Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Kup dziecku wędkę! Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
Krótki poradnik o tym, jak wybrać wędkę na początek. Nie tylko dla dziecka, ale także dla siebie. Wszystko po to, aby uniknąć błedów wynikających z pośpiechu, niewiedzy i bylejakości. Jak zacząć wędkować

Już kilka lat temu poproszono mnie, abym przeszedł się po "wędkarskim rynku" i spróbował znaleźć coś, co można by było zbiorczo nazwać "niedrogo i nowocześnie". W zamysłach miał powstać tekst dla naszych najmłodszych koleżanek i kolegów, którzy mają dopiero zamiar zacząć nieco poważniej uprawianie wędkarstwa.

W swojej naiwności przebiegłem więc po sklepach, giełdach i bazarach, zagłębiłem w katalogi i doświadczenie przyjaciół znad wody. Wszystko w poszukiwaniu sprzętu dla młodych kolegów po kiju. Chciałem znaleźć rzeczy najważniejsze, a więc wędziska i kołowrotki. Miały spełniać dwa podstawowe warunki - mieć przystępną cenę oraz co najmniej poprawne właściwości...

Na niedrogi i niezły sprzęt natknąłem się zaledwie kilka razy. Rozpuszczony przez moje wędziska oraz kołowrotki, mam, jak się okazało, "zbyt wysokie wymagania" wobec sprzętu dla młodzieży. Tak przynajmniej twierdzili sprzedawcy...

Owszem, sięgali na najniższe półki i wyjmowali jakieś potworki za 40 zł, które miały służyć jako wędki. Z tylnego szeregu kołowrotków wybierali maszynki wykonaniem przypominające plastikowe modele samochodzików czy kąpielowe kaczuszki...

- Dla dziecka wystarczy - stwierdzali autorytatywnie i zachwalali towar jakim głupim bąknięciem w rodzaju: Ta wędka się nie złamie, dzieciak może nią rzucać po kamieniach...

Nie chciało mi się tłumaczyć, że młodzi ludzie, nawet ośmio-dwunastolatkowie, nie mówiąc już o czternastoletnich facetach i pannach, mają całkiem dorosłe wymagania. Nie mają wprawdzie własnych pieniędzy, ale często do wędkarstwa podchodzą w sposób dojrzalszy od swoich dorosłych kolegów po kiju. Chcą łowić nowocześnie, pragną dużo wiedzieć, wiele doświadczać, kombinować, czytać, wyciągać informacje od dorosłych i wyciągać wnioski, które w tyle pozostawią starszych wędkarzy.

I dla nich - a właściwie dla kieszeni ich rodziców - miał być artykuł pod tytułem "Niedrogo i nowocześnie". Rekonesans po sklepach zakończył się jednak całkowitym fiaskiem. Otóż nie da się tak zupełnie tanio.

W sklepach wędkarskich za czterdzieści, pięćdziesiąt złotych bardzo trudno kupić wędzisko sprawiające przyzwoite wrażenie. Myślałem o uniwersalnym teleskopie, trzy i pół, czterometrowym, którego używać by się dało do przepływanki, przystawki i stacjonarnych połowów na stawach i jeziorach. Oferowane kije były albo zbyt miękkie, batowate, albo zgoła odwrotnie - pałowate i ciężkie. Aż zatęskniłem do lat naszej młodości i bambusówek spośród których zawsze wybrać było można wędeczkę lekką, śmigłą i delikatną. Te wszystkie szklane teleskopy z nie wiadomo czego, z jakimiś plastikowymi przelotkami, tragicznie wyważone, obrzydliwie malowane, to rzecz, niestety do wyrzucenia na śmietnik. Nie da się opędzić początku wędkowania za kilkadziesiąt złotych. nie ma sensu kupować czegoś, co po prostu nadaje się na śmietnik.

Co prawda na tzw. rosyjskich bazarach natknąłem się raz i drugi na zupełnie przyzwoite kijki z włókna szklanego i żywic, ale traktuję je z ograniczonym zaufaniem... Nie wszystkie są tak dobre, jak na to wyglądają. Dlatego (rzecz jasna, nie dotyczy to takich na przykład ośmiolatków) młody człowiek zakupując bazarowy sprzęt powinien mieć pod ręką doświadczonego wędkarza. I od razu uspokajam wędkujących ojców: to możecie być wy!

Rzecz dotyczy także kołowrotków. Na bazarkach trafiają się dalekowschodnie wyroby po przystępnej cenie. na oko są niebrzydkie, często o wiele ładniejsze od plastikowej tandety, którą nasycone są sklepy. Niektóre z nich chodzą zupełnie przyzwoicie, nieźle nawijają żyłkę i mają całkiem sprawne hamulczyki. Zdarza się to nawet niektórym maszynkom zza naszej wschodniej granicy, np. lepiej wykonanym modelom kołowrotków "Orion". Jednak i w tym przypadku obecność doświadczonego wędkarza podczas zakupów jest koniecznością.

Trzeba znaleźć dobry wzór - to bardzo ważne, zanim wyjdzie się po zakupy. Warto, by każdy młody człowiek dokładnie obejrzał, potrzymał choć przez chwilę w dłoni, machnął raz i drugi dobrej klasy wędziskiem. Dobrze będzie też, jeżeli zapozna się z działaniem porządnego kołowrotka, poczuje delikatne zbicie kabłąka, płynność obrotów, precyzję hamulczyka...

Warto jednak potraktować poważnie młodego wędkarza. I kupić mu coś, czego nie będzie trzeba po jednym sezonie wyrzucić do śmietnika. Porzekadło, że generalnie jesteśmy zbyt biedny, by tanio kupować, ma w przypadku początków wędkowania bardzo głęboki sens...

Ideałem wędki dla młodego człowieka jest z pewnością najkrótsza, pięciometrowa bolonka renomowanej firmy. Jest ona chyba trochę zbyt długa, ale zapoznanie się z jej akcją, lekkością, wyważeniem pokaże młodemu wędkarzowi, czego od dobrej wędki oczekiwać. Pośród niedrogich kijków takiej wędki się nie znajdzie. Warto jednak podczas zakupowych poszukiwań zapoznać się z dobrymi wędziskami - pomachać trochę krótkimi bolonkami, pobawić się tańszą matchówką, machnąć raz i drugi pięciometrowym, bezprzelotkowym batem niezłej klasy - pozwoli to na natychmiastowe oddanie sprzedawcy ewidentnego chłamu podczas właściwych zakupów...

Duże i małe ACE

Być może też - taką mam przynajmniej nadzieję - skłoni rodziców do odłożenia nieprzemyślanego zakupu do czasu, gdy stać ich będzie na wybieranie w ofercie nieco droższej.

Pośród wędzisk klasy średniej, kosztujących od 150 do 250 zł, można znaleźć prawdziwe cacuszka, których zazdrościć będą nawet zamożni dorośli wędkarze.

Znam jednak niecierpliwość młodości... Wybierzmy się więc na poważne zakupy. Wiem też, że wielu rodziców pragnie się opędzić przed dzieciakami byle czym... Może jednak da się kupić coś sensownego w drodze kompromisu...

Przyjemne wędeczki znalazłem jedynie pośród wędzisk przeznaczonych do łowienia "z czuba", a więc nieuzbrojonych przelotkami. Za 80-100 zł można nabyć lekki kijek, który znakomicie leży w dłoni, nie gnie się jak koński bat przy byle drgnięciu nadgarstka. Z drugiej strony wędki takie są na tyle elastyczne, by podczas holu dobrze amortyzować zrywy walczącej ryby.

Jednak wędka bez przelotek ma ograniczone zastosowanie. Trzeba ją więc uzbroić. Nie jest to wcale takie łatwe. Przelotki z pierścieniami wklejanymi na końce segmentów są zbyt ciężkie i bardzo zmieniają akcję wędziska. Do przyjęcia są wyłącznie bardzo lekkie, jednostopkowe przelotki dobrej klasy, które należy przymocować do blanku starannie zawiązaną omotką. Niestety, jest to kolejny wydatek sięgający 20 zł. Opłaci się jednak - dobrze dobrane przelotki niemal zupełnie nie zakłócą akcji wędziska. Dojdzie jeszcze sprawny uchwyt kołowrotka i znakomite, w połowie samodzielnie wykonane wędzisko gotowe. Tylko jechać z dzieckiem na ryby!

Dobra, śmigła i lekka węglóweczka już uzbrojona, kosztuje ok. 150 złotych, tak że samodzielne uzbrojenie "bacika" opłaca się ze względów finansowych, poza tym może dać sporo radości podczas "wspólnego" zbrojenia kijka.

Zakup kołowrotka też nie jest sprawą prostą. Tu także warto samemu zapoznać się z markowymi kołowrotkami i dać nimi pokręcić także młodemu wędkarzowi: aby nie dać się podczas zakupów oszukać napisom na korpusie, aby zamiast czatować na tani wielołożyskowiec szukać urządzenia, które lekko - lecz bez luzów - chodzi, podobnie lekko zbija kabłąk i ma poprawnie działający hamulczyk. Najlepiej też dzieciakowi pozostawić prawo wyboru kołowrotka, nawet jeśli rachunek zapłacimy my...

Zaznajomienie się z młynkami wysokiej klasy pozwoli na właściwy wybór... Każdy, kto kręcił dobrym kołowrotkiem, natychmiast odłoży na ladę tworzywowe "byleco", które sprawia wrażenie, jak gdyby chodziło bez smaru, na sucho, z pogłosem plastikowej gitary dla dzieci. Od takich "młynków" aż się roi na sklepowych półkach, ba, mają nawet po trzy, cztery łożyska...

Trzeba tymczasem szukać kołowrotka, który obracać się będzie lekko i bezgłośnie, w którym przy pierwszym kontakcie wyczuwalna będzie obecność smaru i który przy zbijaniu kabłąka nie będzie wydawał plastikowych dźwięków. Lepiej wybrać sprawny kołowrotek z jednym łożyskiem, niźli byle jaki z kilkoma. Choć przecież pokazało się ostatnio w sprzedaży kilkanaście modeli kołowrotków kosztujących poniżej 100 złotych, które są naprawdę doskonałe.

Jeśli na dodatek młody wędkarz zabierze jeszcze ze sobą kilkadziesiąt metrów starej żyłki i sprawdzi, czy maszynka równomiernie układa żyłkę na szpuli, to za 50-80 zł - a na bazarze nieco taniej - uda się kupić kołowrotek, który cieszyć będzie przez kilka sezonów.

Podsumowując - trzeba pamiętać o bardzo ważnej sprawie: młody, nawet pięcioletni wędkarz, ma prawo grymasić, ma prawo przebierać, ma prawo wypróbować sprzęt. Chociaż nie ma wypchanego portfela, jest tak samo poważnym klientem jak "dorosły" wędkarz. A zadanie przed nim o wiele trudniejsze niż przed dorosłym - musi wybrać wędkę i kołowrotek, które pozwolą mu łowią nowocześnie, przyjemnie i za niezbyt wygórowane pieniądze.

Obowiązkiem rodziców natomiast jest przyjąć do wiadomości fakt, że to dzieciak - a nie oni - korzystać będą z tego sprzętu - i podczas zakupu wolno im pełnić rolę wyłącznie doradcy, starszego kolegi (koleżanki) po kiju oraz płatnika.. Koniec

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.