Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Amur mon amour Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
O amurach, ich specyficznych obyczajach i dziwacznych preferencjach pokarmowych, o przynętach i zanętach na te pożądane przez wędkarzy (ze względu na wielkość i waleczność) ryby. Amurów się nie nęci, amury się skarmia jak świnie! Białoryb

Ze względu na wielkość pożądana. Przez swoją moc, dynamikę, piękną walkę - bardzo sportowa. Jako przybysz i wegetarianin - tajemnicza. Przez swoją dietę, niełatwa do złowienia. Wsiedlenie amurów w nadmiernej ilości zepsuło wiele łowisk. To ryba, która pożera ogromne ilości roślin, a do wzrostu wykorzystuje około połowy substancji pokarmowej. Nawet najczystsze akweny obsadzone amurem nadmiernie, stają się brudne, mało klarowne i rośliny przestają się w nich rozwijać.

Swojego czasu introdukcję tej azjatyckiej ryby tłumaczono koniecznością zwalczania plagi innego importu - zarastania zbiorników moczarką kanadyjską. Nie da się jednak ukryć, że amury żyją w chwili obecnej w wielu zbiornikach, ba, wędkarze wręcz żądają wprowadzenia ich do wód na których gospodarzy ich koło, klub, stowarzyszenie. W rankingach łowiska specjalnych dodatkowe punkty zdobywają te, w których żyją te ryby. Rosną błyskawicznie i przynoszą wiele radości. Największą sztuką jest ich złowienie na sporych akwenach, do których je introdukowano. Mają tam masę pokarmu, więc zwabienie ich wędkarską przynętą bywa sztuką nielada.

Oprócz zalet skłaniających wędkarzy do ich połowu, mają amury także pewne słabości. Nade wszystko uwielbiają suto zastawiony stół i dość łatwo jest je zanęcić, a co za tym idzie, przyzwyczaić do regularnego odwiedzania tych samych miejsc. Żrą jednak jak świnie, więc zanętę mierzy się wiadrami. Poza tym niechętnie zbliżają się w sąsiedztwo brzegu, wymagając wywożenia karmy na spora odległość od brzegu. Nie przepadają też za płyciznami, z których daje się wejść bezpośrednio z brzegu. O wiele łatwiej jest je nęcić na dość rozległych blatach, oddzielonych od wędkarskiego stanowiska pasem głębi, choćby wąską na kilka metrów rynną przybrzeżną. W przeciwieństwie do karpia i własnego apetytu, wolą amury otwartą przestrzeń wodną, a może raczej wyraźną granicę między tonią a pasem roślinności. Żrą niemal wszystko, co zielone, najbardziej przepadając za słodkawymi kłączami tataraku, a szczególnie za jego pędami i jest to pierwsza roślina, która idzie pod nóż ich pysków. Potrafią także zlikwidować pola grążela i grzybienia, zaczynając od kłączy tych pierwszych. Są specjalistami od zgryzania kłączy i korzonków, więc potrafią odcinać z przybrzeżnych trzcin, sitowia i oczeretu prawdziwe pływające wyspy, pod które wracają i dożerają resztki.

Na dużych akwenach zaobserwować można, jak wyspy takie, miotane wiatrem od brzegu do brzegu, brązowieją najpierw, potem rozpadają się na mniejsze, potem na kępki, a jeszcze potem na kupę próchna, które osiada na dnie i ulega dalszemu rozkładowi. Na zbiornikach mniejszych wyspy te dobijają niekiedy do strefy trzcin i zrastają się z nimi, aczkolwiek nie jest to łatwe - amury mające dostęp do smacznych korzonków potrafią do takiego scalenia się roślinności nie dopuścić.

Amurki

Krótki opis sztuki zanęcania amurów chciałbym zacząć od atraktorów, które mają ogromne znaczenie, zarówno podczas nęcenia, jak i przy proponowaniu rybom właściwej przynęty. Zwolennicy naturalizmu jeszcze przed Zielonymi Świątkami zaopatrują się w przydenne fragmenty pędów tataraku, które onegdaj sprzedawane bywały na wiosennych odpustach, służyły dzieciakom za gwizdawki, a następnie bywały przez grajków zjadane z racji ich słodkości. Te same części roślin służą do dzisiaj cukiernikom i dokładane są do keksów i wtykane w bitą śmietanę w formie zielonych, kandyzowanych okrawków, także uwielbianych przez dziatwę. To rośliny pożywne podwójnie - po pierwsze ta słodkość, po drugie masa olejków eterycznych, które zamienić można w dość smaczne rybie mięsko. Namiętni łowcy amurów dodają je do zanęt w dwóch formach - jako sproszkowaną słodkawą i pachnącą przyprawę lub w formie kandyzowanej, także jako dodatek lub nawet samodzielna przynęta. Docukrzane kłącza i pędy tataraku w niektórych okolicach bywają tajną bronią na amury. Nie potrafią się im oprzeć najbardziej nawet ostrożne giganty. Spore fragmenty - amur ma wielką mordę - kilkakrotnie zanurza się w gęstym syropie z cukru, a następnie obsusza.

Dobrze korzystać z dwóch syropów, sacharozowego (zwykły cukier) i glukozowego (prostszy pod względem chemicznym i posiadający znakomite właściwości konserwujące cukier, który kupić można w aptekach). Niektórzy wędkarze w swojej przynętowej perwersji idą jeszcze dalej i pierwsze kąpiele robią tatarakowi w miodzie, czekają na jego scukrzenie i dopiero potem wkładają do zwyczajnego syropu. Co prawda, usłyszeć można, że tu i ówdzie korzysta się z kandyzowanych owoców - wiśni, śliw, porzeczek, borówek czy nawet wiśni z prawdziwych, domowych konfitur, ale tatarak, faktycznie, nie jest do pobicia. To naturalny pokarm amurów, od którego zaczynają niszczenie jeziorowej zieleniny. Doprawiony dodatkowo, stanowi zabójczą broń na te ryby. Najpospolitszą zanętą jest jednak kukurydza. Najlepsza jest ta słodka, obrywana z wysokogatunkowych kolb jeszcze przed stwardnieniem i gotowana lub parzona. Znakomita bywa także ta z puszki, ale biorąc pod uwagą, jak ilość powinna zostać wrzucona do wody podczas zanęcania, korzysta się jednak z najtańszej kukurydzy pastewnej.

Niektórzy po prostu wrzucają ja do wody w postaci suchej i tak między nami, wcale nie popełniają błędu, ponieważ zęby gardłowe amurów swobodnie radzą sobie z twardymi jak kamienie kulkami proteinowymi. Jednak suche ziarno oznacza nęcenie długotrwałe, najlepiej 14 dniowe - i to w wyważonej ilości, ponieważ nasiona łatwo kwaśnieją. Proste namoczenie kukurydzy pośledniego gatunku, bywa natomiast marnowaniem i wody, i gazu, na którym się ją gotuje. Najlepsi znani spece od amurów na przygotowanie kukurydzy zanętowej poświęcają kilka dni i trochę grosza. Rozkładają je w widnym, ale nie nasłonecznionym miejscu na mokrej gazie, wacie, materiale workowym i kilkakrotnie zmieniając wodę, doprowadzają do skiełkowania.

Niektórzy z kukurydzą mieszają inne nasiona - na przykład jęczmień, pszenicę, łubin, soję. Skiełkowanych roślin nie trzeba ani zaparzać, ani gotować, choć niektórzy robią i to z dodatkiem kupowanego w Herbapolu suszonego tataraku oraz dużą ilością cukru waniliowego. Trzeba tutaj bardzo wyraźnie sobie powiedzieć, że specjaliści od amurów - tych wielkich, rzecz jasna - zanęty nie liczą na torebki czy garnki. Na pytanie - ile jej potrzeba na zanęcenie stanowiska, odpowiadają: 100 do 150 kg. Pocieszają jednak: - Z prawidłowo zanęconego miejsca można wyjąć kilkanaście, a nawet dwadzieścia ryb o wadze przekraczającej 10 kilogramów, w tym kilka podchodzących pod 20 kilo. Ale nęcić trzeba nadal. Dochodzi kolejny "metr" paszy na utrzymanie ryb w łowisku przez kilka kolejnych weekendów. Do zanęty można dodać praktycznie wszystkie resztki roślinne z kuchni - obierki od ogórków, ziemniaki, kasze, owoce z kompotów. Można nęcić mirabelkami, których spady rzadko bywają zagospodarowywane, krojonymi jabłkami (byle tonęły - a toną raczej te mniej nowoczesnych odmian, bo te nowe to istny styropian - można je sparzyć), pokrojonymi surowymi ulęgałkami lub z lekka sparzonymi. Kapusta, lekko przejrzała, siekana grubo sałata, kalarepa, brukiew, niedojrzałe kolby kukurydzy. Zasada jest jedna - niezbyt mocno zarośnięty, rozległy blat o głębokości 1,5-3 m, mnóstwo paszy dla amurów oraz regularne jej zadawanie.

Najtańsze jest "skarmianie" amurów siekaną zielonką. Najlepiej nadaje się do tego świeża lucerna, łubin przed strączkowaniem i zdrewnieniem łodyg, dobra koniczyna, esparceta. Znam wędkarzy, którzy na swoich działkach mają wręcz uprawy zieleniny, zaś ci, który stale jeżdżą na te same akweny amurowe u okolicznego włościaństwa mają zakontraktowane poletka obsiane najlepszymi strączkowymi. Łowienie wielkich ryb jest kosztownym i kontrowersyjnym hobby - znam ludzi, którzy własnym dzieciom skąpią porzeczek i agrestu, bo krzaki sadzili z myślą o amurach na pobliskim jeziorze. Znam właściciel restauracji, u którego nie znajdzie w karcie dań tłuczonych kartofli, bo resztki z klienckich talerzy zbyt szybko by kwaśniały na dnie zalewu, zaś makaron do zup, to zawsze największe kolanka lub muszelki, bo takie najlepiej smakują dużym amurom. Znam też domy, w których od rana do zmierzchu pija się potworne ilości kompotów, bowiem owoce z dna kotła stanowią prawdziwy przysmak dla amurów.

Sam łowiłem te ryby wyłącznie gościnnie, na łowiskach już przygotowanych i przyznać muszę, że "manie" na kiju piętnastokilowej chińskiej torpedy jest przeżyciem, co się zowie. Mogę zrozumieć i zaakceptować te przygotowania - znam ludzi, który w sezonie wyciągają po kilkanaście wielkich ryb tego gatunku. Oglądałem także prawdziwy letni szał na jeziorze w Wałczu, gdzie amury wychodzą stale na to samo miejsce i są poławiane dla zysku i z powodu uwielbienia trunków przez okolicznych wędkarzy. Jakakolwiek byłaby motywacja - widok gościa jeżdżącego na piętach po brzegu oraz trzeszczącego, supermocnego kija i wizgającej żyłki, to coś niesamowitego.

A przynęty - bożesz ty mój - od wspomnianych kandyzowanych i świeżych kłączy tataraku, przez śliwki węgierki, głąby od sałaty, kukurydzę z puszki, gulałki z kaszy manny wielkości kurzego jaja, kulki proteinowe w 200 smakach, panierowane na słodko smażone patisony i kabaczki, gotowaną na twardo dynię i kalarepę, sparzone rodzynki, winogrona z cukru... Tylko trzeba pamiętać o jednym - sukces zagwarantuje 15 litrowe wiadro zanęty wywożone przez 10 dni w to samo miejsce odległe od brzegu o jakieś 50-120 m. No i oczywiście akwen, w którym już łowiono amury po 20 kg.  Koniec

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.