Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Gdzie zginął boleń? Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
Sierpień, pierwsza połowa września... Gdzieś poznikały bolenie. Coraz mniej chlapnięć na wodzie, nie mówiąc już o walnięciach. Czy bolenie wyginęły, czy je wyłowiono? Co się z nimi stało... Nie wyginęły, są i mają się dobrze. Ale coś ich nie widać. Jak na to powienien reagować wędkarz?
Fortele

Boleniowy przestój od końca lipca do początku września jest sprawą naturalną. W powolnych partiach rzecznego nurtu pojawia się niezliczona liczba tegorocznego wylęgu, który przez półtora miesiąca stanowi dla rap podstawę wyżywienia.

Za dnia ten drobiazg kryje się po kamieniach, po 10. cm płyciznach i jest dostępny dla najmniejszych boleni, których ataki niczym się nie różnią od pobić maleńkich okonków, sandaczyków, szczupaczków... Ot, chlapnięcie, podgonienie od dołu...

Większe rapy czekają na wieczór, kiedy narybek ośmielony ciemnościami masowo wyłazi z dziennych kryjówek i wypływa na szersze wody. To, co dzieje się o zmierzchu w miejscach, gdzie jest mnóstwo drobnicy, nieczęsto jest oglądane przez wędkarzy. Z dwóch przyczyn - po pierwsze jest nas mało nad rzekami o tej porze, po drugie zaś, ci, którzy pozostają na noc wybierają na łowienie miejsca głębsze, o zupełnie innym charakterze niż sierpniowe jadłodajnie boleni.

Tymczasem na płyciznach za przykosami, w wodnych roślinach, wzdłuż przybrzeżnych kamienisk trwa prawdziwa jatka. Tym, czym dla pstrągów i lipieni a na nizinach dla kleni i jelców bywają masowe rójki owadów, tym dla bolenia bywa pojawienie się ogromnej ilości narybku.

Nie zwykliśmy zmieniać przynęt boleniowych na ten czas - co zawsze czynią podczas rójki muszkarze - a przydałoby się korzystać z 3-4 cm ripperków czy woblerków o podobnych rozmiarach i jak najdrobniejszej akcji. Prawdopodobieństwo jedna, że spośród tysięcy drobiazgu rapka uderzy akurat w sztuczny wabik jest niewielkie.

Cierpliwe obrzucanie jednak miejsc nocnego gromadzenia się drobnicy nieco większymi od narybku przynętami może właśnie w sierpniu i w pierwszej połowie września przynieść pobicia bardzo dużych boleni, którym instynkt nakazuje uderzać w większe kąski. To wszak drapieżnik, a nie fiszbinowy waleń.

Standardowym rapkom wystarczy "odcedzanie" narybku, większe sztuki od czasu do czasu muszą zjeść coś konkretniejszego. Większe sztuki nie wchodzą zresztą na płanie pełne narybku, lecz poruszają się po ich skrajach. O ile na początku lata dobry spinningista z raperskim zacięciem może natłuc mnóstwo boleni od "kila" do 2,5 kg, o tyle w sierpniu takich ryb niemal się nie łowi. Jeśli już, to bolenie w okolicach "trójki" i więcej. Wyprawy specjalnie na tę sportową rybę mogą się jednak skończyć zejściem z wody o kiju.

Zachęcam jednak do późnowieczornych i nocnych wypraw na rapy - o ile o bolenia na wędce generalnie trudniej, o tyle - jeśli już weźmie - to życiowy rekord jest w zasięgu rzutu dobrze pomyślaną przynętą... Koniec tekstu!

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.