, które nie żerują, ale są po prostu zaintygowane. Podhaczają zazwyczaj w przepisowej okolicy paszczy, a nawet robią coś o wiele więcej. Otóz, jak większość stworzeń żyjących w stadach, okonie są bardzo podatne na konkurencję pokarmową. Okoń zacięty i wyprawiający koziołki w wodzie, podciągany w kierunku przerębla, nie kojarzy się pozostałym z walką o życie, ale z rybą, która jest szczęśliwa z powodu schwytanej zdobyczy. Jeden, dwa, kilka okoni wyjętych na oblankę, zdaje się rozbudzać okoniowy apetyt w okolicznych stadkach. Można wówczas wymienić błystkę na bardziej subtelną, bowiem żerujące akurat okonie łatwiej jest zaciąć wabikiem o kotwiczce "dyndającej".

Odmiennie zbudowane, ale prowadzone podobnie do standarowych pilkerków, są różnego rodzaju przynęty poziome - od najskuteczniejszych woblero-pilkerków zaczynając...

Pilkero-wobler

Nieczęsto można trafić na tę przynętę w sklepach wędkarskich. Jest ona niezwykle łowna, dzięki swobodnej kotwiczce dołączonej do brzuszka. Pracuje, w drodze na dół, po skosie w bok, kolebiąc się przy tym migotliwie i kusząco. Pobicia, i to na ogół dość mocne - następują wówczas, kiedy przynęta przyjmie pozycję poziomą i spływa na wyprężonej żyłce pod przerębel. Podnosi się ją ku górze płynnym i niezbyt szybkim ruchem, pozwala na chwilkę zawisnąć w poziomie i opuszcza gwałtownie szczytóweczkę kijka. Niech leci. Zdazrają się rzadkie ataki "w drodze" - na ogół okonie zacinają się wówczas same.

Poziomką nazywane są natomiast, odmienne w kształcie i folozofii zbrojenia, wabiki z hakami w pysku i ogonku...

Spłaszczony brzuszek i rozłożenie obciążenie nadaje im skośny, "narciarski" ruch po stromym (ale łagodniejszym od przynęt pokazanych wyżej) skosie. To taki kołyszący się ślizg, w niektórych okolicznościach lepiej wabiący okonie od innych pląsów. Okonki bywają niekiedy mocno pobudzone i nadążają ze swoją ciekawskością za błystkami opadającymi szybko niemal pionowo, niekiedy jednak są mocno spowolnione, niemrawe i wówczas lepiej pokazać im coś brykającego niezbyt szybko. Miotełka z pęczka żyłki wydłuża "nartę brzuszkową", powodując dodatkowe spowolnienie opadania i pracę jeszcze mniej stromą. Trzeba je prowadzić z wyjątkowym wyczuciem - pozwalać im spływać na niemal napiętej żyłce, bowiem atak drapieżnika może nastąpić w każdym momencie drogi w dół.

Najmniej stromą pracę mają tzw. szybowce, czyli zaopatrzone w plastikowy statecznik charakterystyczne poziomki...

Tak jak wabiki opisane wyżej, trzeba je prowadzić na napiętej żyłce - po opuszczeniu szczytówki szybowiec spływa szerokimi kręgami, łukami - powoli, kolebiąc się... Pewnie przypomina to zabawy drobnych rybek, bowiem wiele okoni - a także szczupaków - potrafi się na nie nabrać. Zauważyłem jednak, że jest to wabik na te rzadkie i krótkie chwile, kiedy drapieżniki żerują aktywnie w toni i tuż pod lodem.

Najprzyjemniejsze chyba - i skuteczne także na płocie, leszcze oraz inne ryby - są niewątpliwie mormyszki. Liczba ich kształtów, wielkości, różnorodność materiałów, z których sa wykonane, jest chyba nieskończona. I równie nieskończone są dalsze możliwości ich urozmaicania. Niemal każda mormyszka porusza się odmiennie od pozostałych, nieco inne powinny być drgania wędeczki, odmienny sposób prezentacji... Doradzam przy każdym nowym zakupie "rozpracować" technikę prowadzenia w zwyczajnej, dwu i pół litrowej flaszce po soczkach.

Spórzcie na te kształty, załamiania, krawędzie, kąty natarcia - chwila, w której zaczniecie się bawić mormyszkami w plastikowej butelce, pozwoli na zrozumienie fascynacji, jaką te przynęty darzą ich twórcy, czyli Rosjanie. Niemal każda z nich wymaga nieco innej amplitudy drgań, odmiennych ruchów szczytówką, a niekiedy nawet skorzystania z odmiennego kiwaka. Doradzam wszystkim - nawet najbardziej doświadczonym podlodowcom - taką zabawę i spojrzenie na mormyszki oczami okonia. Doradzam też obejrzenie ich pracy po założeniu ochotek, co może nie spodobać się ekologom. Różnica w pracy jest widoczna bardzo wyraźnie i warta eksperymentów.

Od kilku lat za produkcję mormyszek zabrali się też rzemieślnicy z innych krajów - i okazało się to motorem postępu. Wymyślono bardzo zgrabne mikropoziomki, które dają się prowadzić identycznie jak mormyszki. Przywiązywanie żyłki do oczka po stronie grzbietowej wzbogaca nieco ruchy mormyszki w płaszczyźnie poziomej, co czyni je niekiedy bardziej łownymi, prowokującymi.

Są też pięknie malowane i zdobione. Przypominają wylęg różnych gatunków ryb, mogą być też zdobione jak wiele gatunków bezkręgowców, którymi odżywiają się okonie.

Na koniec chciałbym pokazać obecną w Polsce od kilku lat nowość, która przywędrowała zza oceanu - mormyszki, które mają oczko do wiązania żyłki na górze przynęty i ustawaiają hak w jego normalnym, pionowym - nie zaś poprzecznym - położeniu.

To także mogą być łowne przynęty - także te plastikowe nimfki z lewej strony obrazka - pod warunkiem, że nie będzie się ich prowadzić tak, jak mormyszek z hakiem położonym w poziomie. Brań, co prawda, doczekać się można licznych i podczas wprowadzania ich w mormyszkowe drgania, ale usytuowanie haczyka niemal uniemożliwia skuteczne zacięcia. Mormyszki amerykańskie prowadzi się skokami - podnosząc i opuszczając na przemian na kilku, kilkunastocentymetrowej drodze. Na końcach - a więc w położeniu górnym i dolnym - warto wykonać kilka drgań. Można nie używać kiwaka lub zastosować twardy kiwaczek ze stalowego drutu. Na hak można dołożyć kawałek czerwonego robaka lub pojedynczego białego. Brania są wyraźnie odczuwane na wędeczce.

Mam nadzieję, że te kilka wskazówek oraz prezentacja przynęt z mojego pudełka, pomoże w podlodowych łowach kolegom, którzy lubią ten sposób wędkowania. Koniec tekstu!

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.