Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
I mijasz człowieka z rury... Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
O ludziach, którzy mieszkają w kanałach ciepłowniczych, np. w pobliżu Mostu Gdańskiego czy po praskiej stronie Mostu Grota. Bardzo często wędkarze spotykają ich o świcie i późnym wieczorem. Reportaże

Tę rurę znają wszyscy warszawscy wedkarze spotykający się na praskim przyczółku Mostu Gdańskiego. Rura biegnie pod mostem kolejowym i od czasu do czasu wychodzą z niej bezdomni. Niekiedy straż miejska wywala wszystko z rury i wówczas przez kilka dni pod filarem leżą skarby - posłania, naczynia, sterty ubrań. I one mijane są przez ludzi z wędką.

Bezdomni mieszkają też obok, pod ziemią w ciepłowniczym węźle, którego wyloty parują rano, i które się mija w drodze na pierwszą ostrogę poniżej mostu. Ich gniazda znaleźć można także na warszawskim Żoliborzu, przy klubie "Spójnia" i rozwalonym berglu na przedłużeniu ulicy Krasińskiego, na ulicy Podleśnej, na linii mostu Grota...

Mijają się z wędkarzami. Nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, by prosili choćby i o papierosa. Nie żebrzą w miejscu swojego zamieszkania, nie chcą wchodzić w konflikt ze współużytkownikami tego terenu. Mijają ich po drodze do i ze swojej rury... Natykamy się na nich my, warszawscy wędkarze wiślani...

Natykają się na nich pracownicy kanalizacji. Muszą niekiedy zburzyć ich miesiącami budowane "domy". Taka praca. Ale są podobno różni. Jak to ludzie. Jedni wywalą wszystko jak leci, obojętnie, jak gdyby warsztat pracy sobie przygotowywali, inni złośliwie poniszczą to, co jest dla bezdomnego skarbem. Są jednak i tacy, którzy wszystkie cenności ułożą osobno, na kupce, przyzwyczaili się już bowiem do lokatorów węzłów ciepłowniczych i kanałów. Ludzi w nich widzą.

***

Izi to zdrobnienie od Easy Rider. Był kiedyś na tym filmie, kiedy jeszcze chadzał do kin. To było w czasach, gdy miał mieszkanie. Rodzinę też miał. Film mu się podobał, główny bohater utkwił w pamięci. Nie pamięta, o czym to było, ale o ekranowej postaci nie zapomniał. Kiedy coś, co zamierzał zrobić, nie było najlepsze i potrzebowało jakiegoś argumentu, to mówił, że tak by zrobił Easy Rider. Więc został Izim.

Jak ma na imię? Uśmiecha się szczerbato. Czasami ludzie spoza rury ciekawi są jego życia. Pytają, co go tu przywiodło. On nie z tych - a takich w rurach najwięcej - co chcą litość wzbudzić i opowiadają o nieszczęściach, jakie ich uczyniły bezdomnymi. Historie bywają prawdziwe, bywają zmyślone, ale wszystkie zaprawione są żebraczym tonem, żebraczą myślą - a może słuchacz da parę groszy...

Izi na takie pytania odpowiada zawsze: nie pamiętam... Potrafi też powiedzieć: I don't remember. Mógłby jeszcze w kilku językach wydukać tę kwestię. I czasem tak robi. Trochę, żeby zaskoczyć, trochę z sentymentu do życia przed rurą.

Czy zawsze kłamią, czy nigdy nie opowiadają? Znów ten bezzębny uśmiech. Nie zawsze. Zresztą tak naprawdę, to pełno w nich pamięci i odwołań do przeszłości. Najczęściej nocą, kiedy zgoni ich już wszystkich do rury. Do tych odwołań konieczne są jednak określone warunki...

Większość musi mieć tego dnia pecha i w rurze zabraknie nawet denaturatu, który tak znakomicie przenosi w ciemność o zabarwieniu lilaróż. Dla wielu ten kolor stał się sensem. Dążeniem i ucieczką. Ale nie zawsze znajdzie się coś, co można sprzedać, nie zawsze wyżebra się jakieś groszaki. Wówczas do rury przychodzi na tę jedną noc przeszłość. I o ocynkowane sklepienie obijają się dziwne w tym miejscu słowa... Żona, matka, dom, dzieciaki, praca, stół, łóżko. I różne inne. Pewnie połowa słów, które znają, nie pasuje do rury. Może więcej niż połowa.

ARCHEOLOGIA

Wszystko się może przydać. Więc ściągają do rury większość znalezisk. O ile bezdomni z dworców kolejowych, czy nawet ci ze schronisk i noclegowni nastawieni są najczęściej na różne formy żebractwa, to ci, którzy "dom" stworzą sobie w węzłach ciepłowniczych, w kanałach, w domach do rozbiórki czy na działkach - na swój sposób pracują. Izi, kiedy jest jeszcze w miarę trzeźwy i moc alkoholu nie odbierze mu mądrych słów, mawia, że wszyscy mieszkańcy rury są wykwalifikowanymi archeologami. Nie zwyczajnymi zbieraczami z wysypisk, ulicznych koszy. Należą do klasy wyższej ludzi zbierających resztki.

W żelaznej rurze o średnicy trzech metrów, która chroni przepływ ciepłej wody na drugi brzeg rzeki, mieszkało ich sześciu, kiedy zostawiłem koledze wędki i zdecydowałem się wleźć w ten inny świat. Na drugim krańcu, z przeciwnego brzegu, też kilku mieszka, ale nie udzielają się towarzysko. Bo choć każdy, kto tu przyjdzie może znaleźć sobie dwa metry legowiska, to nie oznacza, że zostanie przyjęty do kompanii. Więc czasami ktoś przyjdzie na jedną, dwie noce. Rzadko ktoś się zadomowi. Wciąż trwa naturalna selekcja.

Bo umierają. Zazwyczaj po pijanemu. Ktoś zamarznie, ktoś odejdzie w delirium, ktoś się w rzece utopi, kogoś zabiją... Albo ktoś po prostu nie przyjdzie któregoś dnia. Może nie żyje, może kona w szpitalu, może poszedł do mamra, a może po prostu pojechał do innego miasta, znalazł inną kompanię, lepsze lokum.

Na tym końcu rury skład nie zmienia się od kilku miesięcy. Jest czterech młodych i silnych, jest jeden mądry - więc potrafili wywalczyć sobie dobrą pozycję. Mają swój śmietniczny rewir. Buszują w pojemnikach na dużym osiedlu. Gonią konkurencję, tych wszystkich emerytów i rencistów, których nowy system rzucił między śmieci.

Izi nie bez kozery użył słowa "archeologia". Bo pojemnik na śmieci jest niczym ta odkrywka, niczym stanowisko poszukiwawcze. Jeśli przez kilka miesięcy przerzuca się bardzo starannie cudze resztki, to poznaje się dobrze ludzkie życie. Najlepsze wszak stanowiska archeologiczne znajdowano na wysypiskach antycznych śmieci...

Dziś Izi jest trzeźwy. Jeszcze... Pamięta kim był Schliemann, odkrywca Troi. Przekopuje właśnie wielki pojemnik obok czteropiętrowego bloku i opowiada. O tym, że tym od taksówki pogorszyło się znacznie. W ich worku znalazł kiedyś resztki kraciastego paska, jaki nakleja się na taksówki, więc mówi o nich taksówkarze...

Wie, że im teraz ciężej - zawsze pili Liptona, teraz też go piją, ale przecież widać, że parzą dwa razy. Myślał, że może ktoś choruje na serce i pije słabszą, ale nie ma opakowań po lekach i dalej znajduje butelki po gorzale. Jeszcze kilka miesięcy temu były to koniaczki, smirnoffy - dziś jest czyściocha. Były skórki od salami, dziś są po pasztetówie...

Komputerowcowi urodziło się dziecko. W ich worku często znajdował połamane dyskietki, pudełka po akcesoriach. Raz nawet znalazł jakieś urządzenie - lamusiarz, u którego sprzedają najciekawsze znaleziska nazwał to bodemem, modemem, czy jakoś tak. Dostał zań dwadzieścia złotych i mógł kupić alpagi zamiast dynksu. Dziś najwięcej tu pampersów - każdy dzieciak to zasraniec, złości się, bo paskudnie przeglądać zawartość. A trzeba, bo trafiają się różne rzeczy. Mają dzieciaka, ale powodzi im się coraz lepiej. Wymieniają drobiazgi, pozbywają się starej odzieży. A i dziecko rośnie, więc ciuszki po nim można sprzedać choćby i na szmaty...

WOLNOŚĆ I SPÓŹNIENIE

Izi twierdzi, że jest wolnym człowiekiem. Nie przeszkadzają mu konwenanse. Robi to co chce. I to co musi robić, żeby robić to, co chce. Wolność jest w życiu chwilą bieżącą. Przeszłość to wspomnienia. Te, o których chce się pamiętać, więc się pamięta oraz te, o których chce się zapomnieć, więc je się zapija. Przyszłości nie ma, bo nikt nie zna dnia ani godziny. Zamiast przyszłości może być cel. A celem jest coś do picia. Najczęściej denaturat, rzadziej alpaga, jeszcze rzadziej prawdziwa wódka. Albo bimber z kartofli robiony przez bezdomnych na pobliskich działkach.

Ale to nie jest przyszłość, to tylko dążenie. A potem znów czas teraźniejszy. Kiedy ma się kilka złotych, to lepiej kupić dynks - bo można się upić. Gdy pieniędzy jest więcej, to można się sponiewierać alpagami. A jeśli przypadkiem ma się w kieszeni mnóstwo forsy, to jest okazja, by się przekonać, jak smakuje prawdziwa wódka. Zanim zamroczy.

Jutra nie ma, nie odkłada się grosza na jutro. Jeśli stać na jedną butelkę, to się ją wypija prawie całą przed wejściem do rury, ale gdy stać na dziesięć, to się stawia. W rurze trwa dyskusja. Co lepiej kupić - denaturat, tanie wino, czy może gorzałę. Zawsze staje na jednym - kupuje się to, co wszystkim zapewni schlanie się. Najczęściej więc liliówkę. Ale kiedy - na ten przykład - Flaku znalazł na przystanku tramwajowym eleganckiego pijaka, a przy pijaku równie elegancki portfel, to kupili sobie do rury cztery skrzynki wódki, chleba i konserw, gazowanych napojów, papierosów i przez tydzień nie wyściubiali nosa ze swojego przytuliska.

Tak, Izi słyszał o noclegowniach, w ciężką zimę nawet nocował tam dwa razy. Ale nie mógł być sobą. Tam jest regulamin. A regulamin to wróg wolnego człowieka. Izi słyszał też o programie wychodzenia z bezdomności - to dobre dla tych, którzy nie żyją. Nie żyją zaś ci, którzy naprawdę nie żyją, tylko ci, którzy żyją dniem wczorajszym i jutrzejszym. Omijają życie. To najprawdziwsze - teraz, w tej chwili. A jak się żyje, nie żyjąc, to się chce wyjść z tego nieżycia...

Izi jest jeszcze trzeźwy, więc mówi. Filozofuje nawet. Ale niedługo nie będzie mówił - będzie mamrotał. Nie, nie chce ode mnie pieniędzy. Dziś dobrze mu poszło. Może kiedy mnie spotka, kiedy źle mu pójdzie, to wtedy mu dam parę groszy. Choć nie, mogę coś dla niego zrobić. Mogę kupić mu miętówek. Albo gumę Orbit bez cukru. On sam na nie pieniędzy nie wyda, bo żal jakoś. Miętowy smak w ustach, to niedzisiejsze marzenia - smak z kiedyś. Sprzed rury. Koniec tekstu!

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.