Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Październikowe leszcze Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
O październikowym leszczu - to miesiąc, na który przypada trzeci okres aktywności żerowej tej ryby. Niełatwy jest do wykorzystania przez wędkarza, ale jak go wykorzystać - właśnie ten artykuł. Łowienie leszczy w tym okresie, to cała batalia. Białoryb

Październik to trzeci w ciągu roku szczyt aktywności żerowej leszcza. Szczególnie rzecznego. W słoneczne, cieplejsze dni na skraju głęboczków przybrzeżnych, na spadach przykos, w spowolnieniach nurtu u szczytu główek, w plosach dolnych cypli wysp - żerują spore stada tych ryb.

Trwa wytrwała orka w mule. Widać ją na powierzchni - po bąbelkach. Nie, nie po tych z naturalnej fermentacji osadów rzecznych... Leszcze, ustawione w półkolistą tyralierę, przeszukują dno, płynąc pod prąd. Ich żerowiska mają od kilkunastu, do ponad pięćdziesięciu metrów długości. Kiedy ryby dojdą do końca, przerywają na chwilę rycie w mule i czym prędzej spływają w dół rzeki, by podjąć poszukiwanie smakowitości.

Pierwszy szczyt aktywności pokarmowej poprzedza tarło. Przypada na maj i początek czerwca. Drugi stanowi błogosławieństwo dla wakacyjnych wędkarzy i trwa przez cały sierpień. Ale zarówno wiosenny, jak i letni okres intensywnego żerowania charakteryzuje się podejrzliwością i ostrożnością podczas pobierania pokarmu. Szczególnie w sierpniu wędkarze mają do czynienia z klasycznymi leszczowymi braniami - z owym wykładaniem spławika, z drganiami leżącego i z ukośnym pogrążaniem się w wodzie.

Jesienią leszcz staje się brutalny. Być może łączy się to z coraz większą konkurencją pokarmową. Ryba ta, im bliżej ku zimie, gromadzi się w coraz większe stada. Woda oziębia się gwałtownie, bujne wiosną i latem życie mułolubnych organizmów ubożeje. Każdy kęs trzeba szybko zlokalizować i połykać jak najprędzej, by nie stał się łupem sąsiada.

Brania zaznaczają się nie tylko na spławiku - jeśli prowadzimy zestaw na napiętej żyłce, bardzo często gwałtownie przygina się szczytówka. Brak refleksu i prawidłowej reakcji powoduje wstydliwe dla rasowego wędkarza samozacięcia. Grot haka tkwi w przełyku.

Zestaw

Cienka i dostosowana do zabarwienia wody i dna żyłka oraz dość wyporny spławik charakteryzują październikowe zestawy. Woda w październiku staje się coraz bardziej przezroczysta, nawet w tak brudnych rzekach jak Wisła, Bug, Warta i Odra. Dlatego żyłka główna nie powinna być grubsza niż 0,18, przypon zaś nie może przekraczać średnicy 0,16 mm. Żyłki dostępne na rynku cechuje wyjątkowa wytrzymałość. "Szesnastki" najlepszych firm rwą się dopiero przy trzykilogramowym napięciu statycznym. Jeżeli ma się wędzisko o szczytowej akcji i dobrze wyregulowany hamulec kołowrotka, można na takim przyponie holować pięciokilogramowe łopaty, z tym że okazy medalowe w rzekach trafiają się niezmiernie rzadko. Do szczęśliwych trafów należy "wstrzelenie się" w stado dwukilogramowych leszczy.

Wędzisko do połowów z brzegu powinno być dość długie - od 5 do 7 metrów. Kołowrotek o szpuli stałej i dużym przełożeniu, pozwalającym na szybkie podprowadzenie zaciętej ryby ku powierzchni. Leszcz jest rybą bezpieczną dla wędkarza - nie ucieka w przeszkody podwodne, nie plącze się w zielsko. Prze zazwyczaj na otwartą wodę, dlatego po zacięciu wyjątkowej sztuki nie trzeba się spieszyć z wyprowadzaniem jej na wierzch. Wystarczy poluzować żyłkę i pozwolić rybie wyszaleć się w znacznym oddaleniu od stada i zmęczoną wyprowadzić pod powierzchnię.

Spławiki, i to bez względu na wybraną metodę połowu - czy to będzie przystawka, czy przepływanka - dość duże i wyporne. Od 3,2 g na powolnym nurcie, nawet do 12 g na łowisku z licznymi i silnymi zawirowaniami.
Obciążenie przelotowe, punktowe przy przystawce i przepływance.

Haki możliwie najmniejsze - od nr 8 do 12. Przypon - wbrew utartej praktyce - krótki, ok. 15 cm. Leszcz nawet jesienią nie przepada za "ściganiem" podrygującego żeru. Krótki przypon powoduje, że przynęta spoczywa na dnie lub porusza się naturalnie, bez skoków na boki. Leszcz uważany jest za rybę równie mądrą jak karp - dwukilogramowy nie zbliży się nawet do przynęty zachowującej się podejrzanie.

Kształt spławików powinien przypominać kroplę skierowaną grubszym końcem do dołu. W sklepach jest obecnie cała masa wyczynowych bombek o długiej dolnej antence. Mimo dużej wyporności, reagują na każdy kontakt ryby z przynętą. Podczas stosowania przepływanki przytapiają się ostro, przy przystawce podskakują, drżą, nieledwie wpadają w wibracje.

Przy połowach na rzecznych zastoiskach, w głębiach na martwych wodach używamy długich, buławkowatych wagglerów o wyporności minimum 3 g. Ustawiamy je ukośnie, czyli długość żyłki jest nieco większa od głębokości łowiska. Nawet w październiku na zastoiskach możemy wówczas ujrzeć klasyczne leszczowe wyłożenie spławika.

Zanęty i przynęty

Bez zanęty nie ma leszcza - ta wędkarska prawda brzmi nieco banalnie, ale nie ma od niej odwołania. Leszcz bez nęcenia jest dziełem przypadku. Albo zrzutów organicznych, czyli różnych bergli i innych szamb. Nie jest tajemnicą, iż gromadzi się przy ujściach miejskich kolektorów. I tam nie trzeba go nęcić. Ale nie każdemu sprawia przyjemność łowienie wśród ekskrementów i alwaysów. A w każdym innym miejscu trzeba nęcić. Rzecz jasna, najbardziej efektywne jest nęcenie długotrwałe - a kto może sobie na to pozwolić? Tylko ci, którzy mieszkają w pobliżu rzek. Wędkarze dojeżdżający muszą pomyśleć o zanęcie "błyskawicznej", szybko i intensywnie zwabiającej ryby.

Zanęta leszczowa powinna zawierać sporo grubych kęsów. Może to być groch, najlepiej wirginia, może być pęczak czy drobione ziemniaki. Niektórzy wolą krojoną w kostkę kaszkę krakowską, inni - drobione pieczywo.
Jako substancję smużącą używa się tartej bułki, kaszki kukurydzianej, grysu ziemniaczanego lub grochu puree. Jesienią konieczne jest dodanie sporej ilości zanęty zwierzęcej - krojonych dżdżownic, białych robaków, pędraków, larw ochotki, a w ostateczności bardzo drobno posiekanej wołowiny. Doskonałe efekty wabiące daje dodanie do zanęty suszonej krwi - wówczas nawet pęczak czy groch smakuje leszczowi "bardziej zwierzęco".

Dobry efekt dają też potłuczone i dodane wraz z pogniecionymi skorupkami lądowe i wodne ślimaki, a także małże, szczególnie racicznica. Od lat doradzam też stosowanie akwarystycznej dafni.

Zanętę wrzucamy w przypłaszczonych bryłach, dobrze, jeśli z dodatkiem gliny, zaraz po przyjściu na łowisko. Rozłożenie sprzętu, zainstalowanie się na brzegu daje czas na zwabienie ryb. Podnęcanie dodatkowe zanętą sypką, drobnymi porcjami - do pół godziny i po wyholowaniu każdej ryby.

Przynęta zwierzęca. Na letnie kaszki, pszenicę, ciasta październikowy leszcz reaguje z oporami. Wyjątek stanowią ziarna kukurydzy mlecznej - i to nie tej z puszki, a ze słoiczków ze specjalnie spreparowaną wędkarską przynętą.

A więc białe i czerwone robaczki - klasyka przynęt. Wytrawni wędkarze wybierają się na jesienne łowiska z... pustymi pudełkami. Dopiero na łowisku, po zanęceniu, szukają przynęty. Doskonałe, bardzo żarłocznie chwytane przez leszcze są wszelkiego rodzaju ślimaki. Zarówno wodne, jak lądowe. Najlepsze są te o jasno zabarwionym ciele. Z przebywających na lądzie - te pasiaste o kremowej nodze i małe winniczki, z wodnych - jasnobrązowa błotniarka (ciemnobrązowe bywają trujące i nie są jadane przez ryby), delikatna rozdętka i zatoczek rogowy. Skuteczne są też małże - skójka, szczeżuja i tworząca ogromne kolonie racicznica. Ta ostatnia dla ciekawskiego wędkarza jest probierzem czystości wody, w której łowi. W rzekach czystych po otwarciu skorupki natykamy się na intensywnie pomarańczową, apetyczną zawartość. W wodach średnio zanieczyszczonych barwa mięśnia racicznicy traci na intensywności, w wodzie tzw. pozaklasowej staje się brunatnoszara. Ale w każdym przypadku jest znakomitą przynętą na jesienne leszcze.

Larwa chruścika, choć jesienią niełatwa do znalezienia, jest bodaj najlepszą przynętą. Można ją uatrakcyjnić, wkładając do pudełka z chruścikami kilka plasterków marchwi. Po paru dniach tzw. kłódki staną się wówczas intensywnie żółte i tak bardzo dla leszczy atrakcyjne, że zatapiać będą spławiki wielkości szczupakowej bomby.

Doskonałe są też wydobywane z dna rzecznych zastoisk larwy jętki i widelnicy, nadziewane na niewielkie "druciaki" kiełże zdrojowe, larwy ochotki, małe pędraki, ośliczki i prosionki zbierane z przybrzeżnych kamieni.

Wędkarz jesienny powinien być znawcą przyrody. Tu nie wystarczy wizyta w sklepie wędkarskim, kupienie pudełeczka z białymi lub czerwonymi robaczkami. Czasami leszcze nie reagują zupełnie na te klasyczne przynęty. Trzeba wówczas poszukać przynęty na łowisku.

Przepływanka i przystawka

Jeśli przepływanka, to z przytrzymywaniem i z zacięciem pod koniec drogi. I to z zacięciem ostrym na tyle, by spadła z haka zwierzęca przynęta. Dlatego przy przepływance używać należy przynęt stosunkowo delikatnych - mięsa małży, błotniarki, pojedynczego czerwonego robaczka zahaczonego za oskórek kokonu, kiełża czy larwy jętki. Jeśli przepływanka, to pracowite prowadzenie przynęty tzw. falką. Przytrzymanie, poderwanie przynęty nad dno i poluzowanie-położenie przynęty na gruncie. Brania następują zarówno po oderwaniu się od dna, jak w chwilę po położeniu na nim. Zacinamy przy najlżejszym drgnięciu spławika, choć jesienią brania są pewne, zdecydowane, nieledwie brutalne.

Przepływanka, szczególnie przytrzymywana nurtówka, jest techniką szlachetną, wyrafinowaną, ale dość męczącą, wymagającą długotrwałej koncentracji. Dlatego bardziej leniwi wędkarze wolą od niej przystawkę. Grunt większy o jedną trzecią od głębokości łowiska, przynęta podana powyżej widocznych na powierzchni bąbelków i dość częste przestawianie zestawu. Jesienne brania na krótkim przyponie są bardzo wyraźne. Spławik potrafi wyskoczyć wręcz z wody lub zanurkować z gwałtownością godną klenia czy okonia.

Najczęściej jednak raptowniejszy ruch poprzedza sekundowe drganie bombeczki, pozwalające na pewne ujęcie dolnika wędki i przygotowanie się do zdecydowanego, aczkolwiek płynnego zacięcia. Trzeba o tej płynności pamiętać-zbyt agresywne zacięcie powoduje często zerwanie cienkiego przyponu i okaleczenie ryby.

Październikowy leszcz, jeśli będziemy się stosować do sztuki wędkarskiej, a więc prawidłowego zmontowania zestawu, doskonałego zanęcenia i efektywnego doboru przynęty, nie jest rybą trudną. Bierze brutalnie, chcąc nazbierać tłuszczyku przed zimą. I chyba właśnie dlatego jesienny leszcz jest najsmaczniejszy - kto wie, czy nie bardziej od karpia. Koniec tekstu!

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.