Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Żywiec kontra trupiec Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
O skuteczności łowienia drapieżników na martwą rybkę, punkt widzenia doświadczonych wędkarzy stosujących tę technikę i punkt widzenia... szczupaka.
Strategia i taktyka

Nie ma się co załamywać, pocieszali mnie Angole na jednej z internetowych grup dyskusyjnych. Wielu ludzi zrezygnowało z łowienia na żywca, zanim jeszcze wymyślono słowo ekologia czy ukuto termin ochrona praw zwierząt... Z rozmów, które przeprowadziłem poprzez sieć i telefonicznie wynika, że martwa rybka jest równie skuteczna na drapieżniki, jak ta uwijająca się i umierająca na zestawie.

Brałem poprawkę na przysłowie "każda sroczka swój ogonek chwali", szczególnie w takich krajach jak Niemcy, gdzie zakaz stosowania odwiecznej metody obowiązuje od dziesięciolecia i wielu wędkarzy po prostu nie jest w stanie porównać skuteczności żywej rybki na haku do łowności trupka, ponieważ nigdy na żywca nie łowili. Ale wiem też skądinąd, że Niemcy wypuszczeni na Ebro, gdzie wolno łowić sumy na żywą rybę, natychmiast w krzaki rzucają kolorowane na fluo sklepowe trupki i zakładają na haki karasie, węgorzyki, karpiowe kroczki...

* * *

Jest jak jest - tak mówią wszędzie, gdzie na żywca łowić nie wolno. A szczupak, sandacz, sum, wielki okoń pożądane są jak zawsze. Dla tysięcy wędkarzy spinning i sztuczne przynęty są zaprzeczeniem wędkarstwa, zasiadki i pełnego relaksu. Trzeba było znaleźć i rozwinąć alternatywną technikę łowienia drapieżników.

Nie była to kwestia wynajdywania czegoś nowego - od pokoleń, jeszcze w czasach przedwędkarskich, łowiono wodnych rabusiów bez korzystania z żywców. Istnieje licząca dziesiątki lat tradycja stawiania martwych rybek na wielkie szczupaki - w Anglii, w Irlandii, w jeziorach Szkocji, w niektórych departamentach Francji i w krajach Beneluxu. Nikt jeszcze nie myślał o prawnych zakazach, kiedy argumentowano wyższość martwej przynęty nad żywą rybką...

* * *

Nawet niewielki szczupak wybierze dużą zdobycz. W naturze nie jest mu o nią łatwo, więc żołądki wędkarskiej zdobyczy wypełnione bywają drobiazgiem. Po prostu duża płoć, krąp, karaś są na tyle doświadczone, że potrafią unikać spotkania z drapieżnikami. Rady, aby na wielkie mazurskie szczupaki z toni stosować wielkie żywce były jak najbardziej uzasadnione. Tak wielkie drapieżce zauważane bywają przez potencjalne ofiary z daleka. Ryba na uwięzi okazywała się więc niejednokrotnie receptą na wędkarskie sukcesy, a dla wielu łowców stawała się ulubioną metodą połowu.

Z dużym, toniowym żywce była jednak masa kłopotów - o czym przekonywali mnie rozmówcy z Zachodu. Po pierwsze, silny żywiec chodził jak chciał i gdzie chciał. Wymagał wielkiego spławika o dużej wyporności...

* * *

Podwodny rabuś poczuł głód. W pobliżu jego stanowiska nie przepływało dzisiaj nic do zjedzenia. Wyruszył więc na swój głodowy patrol. Penetrował rewir nieśpiesznie, z ostrożna... Jak to szczupak - wpatrywał się w przód i do góry. Wyostrzone miał także inne zmysły, skoncentrował się przede wszystkim na falach hydroakustycznych rozchodzących się w wodzie. Jeśli tylko jego linia boczna zlokalizuje jakiś ruch w pobliżu, drapieżca odwróci się w kierunku, skąd fala jest emitowana, zejdzie niżej i postara się zaskoczyć ofiarę.

I tak się stało. Tym razem rabusiowi udało się podpłynąć w pobliże dużej, niemal trzydziestodekowej płoci. Zbliżał się pomaleńku, od dołu, poruszając jedynie płetwami brzusznymi... Uderzył!

* * *

Bomba była ogromna. Wędkarz wpatrywał się w nią jak w święty obraz. Już kilka razy miał tutaj potężne branie, ale nigdy ryby nie zaciął. A o szczupaku z tego dołka krążyły po okolicy legendy...

Doczekał się - wielka styropianowa bomba znikła z powierzchni, jakby jej nigdy tu nie było. Żywiec był ogromny, więc nawet wielkiemu szczupakowi należało dać trochę czasu na obrócenie zdobyczy w pysku i połknięcie jej. Przypalił papierosa, położył dłoń na dolniku, kciuk ulokował na kabłąku kołowrotka. Był gotów.

* * *

Płoć była jego. Jak zawsze przy ataku poniosło go daleko poza obszar rażenia. Instynktownie skierował się w kierunku dna. Powoli odpływał. Kiedy już minęło podniecenie i ofiara przestała się rzucać, wielki szczupak przystanął tuż nad dnem i gwałtownymi ruchami całego ciała próbował ją obrócić w pysku, tak aby ustawiła się głową ku przełykowi...

Płoć wydawała się martwa, zgniótł ją przecież potężnym kłapnięciem. Dlaczego więc uciekła mu z paszczy i wyrwała z ogromną prędkością do powierzchni. Stał nad dnem jeszcze przez kilka minut i czuł smak i zapach ofiary. Dziwne, choć przecież w tym miejscu nie zdarzyło się to po raz pierwszy.

* * *

Tysiące wędkarzy nastawionych na wielkie drapieżniki klnie w takich sytuacjach we wszystkich językach. Wielki spławik wyskakuje na powierzchnię. Wypluł, znów cholernik wypluł!

* * *

Tymczasem szczupak nie wypluł swojej zdobyczy. Ona po prostu została mu wyrwana z mordy przez wielki spławik. Tę sytuację przedstawiali mi wszyscy, którzy łowili kiedyś na żywca, ale przed laty przerzucili się na martwą rybkę. Takie nieszczęście się już im nie zdarza, bowiem mogą stosować spławiki o wiele mniej wyporne, o wiele lżejsze zestawy mogą montować. Nie grozi splątanie żyłki, wypłynięcie przynęty poza pożądany obszar.

- Ale ryba się nie rusza, nie emituje fali hydroakustycznej, która znakomicie zwraca uwagę drapieżników - oponują zwolennicy żywca... Miłośnicy martwej rybki potrafią jednak zbić ten argument. Większość z nich, szczególnie na wyspach brytyjskich, ma na tę okoliczność przygotowany następujący wywód:

  • Szczupaki i inne drapieżniki nie posługują się jedynie linią boczna podczas poszukiwania ofiary. Równie ważną role odgrywa smak, węch, wzrok.
  • Martwa ryba może być bardziej wonna od żywej, bo zastosować można morskie gatunki, z reguły intensywniej pachnące lub przynęty specjalnie aromatyzowane, których przygotowaniem zajmują się wyspecjalizowane firmy i które zawsze można kupić w sklepach wędkarskich.
  • Martwa ryba może zwrócić uwagę swoją barwą - nie od dziś wiadomo, że prędzej się zauważa zjawiska niezwykłe, kontrastowo odcinające się od otoczenia. Dotyczy to także szczupaka, sandacza, okonia, suma... W zachodnich sklepach konserwowane rybki przynętowe są do kupienia w całej palecie barw.
  • Bzdurą jest mówienie, że nieruchoma rybka gorzej wabi drapieżniki - żaden z wędkujących na trupka nie pozwala przynęcie długo spoczywać bez ruchu, abstrahując już od tego, że najdrobniejsza nawet falka taką przynętą porusza...

* * *

Na wodzie niewielki spławik. Na głębokości kilku metrów duża martwa ryba. Duża - bo przecież każdy z nas widział zdjęcia szczupaka próbującego połknąć swojego rówieśnika. Drapieżnik - jeśli ma wybór i nie musie się trudzić - uderzy w większą chęcią w dużą przynętę niż w małą. Wędkarz skoncentrowany. Zestaw z martwą rybką wymaga uwagi. Niektórzy nawet mówią, że potrzebuje obsługi...

* * *

Już dzisiaj można w sklepie "Polspingu" kupić konserwowane rybki przynętowe w kilku kolorach. Zakaz spowoduje jedno - i polscy wędkarze będą niedługo mieli taki wybór jak na Zachodzie. Powstanie z pewnością kilka firm specjalizujących się w produkcji tego typu przynęt.

Z błyskawicznie przeprowadzonego rozeznania wiem, że w tej chwili na półkach wędkarskich salonów na zachodzie można wybierać z kilkudziesięciu rodzajów konserwowanych rybek. W większości są to rybki morskie - sardynki, sardele, szproty, śledziki, makrelki, tobiasze, węgornice oraz wiele gatunków atlantyckich i śródziemnomorskich, których nazwy znają tylko ichtiolodzy. Znakomitą przynętą okazały się też trzydziestocentymetrowe węgorze lub trzydziestocentymetrowe kawałki węgorzy. To szczególnie ulubione kąski dla sumów. Natomiast węgorzyki monte, kilkunastocentymetrowe, są przebojem na sandacze. W wielu krajach niewyobrażalne było łowienie na węgorze - w tej chwili, choć są drogie, można je kupić jako gotowe przynęty, i stosować, niemal w całej Europie. Podobno są bardzo łowne. Niemal tak samo skuteczne bywają ogonki makreli lub tzw. cary, filety z ryb o mocnej i błyszczącej skórze.

Konserwuje się również rybki słodkowodne, głównie stynkę, ukleję, płoć, karasia i niekiedy kiełbia a także pozbawione kolców sumiki karłowate. Ryby morskie mają z reguły bardziej intensywny zapach od ryb słodkowodnych. Ale także je dosmacza się dodatkowo kąpielami w rybich olejach i przechowuje w tranach. Ryby słodkowodne aromatyzuje się zgoła na niedrapieżne smaki - w ofertach znaleźć można np. stynki nawonione karpiowymi atraktorami i mają one swoich zagorzałych zwolenników. Już wspominałem, iż zwolennicy trupka uważają, że prędzej wywoła się zainteresowanie drapieżnika niezwykłością przynęty, niż najbardziej nawet ruchliwą żywą rybką.

Ryby przynętowe barwi się więc zupełnie jak białe robaki - na żółto, pomarańczowo, zielono, czerwono, liliowo. Niekiedy barwy są naturalnie metaliczne (jak luksusowe auta), niekiedy mają odcienie fluo, jak woblery najbardziej szalonych firm. Są nawet rybki kolorowane kilkoma kolorami, niekiedy więc z dbałością o przejścia tonalne. Ba, na rybki spokojnego żeru nakłada się okoniowe paski. Delikatne stynki przetrzymuje się w specjalnych roztworach, aby uzyskały przezroczystą szklistość - na własne oczy widziałem w Bremie stynki o zabarwieniu "motor oil" i "olive oil". Zresztą zauważyłem tam także zupełnie dla nas absurdalne rzeczy - mianowicie uzbrojone już dwiema kotwicami czy dwoma hakami na wolframowym przyponie pojedyncze rybki w próżniowo pakowanych woreczkach foliowych.

* * *

Tak, zestaw z martwą rybką trzeba obsługiwać... Kilka jest technik uzbrajania trupka - na ogół jest to wolframowy przypon z dwoma hakami lub kotwicami, czy z hakiem i kotwicą. W niektórych krajach stosuje się wręcz istne choinki haków - jeden wpięty w oczko drugiego, kolejnego, i jeszcze następnego. Są patenty pozwalające przesuwać górny hak po przyponie, czy nawet dołączać następny, jeśli przynęta jest wyjątkowo długa.

Trzy są sposoby ułożenia rybki w wodzie. Najmniej interweniujący podczas zasiadki wędkarze zakładają rybkę głową (lub częścią głowową w przypadku makrelowych ogonków) do dołu. Ci, którzy łowią na bardzo sfalowanych akwenach, zakładają przynętę za grzbiet, dokładając kotwicę wbitą w partię głowową. Najbardziej zaś aktywni zbroją rybę systemem podobnym do wynalezionego przez Drashkovitcha, który pozwala na granie przynętą w pionie lub zbroją rybę jigową główką na wielkim haku i dodatkową wolframową przywieszką z kotwicą wbitą w bok lub w brzuch.

Są także szkoły, które nakazują wbicie w rybią paszczę jigowej główki na małym haku i podczepienie jej tak, aby wisiała ogonkiem do gówry - podciągniecie i opuszczenie tak zmontowanego zestawu pozwala na nadanie rybce ruchów podobnych do akcji podlodowych oblanek.

Mniej aktywni łowią na mniejsze spławiki i niespecjalnie zastanawiają się nad wyważaniem zestawu. Ci, którzy podczas połowu często podciągają i opuszczają przynętę poprzez oczko przelotowego spławika stosują większe bomby, za to wyważają je tak, aby po pochwyceniu trupka przez drapieżcę i zanurzeniu, nie wyrwały przynęty z zębatej mordy.

* * *

Spławik huśta się na zmarszczonej wodzie. Łódź ustawiona tak, aby wiatr oddalał zestaw od wędkarza. Łowiący z brzegu zgromadzili się na nawietrznej stronie akwenu. Niektórzy stosują spławiki żagielkowe - przy mocniejszych podmuchach rybka sama płynie, podryguje. Wędkarz pozwala płynąć zestawowi w dal. Do spławików z żaglem stosuje nierozciągliwą plecionkę - można zaciąć z większej odległości i lepiej grać przynętą. Podczas "żeglowania" spławika co kilkadziesiąt centymetrów następuje podciągnięcie przynęty do góry i raptowne opuszczenie szczytówki wędziska. Są dwa stopery na zestawie - górny, który blokuje opadanie rybki, i dolny, metr, półtora poniżej, który nie pozwala na zbytnie podciąganie przynęty do powierzchni.

Kiedy zestaw odpłynie od stanowiska bardo daleko, następuje droga powrotna. Ściągnięcie o metr, o dwa metru, opad, minuta dwie w jednym miejscu (warto pamiętać o otwarciu kabłąka kołowrotka) i kolejne podciągnięcie...

Cóż, mniej to leniwe i wygodne niż łowienie na żywczyka. Ale skuteczne. Ale kiedy wiatr sfaluje porządnie lustro wody, to też można zestaw zostawić w spokoju i napić się piwa...

* * *

Ta ryba mu nie uciekła podczas obracania w paszczy. Więc się nie śpieszył. Ustawił ja sobie wygodnie i zaczął połykać wykonując spazmatyczne ruchy. Jeden za drugim. Wędkarz z palcem na rancie szpuli czuł to doskonale. Człowiek odczekał kilkanaście sekund, zbił kabłąk i mocno zaciął. Skutecznie.

Szczupak wszak nie wiedział, czy rybka jest martwa czy żywa. Przecież to nie weterynarz. Koniec tekstu!

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.