Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Pstrąg - strategia na wiosnę Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
O tym, jak wyprawa na Wel i jasne grzbiety łowionych pstrągów zmieniły całkowicie moją wiosenną taktykę i oczy otworzyły na ubarwienie ryb także i w innych porach roku.
Strategia i taktyka

Zaczyna mnie nosić... Jutro koniec mojego prywatnego okresu ochronnego dla pstrąga. Aż mi się marzy jakaś pstrągowa rzeczka - nie żeby zaraz dalekie Pomorze czy Podkarpacie. Ale taki Wel na przykład, Łojewek przynarwiański, jakaś górna Drwęca i kilka tajnych siurków, które zdradzić mogę tylko wartym tego kolegom...

 

Niby kwiecień może wybuchnąć lada chwila wysokimi temperaturami, ale długa zima nakazuje mi przyjąć taktykę, którą widuję raczej u doświadczonych pstrągarzy. Potokowce są wygłodzone, jeszcze nie całkiem odpasły się po tarle i zimowej mizerii. Być może za trzy tygodnie zejdą w swoje podręcznikowe dołki, bo dla nasyconego organizmu równie ważne jak pokarm jest bezpieczeństwo i święty spokój... Ale przez najbliższe tygodnie pstrągi będą bardziej w nurcie, bardziej na równych płaniach (rzecz jasna jakis wykrot, karcz, kamienie w korycie są pożądane) - bo tam głownie znajduje się ich pokarm. Żaby, pierwsze owady wyrajające się po zimie i wszystko to, co nieść może opadająca rzeka...

A było to tak - zaobserwowałem kiedyś, że na przykład na Welu późnomarcowe i wczesnokwietniowe pstrągi mają zupełnie inne grzbiety od tych majowych. Jaśniejsze są, bardziej pastelowe, zda się - przezroczyste. Letni kaban z Welu grzbiet ma niemal czarny lub ciemnobrązowy, a na niektórych stanowiskach przed samym Bratianem bywa niemal granatowy. Cóż, tak być musi, skoro stoi nad zamulonym dnem, w dołkach o kilkumetrowej głębokości. Na dodatek wybiera raczej stanowiska zacienione - gdzieś między olchami, w cieniu starszych sosnowo-dębowych lasów. Ciemno, to i pstrąg musi być ciemny...

A było tak przez wiele lat - nawet wiosenne wyprawy pchały mnie do tych dołków, do tych głęboczek, spokojnych wirów, zwalonych drzew, gdzie wobler dawał się prowadzić swobodnie, w toni. Przecież właśnie z takich dziur wychodziły do przynęty prawdziwe kabany. Najpiękniejsze pstrągowe spotkania, to właśnie takie doły do samego brzegu, gdzie nie ma mowy o brodzeniu... Woda, wiadomo w pstrągowych rzekach czysta, ale nie na tyle na nizinach, aby klarowna była do dna na czwartym metrze...

A bywało tak - stoję nad czarnym dołem, tak na przełomie kwietnia i maja i już wiem, że za sekundę zacznę dostrzegać plamkę mojego wabia. I już go widzę, widzę coraz wyraźniej... Mimo że wszystko dzieje się w ułamku sekundy, to ja się czuję jakby świat cały zwolnił, a nawet zaczął funkcjonować stop-klatkami. Za plamką mojego woblera idzie wielka plama, dziwna taka, jaśniejsza, a nawet ikrząca się jakimś blikiem. Nie przyśpieszam kręcenia korbą...

Uderzenie w kij potworne. I od jazgotu hamulczyka świata zaczyna iść normalnie, w zgodzie z czasem, z tysiącem opisów holów i lądowań, powtarzanych czynności. Nawet jak pójdzie, trudno. Przywykłem, że ryby mądrzejsze ode mnie, bo to dla nich woda jest właściwym żywiołem. I chyba dla tej chwili, kiedy zmysły nie nadążają za wydarzeniami, kiedy percepcja staje się tak ograniczona, że mózg dzieli rzeczywistość na klatki i spowalnia czas - tak bardzo kocham chodzić na ryby. Na pstrągach zdarza się to chyba częściej niż podczas polowania na inne ryby.

No, to było tak - z tych wiosennych dołków startowały do moich woblerków jakieś sikuty. Czarne jak smoła. Kompletne przeciwieństwo letniego drobiazgu, który za miesiąc staje się przezroczysty, jaśniutki, impresjonistyczny w kolorkach. Otrząchałem z zestawu któregoś, z rzędu, kiedy podszedł do mnie znajomy muszkarz z Lidzbarka Welskiego. Zapaliliśmy, wyżaliłem mu się, wypłakałem i byłem święcie przekonany, ze dołączy do moich rozpaczań. No bo jak nie, skoro moje bankówki sypały jakimiś palczakami z zeszłorocznych zarybień i zeszłorocznego tarła...

Otworzył koszyk, pokazał dwa pstrągi - takie między 45 a 50 cm, nadął się, wygłosił sentencję o wyższości muszkarstwa nad chamskim spinningiem i tyle go widziałem. Taki był dumny z siebie, że tyłkiem kręcił jak modelka na francuskim wybiegu, a mnie krew tak zalała, że usiadłem, zapaliłem, łyknąłem z rosyjskiej piersiówki.

O w mordę, to tak! Ryknąłem po kwadransie gorzkich żalów. I do domu wróciłem z jednym pstrągiem, ale takim, że bym mu pokazał co znaczy spinning z 7 cm pękatym woblerem naprzeciw jego chrusta.

Wiecie, dlaczego tak ryknąłem? Bo te pstrągi lidzbarskiego wędkarza były jaśniusieńkie, piaskowe takie, sepiowe, z idealnie cynobrowymi kropkami na tle tytanowej bieli...

I od tamtej pory, jeśli trafi mi się wyprawa na przedwiośniu, to mam w dupie podręcznikowe dołki i szukam dużych pstrągów nad piaseczkiem, na prostkach, na napływach w zakręty, przed mieliznami, we wlewach. Rezygnuję z głęboko schodzących wynalazków, z obrotówek long o sięgam po szerokaśne aglie, pekate woblery, które smużą po wodzie.

Bo nawet kolor rybich pleców może okazać się znaczący dla otwartego na świat wędkarza. Nawet kolorek... Koniec tekstu!

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.