Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Niech żyje miętus! Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
O łowieniu miętusów na przedzimiu. O obyczajach przedtarłowych tych ryb. o wędkach, przynętach i wędkarskiej cierpliwości oraz determinacji. I wielka pochwała smaku miętusa. Ta konkretna ryba

Miętusy w listopadzie ruszą gremialnie na swoje tarliska. Opuszczą swe dzienne ostoje i szukanie ich "pod drzewami i na spowolnieniach", szczególnie nocą, straci jakiekolwiek sens. Już go zresztą traci. Miętusy o tej porze roku ożywiają się niesamowicie. Po pierwsze dlatego, że chłód, lepsze natlenienie i przejrzystość wody bardzo im odpowiadają, po drugie przez to, iż muszą dużo jeść, aby wyprodukować gonady i sprostać, często wielokilometrowej, wędrówce tarłowej.

Jeszcze przed zmrokiem wychodzą na żerowiska i dosłownie napychają sobie kałduny drobnicą i drobniejszą wodną fauną. Ich wątroba na takiej diecie powiększa się i otłuszcza, co powinno być dla smakoszy zachętą do zdążenia przed okresem ochronnym oraz do przedwieczorno-północnej wyprawy. Szczególnie niewielkim grupkom zwolenników drgającej szczytówki polecić mogę taką wycieczkę. Listopadowa noc okazać się może pięknym przeżyciem, tym bardziej że podczas łowienia tych krewniaków dorsza nie trzeba zachowywać się zbyt cicho, można palić ognie, grille i pić różne trunki w rozsądnej, rzecz jasna, ilości. Ba, można nawet wznieść jakąś pieśń chóralną, byle nie było to pijackie "Góraluuuu...".

Można więc jeszcze za dnia nazbierać drew, przygotować grille i z chwilą zapadania zmroku założyć na tipy trzymilimetrowe świetliki chemiczne. Warto zastosować najtwardszą szczytówkę kompletu, żyłkę w granicach 0.22, przypon 0.20, choć w zupełności wystarczają linki o oczko cieńsze (0.20/0,18). Hak spory, najlepiej o długim trzonku i szerokim łuku kolankowym nr 6-4 z ostrzem lekko podgiętym w kierunku trzonu. Znaleźć dobre łowisko na rzece, w której dość licznie występują miętusy, nie jest trudno. To kamieniska o głębokości 1-2 m o średnim, ale wyrazistym uciągu ze sporą ilością zwarów i bulgotów znaczących się na powierzchni, a świadczących o zróżnicowaniu podwodnych głazów i obecności dużych kamieni. To miejsca, w których gremialnie przygotowuje się do zimowego odrętwienia ogromna ilość drobnicy. To także, nawiasem mówiąc, miejsca gromadzenia się dużej liczby wielkich boleni, ale o tym już zimą...

Jeszcze za dnia miętusy kręcą się jak najęte po zboczach kamieniska, by w chwili przełomu dnia i nocy wejść na ich szczyty i grasować niczym stada nieletnich sandaczy. Mimo że zazwyczaj żerują z dna, to w listopadzie potrafią się podnieść nawet do powierzchni. Jednak drgająca szczytówka i podawanie przynęty na długim, co najmniej metrowym przyponie okazuje się najbardziej skuteczną i zabójczą dla miętusów techniką.

WABIĆ PO TO, BY JEŚĆ?

Dokładnie tak.... Przynajmniej przez to ja jeździłem w listopadzie na Narew, Bug, Wisłę, Nurzec, Orzyc i Omulew. Mięso miętusów jest pyszne przez cały rok, ale teraz, to po prostu pychota, wątróbka kulinarne, to orgazm, zaś kotleciki z ikry, mlecza, jajka, tartej bułki - z dodatkiem drobno siekanego czosnku i cebulki - smażone w głębokim oleju, to uczucie przypominające naraz wspomniane szczytowanie z dodatkiem kosmicznej energii, satori, katharsis i wniebowstąpienie żywcem.

Wiem, że wypisuję herezje dla wszystkich nastawionych bardzo ochroniarsko kolegów, ale dopóki przepisy mi na to pozwolą, dopóty będę się wybierał na miętusy wyłącznie po to, bo je pożerać pod wieloma postaciami, a z ich męskich i żeńskich gonad uczynię sobie ucztę. Trudno, jestem może mniej etyczny niż łakomy - jestem w tym względzie wątłej konstrukcji psychicznej...

Mając na uwadze własne przywary, rozważam więc naturę, także kulinarną, ryb, na jakie nastaję. Miętus jest "węchowo-smakowym" biologicznym odbiornikiem. Kubki oraz komórki węchowe posiada nie tylko w sławetnym, pojedynczym wąsiku na dolnej szczęce, ale i na całym ciele, co pozwala podczas połowu na DS stosować ciężkie koszyczki zanętowe, wypełnione grubo mieloną mieszanką, w skład której wchodzić mogąnastępujące komponenty:

  • wątroba wołowa i wieprzowa
  • mięso ryb morskich surowe i wędzone (naprawdę)
  • nieczyszczone kurze jelita
  • suszona i sproszkowana krew
  • suszone dafnie akwarystyczne
    a najlepiej wszystko to naraz...

Jako przynętę stosuję najczęściej długie, nawet do 10 cm fileciki z ryb morskich, koniecznie ze skórką albo niewielkie szprotki z przeciętym brzuszkiem (to najlepsza przynęta!). W ostateczności można zastosować kruche wątróbki drobiowe lub wspomniane kurze kiszki (druga w kolejności przynęta). Zwolennicy dżdżownic mogą nawlekać na hak grube dendrobeny - to także dobry wabik.

Pisałem już o tym - nie trzeba siedzieć nad wędką, można się oddawać przyjemnościom towarzyskim. Ba, siedzenie nad kijem i reagowanie zacięciem na każde drgnięcie świetlika według wcześniejszych, białorybnych doświadczeń, to ewidentny błąd. Miętus otóż zacina się sam, przed tym wprawiając kij w serię wyrazistych, raptownych drgań. Można je zinterpretować w ten sposób, iż ryba ta po schwytaniu koniuszka przynęty pożera ją, jak jakiś wąż, by w końcu dojść do haka, beknąć i bardzo powoli dać się unieść nurtowi. Ale wówczas jest już nasza, łakomych wędkarzy oddających się na brzegu niecnym rozkoszom podniebienia, ducha i wątroby. Wystarczy ją ostrożnie z wody wyholować, na ogół odciąć hak (łyka bardzo głęboko), zabić, wymienić przypon i zarzucić.

Miętusy żyją więc niezgorzej, a przy nich i my, wędkarze łakomi i potrafiący w święto zamienić nawet Noc Listopadową, możemy sobie pożyć. Tylko kierowcy mogą być nieszczęśliwi - ale złowią ryb najwięcej. Taka jest reguła.

Niech żyją miętusy!  Koniec

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.