Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Taka sobie bajeczka o detrytusie Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
Tak to już jest - najbardziej oczytani koledzy nie dotarli do informacji o niezwykle istotnym składniku podwodnego życia (i śmierci). Pomyślałem sobie, ze warto do sprawy wrócić... Nieco inaczej niż się wszyscy spodziewacie... W każdym razie rzecz o najbardziej naturalnej i zarazem nieznanej zanęcie świata.
Fortele

Takie sobie bajeczki Rudyarda Kiplinga - to zbiór zabawnych opowiadań, w których autor tłumaczy dzieciom (napisał je dla swojej córki), dlaczego świat wygląda i działa tak a nie inaczej. Chyba najbardziej znane to "Słoniątko" - o tym, jak powstała trąba słonia i "Kot, który zawsze chadzał własnymi drogami" - o tym, jak w dawnych, dawnych czasach kot chytrze zapewnił sobie miejsce przy ognisku w jaskini pierwszych ludzi...

Charakterystyczna jest fraza wplatana co i raz w tekst - Kochanie Ty Moje - bowiem przez całą opowieść autor "Księgi Dżungli" zwracał się do swojej córki...

Opowiadania są jednak tak rewelacyjne i objaśniające, że zamiast bawić się w definicje i wpadać w ton paranaukowy, wolę wpaść w nędzną podróbkę przepięknej stylistyki tego wielkiego pisarza i poety...

Jak Przyroda zupę gotuje...

Życie kręci się w kółko jak wirujący bączek - narodziny, życie, śmierć, narodziny, życie... I nie ma w tym nic strasznego, Kochanie Ty Moje, bo koniec życia, to jednocześnie tego życia początek.

Widać to chyba najlepiej w jeziorze czy w stawie. Wystarczy zagarnąć jezioro w siatkę z młyńskiej gazy - raz, drugi, trzeci, dziesiąty, i to co się zagarnie przełożyć do szklanki z czystą wodą, by potem zobaczyć, że jezioro tętni życiem niedostrzegalnym na co dzień.

Czego tam nie zobaczysz, Kochanie Ty Moje - i dafnie, i oczliki, i larwy komarów... To mikroskopijne zwierzątka, tzw. zooplankton. Jest tego tak dużo i przybiera tak różne formy, że wyliczenie zabrałoby całą tę bajeczkę, a dla opowieści nie ma znaczenia... Znajdziesz też wśród mnóstwa żyjątek okrzemki, zielenice, brunatnice, sinice - czyli mikroskopijne roślinki, czyli fitoplankton...

To wszystko żyje bardzo szybko i bardzo szybko umiera, a umierając opada do dna

Jezioro w ogóle żyje bardzo szybko, Kochanie Ty Moje. Nawet wiosną, kiedy duże rośliny dopiero odradzać się zaczynają, wieją wiatry, wzniecają fale, odrywają listki, łamią łodyżki... A te unoszą się przez chwile w wodzie... Nawet kwiaty, które są znakiem nowego życia, gubią płatki... A potem to wszystko opada na dno.

Przychodzi lato, roślin już zatrzęsienie... A na roślinach mnóstwo ślimaków, larw, i wielka ilość innych żyjątek. Zjadają one rośliny, tak jak my sałatę, Kochanie Ty Moje... Ale stworzonka nie mają toalety, więc załatwiają się tam gdzie akurat się znajdują. To naturalne przecież nawet i podczas naszych spacerów. I to co zrobią, unosi się przez chwilę w wodzie i opada na dno...

Przypomnij sobie, Kochanie Ty Moje, o jak wielkiej ilości roślin i zwierzątek, o jak wielu rzeczach opadłych na dno opowiadała już ta bajeczka. Różne są jeziora i stawy, nawet w tych leżących obok mogą występować inne żyjątka, może być ich inna ilość. Więc na każdym dnie, może leżeć zupełnie coś innego... W każdym razie wszystko, co na dno opadło, nawet to najgorsze, znajduje amatora, który chętnie się tym pożywi. I to wszystko nazywa się detrytus... Choć może jeszcze nie całkiem.

Najbardziej niemiła substancją na świecie jest Zgnilizna. Pewnie dlatego, że powstaje w środowisku, w którym człowiek żyć nie może - czyli w świecie, gdzie nie ma tlenu do oddychania. W takim środowisku, beztlenowym, następuje ostateczny rozkład wszystkiego, co - mimo śmierci - zachowywało jeszcze kształt jaki nosiło za życia. Zamienia się w maź Zgnilizny.

Ale zanim zmieni się w to coś - Kochanie Ty Moje - staje się pożywieniem dla płotki. Podstawowym pożywieniem dla tej pięknej i smacznej rybki. Płotka jednak woli poczekać, aż Przyroda z opadłych szczątków ugotuje smaczną i łatwostrawną zupkę. Tym, czym dla nas jest wrząca woda, tym dla Przyrody-kucharki jest proces rozkładu wstępnego w obecności bakterii tlenowych. Okrzemka i dafnia, zachowują jeszcze swój kształt - jak krewetka w zupie krewetkowym, ale tak jak krewetka dla nas, są przyjemniejsze dla płociowego brzuszka.

Płotka jest najmądrzejszą rybką w jeziorze, ponieważ właśnie dla niej detrytusowa zupka stanowi w pewnych okresach podstawę wyżywienia. Ale detrytus zjadany jest też przez krąpie, leszcze, liny, karasie. Nawet wielki karp czasami zassie swoją michę tego pożywnego pokarmu - a karp jest słynnym smakoszem, więc skoro detrytus zjada, to znaczy, że jest to wyjątkowa pychotka. I bardzo zdrowa.

Widzisz więc, Kochanie Ty Moje, że wszystko, co wymyślił człowiek, nawet tak prostą czynność jak gotowanie zupy, dawno już wymyśliła Przyroda...

Ciekawostki o detrytusie dla wędkarzy:

Francuscy spławikowcy (wielokrotni mistrzowie świata) do "podejrzanych", nietypowych na danym łowisku zanęt zazwyczaj dodają miejscowego detrytusu. Ich zdaniem zastępuje to wielodniowe nęcenie.

W delcie Dunaju gościom tam przybywającym na białe ryby, także słynne karpie, miejscowi przewodnicy proponują "cudowny proszek z łowiska" - podobno pomaga, o czym można było swojego czasu poczytać w pismach karpiowych. To nic innego, jak detrytus - wysuszony i sproszkowany.

Wspomniani spławikowcy francuscy wyławiają też detrytus (kasarkiem dafniowym z twardych partii dna, gdzie zalega on cieniutką, nietrwałą warstwą) ze swoich ulubionych łowisk, suszą i przechowują oddzielnie i dodają do zanęt oraz przynęt przed wyprawą na konkretne łowisko.

 Koniec tekstu!

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.