Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Głowatka we wlewie Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
Kilka prostych - ale niezwykle istotnych i podnoszących szanse - trików na głowacicę. Czym, jak, gdzie...
Fortele

Końcówkę roku - i początek, a jakże - miałem na południu. Głowatkowe marzenia, głowatkowe przywidzenia... We trzech wróciliśmy tak, ja przyjechaliśmy - bez ryb. Ale złowione głowatki widzieliśmy i na polskim i na słowackim brzegu. Bez rekordów, ale zawsze.

Grudzień nie był zbyt łaskawy dla polujących na głowacicę. Wcześnie spadł mróz i skuł rzekę. Poprad słynie jednak z tego, że walczy z mrozem, jak na górską wodę przystało. Potem zresztą "zcieplało" i zdjęło lód z płani. Ale rzeka nawet podczas bardzo niskich temperatur pozostawia dziury, w które można wpuścić woblera i przeszukiwać nim miejsca, nad którymi rozpościera się gruba tafla lodu.

Głowatkowi specjaliści stosują tę technikę nawet wówczas, gdy rzeka nie jest zmrożona. Poszukują tzw. wlewów, wąskich gardeł między kamieniami czy progami skalnymi - z reguły zaraz za gardzielą rzeka wymywa głęboki dół, w którym zimą bardzo chętnie na swoje ofiary czekają głowacice.

Wpuszcza się woblera we wlew, najlepiej spod długiego, łososiowego wędziska. Nad Popradem, zarówno w Polsce, jak i na Słowacji, spotyka się spinningistów z wykonanymi na zamówienie trzyczęściowymi kijami o długości przekraczającej niekiedy 4 metry i masie wyrzutowej do 50 g... Ci, których na nie nie stać, łowią na mocne teleskopy o zbliżonej długości i mocy...

Właśnie taki kij pozwala na wpuszczenie woblera w kipiel za gardzielą i utrzymywanie go tam przez długie minuty. Ułatwia też metodyczne przeszukiwanie dołu, granie przynętą na boki, podciąganie jej o kilkadziesiąt centymetrów i wypuszczanie na podobny dystans.

Zdaniem miejscowych wędkarzy, a przede wszystkim specjalistów słowackich, trzymanie przynęty (woblera niekiedy zastępuje wahadłówka wykonana z cienkiej blachy, taka a'la trzebiatówka) w potencjalnym stanowisku głowacicy może przynieść zaskakująco dobre rezultaty. Szczególnie w dni słabego żerowania. Głowatka nie wyłazi wówczas na płaskie blaty, lecz waruje w swoich ostojach i niezbyt chętnie wychodzi nawet do najatrakcyjniejszych przynęt zbyt szybko umykających jej sprzed nosa.

Koledzy ze Słowacji zauważyli, że porwana przez silny prąd drobnica może dosłownie ocierać się o potężną mordę drapieżnika, a ten nie reaguje zupełnie. Atakuje natomiast rybki walecznie przeciwstawiające się sile wody i usiłujące pod prąd wypłynąć z gardzieli. Niekiedy potrzeba jednak sporo czasu, by głowatka ruszyła do ataku.

Wobler wpuszczony w dół za wąskim gardłem powinien naśladować właśnie taką walczącą z nurtem rybkę. Musi już to brnąć naprzód, już ustępować naporowi. Nie należy przejmować się upływającym czasem. Niekiedy i kwadransa mało, by sprowokować głowacicę. Poza tym trzeba mieć nadzieję, że drapieżnik nawet w najbardziej nieprzychylne dni lubi zmieniać stanowiska i przeskakuje z dołu do dołu.

W okresach silnych mrozów, gdy rzeka stoi, właśnie ta technika pozwala przeszukać wszystkie odsłonięte miejsca Należy pamiętać, że głowacica zacięta pod lodem jest niezwykle trudna do wyjęcia. Odbija się to od dna, to od lodowej tafli, ucieka na boki, czasem bardzo daleko, wędkarz zaś ma ograniczone możliwości kontrolowania jej zrywów.

Łowcy głowacic rodem z południowej Polski zawożą niekiedy tę technikę na Pomorze i z powodzeniem łowią dzięki jej stosowaniu dorodne trocie.

W tym roku w Żegiestowie znów spotkałem starszawego Niemca, który bywa tu w miejscowym sanatorium i rokrocznie opisywaną techniką łowi głowatki. W 2001 złowił trzy w czasie 9. dniowego pobytu. Jedną rybę widziałem jeszcze żywą (złowiona tuż pod dworcem kolejowym), drugą jadłem w drugi dzień świąt w formie tatara. Nastąpiło zbratanie posko-niemieckie - stary pił jak gefreiter spod Stalingradu. Plastikowe "ruskie szekspiry" zamieniłem na piękne woblerki w kształcie brzanki. Po pijaku i Niemiec człowiek. Koniec tekstu!

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.