Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Kłopoty wędkarskich mediów Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
Próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego w telewizji wciąż brakuje wędkarskich programów z prawdziwego zdarzenia, dlaczego niemal wszystkie stacje olewają wysokim łukiem tak liczne środowisko. Ale czy naprawdę liczne? Wędkarska publicystyka

Najbardziej lubianym i sprzedawanym wędkarkim programem telewizyjnym na świecie jest tzw. fabryka Johna Wilsona, która spełnia wszelkie wymagania, jakie stawiane są przed produkcją tego rodzaju. Po pierwsze więc, przynosi dochód - znakomicie utrzymuje zarówno ludzi, jak i firmę producencką. Po drugie, jest chętnie oglądana przez tych, do których została skierowana.

Po trzecie, ma znakomitą promocję, marketing i reklamę, po latach działalności sama sobie potrafi nakręcać koniunkturę pozwalającą się wciąż doskonale sprzedawać. Po czwarte, działa totalnie - oprócz programu telewizyjnego, od którego zaczynano, produkuje filmy na kasetach, tłoczy CD-Romy wg aktualnych wymagań sztuki multimediów, wydaje książki, sprzedaje artykuły do pism wędkarskich całego świata...

Przede wszystkim jednak robi dobry telewizyjny show...

Droga do emisji
Dróg na antenę jest kilka. Najbardziej profesjonalne programy telewizyjne nie powstają nad wodą, czy w wędkarskich głowach. To myśl producencka, rodząca się gdzieś w telewizyjnych czeluściach i odmętach komercji. Sposób myślenia jest następujący - jest grupa potencjalnych odbiorców, jest przemysł zainteresowany promocją swoich wyrobów i usług, na dodatek istnieje możliwość znalezienia dobrych "sąsiadów" producenckich, czyli na przykład możliwość podpięcia części programu pod jakąś niezłą ideologię. Warunkiem sine qua non powstania takiego programu jest znalezienie kogoś, kto to wszystko ogarnia rozumem i jest gotów wyłożyć pieniądze na profesjonalny produkt telewizyjny. Dobrze będzie, jeśli ten ktoś łowi ryby...

Zupełnie przyzwoite produkcje powstać mogą także od dupy strony - czyli jednak nad wodą i w wędkarskich głowach. Tutaj warunkiem jest to, aby wśród myślących o projekcie znalazł się ktoś, kto o telewizji ma pojęcie. Niech to będzie reporter, operator, dźwiękowiec, montażysta, a najlepiej kierownik produkcji... Rzecz w końcu i tak sprowadzi się do tego, aby znaleźć kogoś, kto pomysł ogarnie rozumem i wyłoży kasę na profesjonalny produkt telewizyjny.

Niekiedy zupełnie przyzwoity program powstaje z przyczyn pozawędkarskich - na przykład przez to, że w danej stacji przez jakiś czas panuje moda na programy hobbystyczne, więc ten wędkarski mieści się w aktualnej linii programowej i do jego produkcji oddelegowany zostaje ktoś, kto pomysł ogarnia rozumem, etc...

Albo stacja konkurencyjna robi taki program i zabiera część widzów w określonych godzinach, a co za tym idzie reklamodawców... I wówczas także znajduje się ktoś z tym rozumem i musi powstać profesjonalny produkt telewizyjny.

Mieć towar na sprzedaż
Jak zrobić dobry program? Profesjonalnie, rzecz jasna? Przede wszystkim należy określić tzw. target group, czyli grupę odbiorców. Nie wystarczy napisać w producenckiej aplikacji, że jest to program dla wędkarzy, bo pierwszy lepszy szef anteny projekt tego rodzaju wywali do kosza. Stacja telewizyjna - jeśli w założeniach nie pełni roli edukacyjnej czy nie realizuje jakiejś bliżej nieokreślonej misji społeczno-propagandowej - nie będzie zainteresowana "wszystkimi wędkarzami", ale takimi, którzy na swoje hobby mogą i chcą wydawać pieniądze.

Programy dla hobbystów nigdy nie będą miały takiej oglądalności jak najgłupsze nawet tokszoły czy inne bigbrozery. W takich przypadkach dla telewizji nie liczy się wcale ta grupa odbiorców, która zasiądzie przed ekranem, lecz to, czy grupę tę uda się sprzedać na pniu. Komukolwiek... W przypadku wędkarzy - producentom i dystrybutorom sprzętu wędkarskiego i turystycznego, biurom podróży, wytwórcom stalowych termosów i mikrofalowych skarpetek, funduszowi ochrony środowiska, czy nawet partii politycznej lub milionerowi XYZ...

Stacje telewizyjne handlują trzema rzeczami - czasem antenowym, zrealizowanymi filmami i programami, ale przede wszystkim żywym towarem, czyli widzami siedzącymi w danej chwili przy odbiornikach. Dobre stacje telewizyjne - mimo wszystkich zależności i biznesów - potrafią zrobić dobry program. Żeby mieć czym handlować.

Czy w Polsce jest żywy towar?
Pozornie w naszym kraju jest wszystko - są przede wszystkim ci, którzy chętnie zasiedliby przy odbiornikach i oglądali dobry, polski program wędkarski. Jeśli byłby on dobrze pomyślany, zgrabnie i dynamicznie zmontowany oraz emitowany w dobrej porze, to przed telewizorami mogłoby zasiadać - nawet co tydzień - ok. 100 tysięcy widzów. Skąd taki rachunek? Czy może raczej, skąd taki pesymizm? Wszak łowieniem ryb w naszym kraju, jak podaje wędkarska prasa i PZW, zajmuje się ok. 2 mln osób. Bądźmy jednak realistami i spróbujmy przeanalizować dane, którymi dysponujemy. Odpowiedzmy sobie na pytanie, ile osób bywa na wędkarskich stronach internetowych? Z analizy logów różnych serwerów wynika, że tak naprawdę z propozycji Rybiego Oka, Wędkarstwa Muchowego i WCWI często lub stale korzysta ok. 500 osób, z czego ponad połowa to ludzie, którzy korzystają z wszystkiego, co się w sieci rusza w tym temacie. Z finansowego punktu widzenia ani dla twórców serwisów, którzy po prostu są pasjonatami, i którzy byli w stanie coś takiego wykreować i wyprodukować, ani dla Krokusa (RO) czy Taimenia (flyfishing.pl), czyli firm, które miały kaprys, by w coś takiego zaangażować środki - jest to działalność stricte charytatywna i prestiżowa. Z ekonomicznego punktu widzenia worek bez dna, głupota finansowa, nie dająca się nawet wpisać w koszta promocji i reklamy. Powiedzmy sobie szczerze - korzyść z internetu z punktu widzenia marketingowego jest mniejsza niż pojedynczego billboardu postawionego na dobrej warszawskiej rogatce. Ale cóż, tak jak naszym gospodarzom, tak samo i wymienionym firmom wolno inwestować bez sensu. Nie są zawodowcami w dziedzinie mediów, mają inne źródła dochodu. Jedyne przedsięwzięcie wędkarskie, w które zaangażowany był profesjonalny dom mediowy, czyli serwisik wędkarski przy hoga.pl zdechł był śmiercią naturalną, dowodząc, że rynku wędkarskiego w internecie nie ma.

No to może pójdźmy w stronę profesjonalną i oko zawieśmy na rynku prasowym... Obecnie wydawane pisma wędkarskie mają łącznie ok. 300 tys. nakładu, z czego sprzedaje się niespełna połowa, co wcale nie jest złym wynikiem. W każdym razie pozwala żyć grupce ludzi, a sporej grupie przynosi - mimo rozmaitych zastrzeżeń - kupę radości. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi kupuje więcej niż jedną gazetę. W każdej znaleźć można reklamy i kryptoreklamy. Rynek prasowy ma już tradycje, na dobrą sprawę to on obsługuje zarówno odbiorców, czy raczej odbiorców, jak i dawców, czy raczej sprzedawców. Każda nowa gazeta, która próbuje dostać się na rynek po "Wędkarskim Świecie" fika, zanim zaistnieje w wędkarskiej świadomości. Rynek jest zamknięty - podejrzewam, że ulokowanie nowego tytułu mogłoby być możliwe pod warunkiem zajęcia się jego wprowadzeniem profesjonalnego wydawcy i strasznych pieniędzy. I to kosztem upadku innej gazety. Tylko w tej chwili nie zdecyduje się na to żaden dom wydawniczy. Nie warta skórka wyprawki.

Telewizyjna tradycje wędkarska w naszym kraju, wbrew pozorom, nie jest wcale taka mizerna. Za komuny znakomicie oglądany był i w pełni spełniał swoją rolę "Magazyn Wędkarski". A potem było Multihobby prowadzone przez Jerzego Komara, w warszawskim Top Canale "Ale Branie!" mojego autorstwa i realizacji, było "Na ryby", także co jakiś czas pokazywał się program prowadzony przez Wiktora Zborowskiego. Krakowskiemu uporowi i chyba przywiązaniu do wędkarstwa oraz nieuzasadnionej nadziei na lepsze jutro zawdzięczać należy to, że gdzieniegdzie w regionalnych pasmach oglądać można jeszcze "Taaaką rybę", co pozwala jakoś egzystować temu przedsięwzięciu kolejnej grupy pasjonatów.

Fakt, że tego typu program istnieje zawdzięczmy tylko i wyłącznie Jurkowi Biedrzyckiemu et consortes oraz ustawie o radiofonii i telewizji, która nakazuje emisje programów niekomercyjnych wszystkim stacjom. Program jest znany, jest też ogladany, a dla ośrodków telewizyjnych istotne jest to, że firma jest terminowa, ma dorobek, działa od 97 roku. Najistotniejszy zaś jest fakt, że produkcja zewnętrzna jest zwykle tańsza niż produkcja własna. Cóż, po czterech latach można zespół Taaakiej ryby uznać za profesjonalny skoro nie zbankrutowali. Trochę mnie więc dziwi ich zaangażowanie w internet i ostatnia propozycja, żeby internauci pozyskiwali właścicieli łowisk komercyjnych, aby ci zapłacili 30 zł za pół roku pobytu w bazie danych portalu programu przy bazie wyjściowej ZERO. W założeniach ma być to coś podobnego do Rybiego Oka, do Almanachu Antoniego Remiesza czy do WCWI. Czyli samo na siebie nie zarobi.

Stacje telewizyjne i profesjonaliści produkcyjni nie są zainteresowani programem wędkarskim nie tylko z racji niewielkiej - jak na ilość telewizorów w naszym kraju - oglądalności, na jaką program jest skazany.

Mała jest nadzieja na to, że program sam się sfinansuje - a cała sztuka skierowania do produkcji czy do emisji programu niekomercyjnego zawiera się w słowach "bilans musi wyjść na zero".  Koniec

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.