Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
8. Sum * Pojedynek Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
O sumowym braniu, holu, lądowaniu. Warto wiedzieć jak najwięcej o wszystkich tych fazach - są różnorakie, niekiedy zupełnie inne, niepowtarzalne, choć są przecież zasady, których przestrzeganie pozwala wielką rybę wylądować szczęśliwie. Monografia o sumie

Sum bierze w rozmaity sposób. Potrafi uderzyć w blachę gwałtownie, niczym gigantyczny boleń, może też zaznaczyć branie na spławiku przystawki delikatnie niczym linek.

I tak na gruntówce przygięcie kija poprzedza najczęściej seria drobniejszych drgnięć - sum smakuje przynętę spoczywającą na dnie i połyka ją, zatrzymując się na chwilę. Natomiast branie przynęty "powiewającej" nad dnem bywa bardzo gwałtowne, często następuje "w przelocie", bez zatrzymywania się. Nie ma wędziska, które wytrzymałoby takie uderzenie, które nie zostałoby połamane czy wciągnięte do wody. Stąd konieczność pozostawiania otwartego kabłąka i stopowania żyłki w uchwycie zaciskowym lub stała obecność wędkarza przy kijach.To samo obowiązuje przy połowach żywcowych - tu przysługę mogą oddać karpiowe kołowrotki o wolnej szpuli. Charakterystyczne branie żywca przez suma to przytopienie spławika w miejscu: ryba lubi się zatrzymać podczas połykania przynęty, pewnie po to, by w pełni rozkoszować się smakiem. Przystawka znaczy każdy kontakt suma z przynętą. A więc obmacywanie kąska wąsiskami, brodą, wsysanie jej półgębkiem i gwałtowne połykanie.

Spinningista może spotkać się z całą gamą pobić- z dna, z dziennej ostoi sum wyskakuje do przynęty, chwyta ją pewnie, ale niezbyt gwałtownie. Można odnieść wrażenie, że to zwyczajny zaczep. Sum po zakłuciu - a paszczę ma bardzo unerwioną - przeżywa bolesny szok, ma moment osłupienia. Daje się ciągnąć kilka metrów niczym wielka kępa roślinności czy ogromny kalosz. Potęguje to odczucie, że ma się do czynienia z zawadą. Na krótko jednak - w chwilę potem następuje pierwszy odjazd.

Pojedynek w Kazachstanie

Pobicia w pół wody znaczone są gwałtowniej - tępe uderzenie, chwila szoku i po kilku sekundach coś na kształt zdziwionego potrząsania łbem. I odjazd. Najbardziej raptowne są ataki pod powierzchnią. Sum jest specjalistą od błyskawicznego wypadu z głębin. Rozwija niesamowitą prędkość. Rozkojarzonemu wędkarzowi pobicie może wyrwać kij z dłoni. Lecz tuż po zakłuciu i tu następuje moment szoku.

To chwila, w której wędkarz powinien zyskać kilka metrów - natychmiast po udanym zacięciu trzeba szybko zwinąć jak najwięcej żyłki. I tak za chwilę ryba otrząśnie się z bólu i wysnuje z kołowrotka kilkadziesiąt metrów. Potem zatrzyma się, umęczona przez dobrze wyregulowany hamulec. Przymuruje do dna. Należy ją odeń oderwać. Nie pozwolić jej odpocząć. Chwile murowania to także szansa na zmianę stanowiska - jeżeli są możliwości chodzenia po brzegu, należy ustawiać się tak, by być stale poniżej suma względem nurtu rzeki. Akcja rodzi kontrakcję - tak trzymany sum będzie uciekał w górę rzeki, pod prąd, co znacznie ułatwia walkę oraz bardzo forsuje rybę. Zaniechanie tego - oczywiście jeśli są po temu możliwości - mści się często: duży sum uciekający z prądem potrafi wysnuć cały zapas żyłki, bardzo często przeciera ją o podwodne przeszkody lub oplątuje wokół nich. Jeżeli nie ma możliwości przesuwania się po brzegu, wówczas docenia się długi kij. Można przez przełożenie szczytówki w dół rzeki zmusić suma do ucieczki w poprzek nurtu. Po długim odjeździe żyłka ściągana prądem będzie tworzyć łuk i sum ruszy w górę rzeki.

Odrywanie suma od dna, to dość trudna operacja. Wymaga siły i spokoju. Unosi się wędzisko do góry do maksymalnego ugięcia i pierwszego "terkotnięcia" hamulca. A potem spokojnie czeka, aż sum nie wytrzyma statycznego naporu. Szczególnie silne i uparte osobniki należy potraktować "modulacją" - zwiększa się i zmniejsza na przemian ugięcie kija. Nie ma ryby, która wytrzymałaby taką pulsację. Po pierwszym murowaniu sum ma na chwilę dość. Poddaje się. Najczęściej daje się podprowadzić w pobliże brzegu. Ale kapitulacja jest pozorna - bodaj najgroźniejszy bywa właśnie drugi odjazd. Jeśli uda się zmusić suma do ucieczki pod prąd, jest nasz. Jeżeli wysnuje sto metrów żyłki w dół rzeki, a my nie mamy możliwości zejścia niżej, choćby i po pas w wodzie, to szanse na lądowanie są mizerne. Właściwie to nie da się pokonać i ryby, i naporu wody. Taki sum po oderwaniu go od dna już do końca spływać będzie z prądem. Jedyną nadzieją jest zimna krew i zyskiwanie metra, dwóch. Może to trwać całe wieki. Czasami nie wystarczy sił. Warto wówczas oddać na kilka minut wędzisko koledze lub najmniej mówiącemu kibicowi. Niech nie walczy, niech tylko potrzyma...

Kapitulacja w Kazachstanie

Moment, gdy sum kapituluje ostatecznie, jest łatwo wyczuwalny. Kończą się odjazdy, zaczyna się jednostajne szarpanie głową. Nie oznacza to jednak końca zmagań. Suma, który zrezygnował z walki, należy ściągać bardzo powoli, jednostajnie. Nie można mu pozwolić na sekundę odpoczynku, ale nie ma sensu go drażnić gwałtownym szarpaniem, forsownym ściąganiem. Sum w panice może jeszcze zebrać ostatek sił i zerwać się do długiej ucieczki w dół rzeki, wyłącznie w dół. A wówczas całą pracę zaczynać będzie trzeba od nowa. Tymczasem żyłka, hak, wszystkie węzły są już zdrowo sponiewierane. Zaś siły wędkarza nadwyrężone bardzo. Znam kilku ludzi, którzy mogą uraczyć publiczność opowieściami równie tragicznymi, jak w Hemingwayowskiej historii o starym człowieku i morzu - zdarzało się nie raz, nie sto razy, że po dwugodzinnym holu przewalający się na boki sum ruszał do ostatniej ucieczki i wysnuwał kilkadziesiąt metrów z kołowrotka. A wówczas wykończony wędkarz przecinał nożem żyłkę, bowiem nie miał już sił na kontynuację walki. Bo sum, to sum. I to zdanie niech będzie podsumowaniem naszej sumowej opowieści. Koniec

KONIEC

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.