Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Płoć w listopadzie Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   

O późnojesiennym polowaniu na płocie. O ich zachowaniu w zimowiskach i o żerowych eskapadach poza ostoje. Wskazówki jak znaleźć takie miejsca. Jaki sprzęt wybrać, jakie zestawy przygotować... O sztuce delikatnego nęcenia. O przewadze naturalnych przynęt nad typowymi "wędkarskimi".

Białoryb

Płoć jest jedną z niewielu ryb, jakie cieszą wędkarzy przez cały rok. Nie darzy się jej jednak specjalną estymą. Do siatek i sadzy trafiają najczęściej niewielki sztuki. Duże łowione są raczej przypadkowo i pojedynczo.

Na Zachodzie płoć jest rybą specjalistyczną, wybitnie sportową. Jej łowieniem zajmują się wędkarskie asy. Używa się najlepszego sprzętu, najwyższej klasy zanęt i przynęt. Zakładane są kluby miłośników tej ryby.

U nas tylko nieliczni wędkarze jeziorowi poświęcają płoci więcej czasu. Tygodniami tropią duże stada, badają zwyczaje pokarmowe tych ryb. Spotkałem się kilkakrotnie z "maniakami", którzy na planach batygraficznych wykreślali trasy płociowych wędrówek, zaznaczali miejsca intensywnego żerowania, dzienne i nocne ostoje, ba nawet miewali zapisany swoisty rozkład jazdy rybich ławic.

Do takich ludzi wystarczyło przyjechać, rzucić hasło: PŁOĆ i przysiąść grzecznie na rufie łodzi. Po kilkunastu minutach, czasem po godzinie kotwica zostawała rzucona i po zanęceniu rozpoczynały się płociowe żniwa. W sadzu trzepotały się półkilogramowe elegantki, co kilka minut wędkarzem trzęsły emocje - kilkudziesięciodekagramowa płoć na delikatnym zestawie broni się wspaniale, taka "pod kilo" jest na dodatek bardzo przemyślna, zaskakuje wędkarza niezliczonymi podstępami i nieustępliwym uporem.

Nie trzeba być jednak wybitnym znawcą płociowych zwyczajów czy zbiornika, w którym przychodzi nam łowić, by "wstrzelić się" w stado dorodnych płoci. Wystarczy cierpliwie szukać i odpowiednio nęcić podczas łowienia. Listopad jest doskonałym miesiącem na płociowe eskapady.

Ostoje

Płocie już pod koniec października szukają miejsc dogodnych do przezimowania. Początkowo w ostojach przebywają jedynie nocą, za dnia wybierając się na żerowiska. W miarę schładzania się wody ich pokarmowe wędrówki stają się coraz krótsze. Kiedy jezioro staje w okowach lodu, ryby opuszczają ostoję raz na kilka dni, partiami, w stadkach po kilkanaście osobników.

Miejsca jesienno-zimowego gromadzenia się ryb nie zawsze oddalone są od brzegów. Płocie bardzo chętnie wybierają głębie leżące przy najwęższych pasach trzcin. Są to ostre spady dna, bardzo głębokie przybrzeżne rynny. W odległości dziesięciu, piętnastu metrów od brzegu znajduje się kilkunastometrowa głębia. Szukanie płoci w takich miejscach przynosi zaskakujące wyniki. Ryby w swojej ostoi są aktywne żerowo niemal bez przerwy. Falowanie, ostry spad od brzegu przez cały czas przynoszą smakowite kąski. Podwodne zbocze penetrowane jest przez najgłodniejsze osobniki.

Zimowiska płoci są odmienne od leszczowych. Leszcz gromadzi się nad miejscami wysłanymi grubą warstwą mułu. Stado przez kilka miesięcy niemal się nie przemieszcza, poza kilkudziesięciometrowymi rzadkimi wyprawami po skorupiaki, mięczaki, skąposzczety zimowe stado wydaje się nieruchome.

Płocie gromadzą się w miejscach, w których najdłużej trwa wegetacja roślin zielonych. Moczarka, rogatek i wywłócznik w sprzyjających okolicznościach potrafią być zabarwione przez okrągły rok. Płotki trzymają się blisko, mają bowiem większe od leszczy wymagania tlenowe, poza tym na łodygi roślin wypełzają najrozmaitsze stworzenia, którymi odżywiają się ryby. Jeśli więc podczas sondowania dna natrafimy na zielone części łodyg i liści, możemy z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że znaleźliśmy jesienno-zimową ostoję płoci.

Zimna płociówka

Od wędki płociowej wymaga się wiele nawet w cieplejszych porach roku. Późną jesienią powinna ona osiągać doskonałość. Płoć nigdy nie jest agresywna podczas pobierania pokarmu. W zimnej wodzie jest spokojna do przesady - długo i ostrożnie smakuje przynętę i jest gotowa porzucić ją przy najmniejszym oporze. To, iż między hakiem a spławikiem wisi dziesięć, a nawet więcej metrów żyłki, nie wpływa dobrze na zdolności sygnalizacyjne najlepszych wagglerów. Dlatego zestaw płociowy musi charakteryzować się najwyższymi walorami.

Wędzisko powinno być lekkie, sprężyste, o półparabolicznej akcji, pozwalającej na wyrzucanie zestawu na spore odległości. Oczywiście najlepsze są specjalistyczne wędziska typu "match", ale ze zwykłej teleskopówki średniej klasy można zrobić nieźle pracującą odległościówkę. Wystarczy dołożyć cieniutką szczytówkę z włókna szklanego lub węglowego (są w sprzedaży) oraz dodatkowe, przesuwne przelotki na każdym składzie. Tak zmodyfikowanym wędziskiem można trzygramowy zestaw zarzucić na odległość 20 m.

Kołowrotek bardzo delikatny, najlepiej z długą szpulą i z hamulcem z przodu, pozwalającym na dużo precyzyjniejszą regulację oporu niż hamulec "tylny". Żyłka podstawowa - 0,14, przy wędziskach i kołowrotkach typu "match" nawet 0,12. Przypon - o długości 20-25 cm - z ciemnej żyłki 0,08 do 0,12. Haczyki cienkie, o dość długim trzonku i numeracji od 18 do 12. Obciążenie rozłożone.

Spławikowi trzeba poświęcić odrębny akapit. Musi on sygnalizować najlżejszy kontakt ryby z przynętą. O ile wiosną, latem i wczesną jesienią najlepsze są buławkowate wagglery, o tyle na przedzimiu buławka stawia już zbyt duży opór. Dlatego wybieramy spławiki długie, nawet 25-centymetrowe, ale za to bardzo smukłe. Ideałem wydają się zbiegające się do antenki wagglery tzw. kanałowe i superczułe spławiki z pióra pelikana lub tzw. insert peacock z pióra pawia z wklejana cieniutką antenką. Trzeba raczej unikać tworzyw sztucznych jako zbyt ciężkich. Należy pamiętać, że metoda odległościowa na spokojnej wodzie to "dobre obciążenie, jak najlżejszy spławik". Błędem bardzo często spotykanym na naszych łowiskach jest to, że spławik w locie ciągnie obciążenie podczas wyrzutu, a nie odwrotnie. Gdy obciążenie "leci przodem", do rzadkości należy splątanie zestawu.

Bliżej natury

Nęcimy bardzo delikatnie - w miejscach dobrze rokujących za pomocą procy wystrzeliwujemy 3-4 kulki zanętowe wielkości włoskiego orzecha. Może to być standardowa zanęta ze sklepu, równie dobrze można ugnieść tartą bułkę z odrobiną mąki i płociowym atraktorem. Konieczne jest dodanie znaczącej ilości białych robaków lub ochotki. Dobrze robi jesienią i na przedzimiu odrobina suszonej krwi lub suszonych rozwielitek.

Od drugiej połowy października, aż do pierwszego lodu - łowimy wyłącznie na przynęty naturalne. Do najlepszych należą larwy ochotkowatych, które obecnie można zawsze kupić w sklepach wędkarskich i akwarystycznych. Warto jednak spróbować innych przynęt z łowiska. Późną jesienią i wczesną wiosną staram się zabierać na łowisko kasarek z młyńskiej gazy rozpięty na dość ciężkiej obręczy z mosiężnego drutu. Cztery sznurki przywiązane doń w "sposób spadochronowy" zakończone są wspólną pętlą, do której dołączam kilkumetrową linkę. Takim czerpakiem wydobywam muł z dna łowiska. Zaskakuje bogactwo życia wśród rozkładających się resztek organicznych. Większość tych stworzeń doskonale nadaje się na płociowe przynęty. Szczególnie chętnie chwytane są kiełże, niewielkie, dorastające do 20 mm skorupiaczki. Żyją w strumieniach, w dobrze natlenionych jeziorach wśród roślinności wodnej, na kamieniach. Równie chętnie chwytana jest przez płoć ośliczka, zwana przez mazowieckich wędkarzy stonogą. Jest to skorupiak dorastający do 2 cm, barwy od jasno do ciemnobrunatnej. Żyje wśród rozkładających się resztek na dnie czystych jezior, stawów i rzek, tworząc gdzieniegdzie duże kolonie. Nieco gorszą, być może zbyt dużą przynętą jest znana wędkarzom larwa chruścika (kłódka), o tej porze roku koniecznie wyjęta z domku.

Płoć nie pogardzi też różnego rodzaju larwami wydobytymi z mułu. Przypominająca miniaturowe kosmiczne monstrum larwa jętki, dorastająca do 3 cm, jest znakomitą przynętą. Udająca martwą podczas zakładania na haczyk (za ogonek) w wodzie nabiera wigoru i żyje dość długo, doskonale wabiąc senne płocie. Podobnie zachowują się larwy ważek i widelnicy.

Pod kamieniami, w korzeniach trzcin i w kłączach grzybienia roi się czasami od prosionków. Są to grzbieto-brzusznie spłaszczone stawonogi o szarym zabarwieniu. Ich lądowych kuzynów można znaleźć w ściółce lub pod odstającą korą ściętych drzew.

W listopadzie i w grudniu warto też założyć na hak kawałek ślimaka wodnego lub lądowego. Bardzo chętnie chwytane są przez płocie kawałki błotniarek, zatoczków i rozdętek. Przysmakiem jest pomarańczowy mięsień pospolitego małża-racicznicy. Przynętę, która jest częścią środowiska naturalnego, płoć chwyta dość zdecydowanie. Brania są wyraźnie sygnalizowane.

Na sztywnej żyłce

Jesienią bardzo rzadko zdarza się pełne przytopienie spławika. Częściej drży on tylko nieznacznie, przegłębia się nieco lub delikatnie wykłada. Stworzenia wodne, których używamy jako przynęty, są nad wyraz kruche, dlatego też zacinamy stosunkowo szybko - gdy tylko spławik przytopi się nieco lub wynurzy. Kilkusekundowe drgania są także sygnałem do "krótkiego" zacięcia.

Zestaw musi być stale przygotowany do pewnej i zdecydowanej reakcji. Żyłka nie powinna leżeć na wodzie, trzeba ją zatopić i uważać by nie zechciała zwijać się na powierzchni w fantazyjne pętle i łuki, lecz po linii prostej zmierzała ku szczytówce.

Listopadowa walka sporej płoci przynosi sporo emocji i satysfakcji, choć ryba dość szybko się męczy i podczas lądowania nie wymaga podbieraka.

Szukanie płociowych ostoi jest jedną z najprzyjemniejszych metod wędkowania o tej, nie zawsze miłej, porze roku. Lekka, doskonale wyważona płociówka, plecaczek, a w nim termos z gorącą herbatą i parę kilometrów brzegu - a w każdym zarzuceniu nadzieja na waleczną rybę. A tuż przy brzegu obumierająca roślinność i kamienie, pod którymi żyją stonogi tak bardzo lubiane przez płoć... Koniec tekstu!

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.