Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Wisła warszawska * Gdzie się podziała ta rzeka? Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
Z cyklu dla "Expressu Wieczornego" - o historycznych i mentalnych przyczynach odwrócenia się od Wisły mieszkańców Warszawy. Wędkarska publicystyka

Od zarania dziejów nad rzekami powstawały ludzkie osady. Rzeki bowiem niosły życie - po pierwsze wodę do picia. Ta sama woda po wykopaniu fos dawała poczucie bezpieczeństwa. Rzeka była też szlakiem komunikacyjnym, przez stulecia wygodniejszym i bardziej efektywnym od dróg lądowych. Darzyła ludzi pożywieniem - łowiono ryby, polowano na zwierzęta, które przy rzece mieszkały w wielkiej obfitości, wreszcie nawadniała i użyźniała pola.

Ale Wisła miała pecha. Przyszły zabory, które ten arcyważny dla Polski szlak wodny podzieliły granicami. Rzeka przegrała z odrębnymi systemami prawa handlowego, z komorami celnymi, z odmiennymi koncepcjami zabudowy hydrotechnicznej. Podupadła jako droga żeglugowa, zachowując drożność na odcinkach lokalnych...

Mam znajomego Anglika, którego kapitalizm przed kilku laty nad Wisłę przywiódł. I bardzo go złości, gdy większość zaniedbań, jakie w Polsce spotyka, o rozbiory się opiera, rozbiorami tłumaczy. I komuną. Peter Thumbe, specjalista od księgowości i przepływu kapitału, jest rodowitym londyńczykiem i wszystko do City porównuje. Opowiada chętnie, w jakim stanie przed dziesięciu, piętnastu laty była Tamiza. Rzeka-trup, rzeka-brud, rzeka-fetor... Nie było ryb, nie było ptaków, za to ludzkie mrowie poruszało się po farwaterze. Statki rzeczne i mniejsze jednostki morskie, barki, szalandy, jachty... Życie biologiczne zduszone zostało przez koncepcje zagospodarowania hydrotechnicznego z lat sześćdziesiątych, gdzie jedynym celem było gospodarcze wykorzystanie rzek.

Nie było zaborów, nie było komuny, a rzeka i tak umarła w sensie przyrodniczym. Jedyna różnica, którą widzi między Wisłą a Tamizą angielski księgowy, to fakt, że od brytyjskiej królowej rzek nigdy nie odwrócili się ludzie, natomiast dla mieszkańców Warszawy Wisła praktycznie nie istnieje. Ekologiczne przebudzenie, które nastąpiło w krajach zachodnich, pozwoliło na odnowę biologiczną rzek w bardzo krótkim czasie. Dziś do Tamizy wchodzą łososie, zaś inne ryby łowi w niej setki posiadaczy niewielkich łodzi wędkarskich.

Dotyczy to także niemieckiego Renu, francuskiej Sekwany i Rodanu, włoskiego Padu...

Mój znajomy Anglik, z którym często spotykam się podczas spinningowania na jednej z wiślanych ostróg w pobliżu warszawskiego ogrodu zoologicznego, jest typowym wytworem kultury yuppies - jest jeszcze młody, jest stuprocentowym mieszczuchem, dwustuprocentowym profesjonalistą, który nie ma najmniejszych oporów, by dla dobrej, ciekawej, znakomicie opłacanej pracy przenosić się z miasta do miasta, z kraju do kraju, znad jednej rzeki, nad kolejną. Zna doskonale paryskie bulwary, przez dwa lata pił piwo w bremeńskich bierstubach rozlokowanych na nabrzeżach Wezery, często odwiedzał Hamburg z jego Łabą. Kiedy nadszedł okres fascynacji krajami Europy Środkowej, bywał nad Dunajem, nad Wełtawą, nad Szprewą, Newą i Dźwiną... I nigdzie - ani w Budapeszcie i Belgradzie, w Pradze, w Berlinie, Piotrogrodzie i Rydze - nie widział, by mieszkańcy odwrócili się plecami od rzeki, w taki sposób, jak dzieje się to w Warszawie. Irytuje się niesamowicie, gdy farfocle, jakie wieszają mu się na żyłce, tłumaczę realnym socjalizmem, piekli się, gdy brak ścieżki rowerowej wzdłuż rzeki i kikuty latarń wzdłuż istniejących chodników wyjaśniam powojennym czterdziestoleciem.

Taka jest ta Rzeka

- Zajrzyj do albumu swoich rodziców, zajrzyj do albumu warszawiaków z wcześniejszego pokolenia - mówi i ze złością ciska przynętę w wiślany nurt. Wie, co mówi, mieszka od dwóch lat na Powiślu, u rodziny, która zawsze była stąd. Szukam więc wśród znajomych warszawskich albumów i już w pierwszym, wśród czarno białych fotografii, znajduję pamiątkowe zdjęcie z parostatku "Traugutt" napędzanego bocznymi kołami - to z wycieczki do Czerwińska. Znajduję też fotki z kajakowych eskapad na wysokości Portu Czerniakowskiego, z żeglarskich rejsów wzdłuż Wału Miedzeszyńskiego. Wszystkie pochodzą z lat sześćdziesiątych. I na wszystkich odnaleźć da się ten sam ruch, który widać na płótnach Baciarellego. Zaczynam się zastanawiać nad tym, gdzie się podziała Wisła warszawska... Przecież nawet ja ją jeszcze pamiętam z dzieciństwa. Koniec

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.