Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Echosonda pod lodem Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
O tym w jaki sposób przystosować echosondę do łowienia pod lodem. O własnoręcznym wykonaniu przystawki podlodowej do przetwornika. I o tym, czego w zimie szukać pod lodową taflą. Łowienie pod lodem

Są już, co prawda, wynalazki pozwalające zaglądać pod lód bez konieczności wożenia ze sobą na saneczkach klasycznej echosondy z całym osprzętem, bez męczącego wiercenia dziur, ale są to urządzenia drogie i niezbyt dokładne. Skonstruowano otóż coś w rodzaju ultradźwiękowej latarki, która przyłożona do lodu, ba, nawet do dna łodzi, podaje głębokość łowiska, zaś ryby lub podobne echa sygnalizuje zapaleniem się czerwonej diodki.

Większość poważnych producentów poważniejszych echosond ma w swojej ofercie przetworniki pozwalające zajrzeć pod lód bez wiercenia otworów, ale i one są drogie i nie tak dokładne, jak transduktory zanurzone w swoim właściwym żywiole - w wodzie.

Ze względu więc na koszta, a także na fakt, iż większość właścicieli echosond w cieplejszych porach roku nauczyła się interpretować obrazy przesuwające się na wyświetlaczu, opracowano w domowych warsztacikach na całym świecie "dodatki" pozwalające wpuścić pod lód idealnie wypoziomowany transduktor klasycznego sonaru...

Poniżej linii lodu

Nie jest to zbyt skomplikowane wówczas, kiedy pokrywa nie jest gruba, nastręcza nieco problemów, gdy lodowa powłoka sięga czterdziestu centymetrów i więcej. Przetwornik - aby wskazania nie były zanadto fałszowane - należy opuścić na poziom pozwalający na swobodne emitowanie stożka sygnału, a więc co najmniej na dolną linię lodu. Warto, aby sygnał zmierzał do dna pionowo, jest wówczas gwarancja, że na monitorku pojawi się obraz rzeczywistego łowiska, a nie na przykład strefa dna odległa od pola manewru mormyszką o metr czy dwa.

W jednym z kanadyjskich czasopism wędkarskich natknąłem się na opis wielce skomplikowanego urządzenia zaopatrzonego w poziomicę oraz pion na trójnogu i cały szereg pokręteł, systemy blokad, osiowania, ale wydał mi się on niejaką przesadą i typowo amerykańskim wynalazkiem na miarę lokówki wymiarującej papiloty i określającej kąt odstawania plerezy. Cały ten skomplikowany system przełożyć można na "język" majsterkowicza i ograniczyć go do wysokiej na 5 cm i długiej na 30 cm beleczki z nawierconym pionowo otworem, śrubą biegnącą poziomym kanalikiem, która blokować będzie metalowy (może być z twardego drzewna lub z tworzywa) pręt, na końcu którego znajdować się będzie przetwornik sondy. Całość da się zrobić w jeden wieczór w najbardziej nawet prostym domowym warsztaciku.

A potem wiercenia dziury, położenie beleczki na lodzie, na ogół przecież poziomym i wpuszczenie pręta w przerębel, tak aby transduktor opuścić na dolną linię lodu.

Rzecz jasna, dobrze mieć przetwornik o potrójnym stożku sygnału lub szerokokątny i lepszą echosondę pozwalającą na zbadanie łowiska zarówno w strefie bezpośredniego "oddziaływania" przynęty, jak i po bokach, ale nawet najprostsze sonary pozwolą na znalezienie na rozległych i nieznanych akwenach stanowiska zimowego zgromadzenia się ryb lub żerujących ławic leszczy, krąpi, płotek albo okoniowych "wilczych" stad.

Sonar nie granat

Większość autorów nie związanych, hm, emocjonalnie z określonym producentem powtarza w publikacjach o echosondach, iż nie jest to urządzenie samo z siebie gwarantujące wędkarski sukces. Nawiercanie otworów na chybił trafił, ustawienie funkcji Fish Identification, czyli nakazanie mikroprocesorowi, aby samodzielnie rysował symbole rybek na wyświetlaczu daje taką samą szansę wędkarzowi posiadającemu echosondę i temu, który po jeziorze gania z samym świdrem i wędeczką.

O wiele większe możliwości ma człowiek ze sporą wędkarską wiedzą, metodyczny i wiercący dziury metodycznie, według zwyczajnego na lodzie planu - powiedzmy co 5 m od brzegu czy trzcin. Pozwala to - po pierwsze - na wytypowanie linii wierceń, na odnalezienie wszystkich uskoków i blatów oraz rozległych połaci równego dna na głębokości 8-14 m. Ta ostatnia wartość zależy, oczywiście, od rodzaju i przeciętnej głębokości łowiska i dotyczy jezior polodowcowych i głębokich zbiorników zaporowych. Na akwenach płytkich szuka się po prostu rozległych głęboczek lub blatów, w których gromadzą się ryby na swój zimowy letarg.

Echosonda, wbrew temu, co piszą o niej producenci, nie jest jakąś Wunderwaffe, która pokazuje gdzie i jak łowić ryby, nie ma mocy granatu i sama z siebie nie pokryje rybami lodu wokół przerębla.

Zimowisko - nie wolno i nie warto

Każdy wędkarz z echosondą i podstawami wiedzy o rybich obyczajach po jednym, dwóch, maksimum trzech dniach poszukiwań znajdzie nawet na najbardziej rozległym jeziorze zimowisko białej ryby. Na dużych polodowcowych jeziorach oraz na zbiornikach zaporowych można napotkać przeogromne zgromadzenia leszczy, krąpi i innych ryb spokojnego żeru. Nawet jeśli regulaminowe wyrzuty sumienia rodzą wątpliwości, to po prostu kusi, by wpuścić w sam środek mormyszkę, czy podać dwie ochotki na ostrym haczyku...

Tymczasem nie wolno - bo regulamin zabrania łowienia w zimowych ostojach, po drugie, nie warto, bowiem większość ryb znajdujących się w centrum zgromadzenia po prostu nie żeruje, znajduje się w zimowym odrętwieniu. Co prawda, ta i owa, obudzi się niekiedy i połknie przynętę jeżdżącą jej "po nosie", ale gra nie jest warta świeczki.

Letarg nie trwa wszakże przez całą zimę, ryba przynajmniej kilkakrotnie budzi się i przez czas jakiś żeruje. Wydostaje się wtedy na obrzeża zimowiska (echosonda to pokaże - ilość ryb zagęszcza się na ogół ku środkowi), powoli, ale systematycznie penetruje okolice i chętnie odwiedza pobliskie wypłycenia, podwodne górki i spady, gdzie szansa na smaczny kąsek jest większa.

Znalezienie więc zimowiska ryb, to dopiero pierwszy krok dla posiadacza echosondy. Po nim należy znaleźć zimowe żerowiska. Dla wędkarza bowiem tak naprawdę kusząca jest ryba aktywnie poszukująca pokarmu.

Można łowić na obrzeżach zimowych ostoi, tam gdzie sygnał sondy odnajduje znacznie mniej ryb. Poszukują one pokarmu, ale z racji znacznego zagęszczenia, znajdują go w niewystarczającej ilości. Muszą udać się więc dalej...

Kolejne otwory wierci więc posiadacz sondy. Na jeziorach polodowcowych szuka blatów i płaskoci wznoszących się o kilka metrów ponad poziom zimowiska. Interesujące mogą się też okazać łagodne stoki podwodnych górek, a także same górki, gdzie wśród rozkładającego się detrytusu (butwiejących resztek roślin) można znaleźć larwy owadów, skorupiaki, mięczaki i inne bezkręgowce, które pozwolą się rybie nasycić i powrócić o ostoi oraz odrętwienia.

Na nieznanym akwenie lepiej trzymać się linii trzcin lub krawędzi płycizny, czyli strefy litoralu. W odległości kilkudziesięciu metrów od brzegu można zazwyczaj znaleźć blat, na którym ryby zgromadzą się w dużej ilości. Jak już pisałem - to znakomite miejsce, by od niego zacząć poszukiwania żerowisk. Gdy je się znajdzie, warto oznaczyć przeręble tajnymi znakami i powrócić na łowisko bez elektroniki. Ani sama echosonda, ani akumulator nie lubią niskich temperatur. Poza tym sonar - nawet latem - służy do szukania, nie do łowienia. Koniec tekstu!

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.