Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Wisła warszawska * Czarna Mańka i teraźniejszość Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
Z cyklu dla "Expressu Wieczornego" - dwa felietoniki o Wielkiej Rzece: o tym, jak bujne życie toczyło się nad Wisłą jeszcze w latach siedemdziesiątych i o kompletnym upadku białej floty oraz żeglugi wiślanej. Wędkarska publicystyka

 Ze Zbigniewem Falaną - komendantem warszawskiej policji rzecznej - znamy się od kilkunastu lat. Ja właśnie zaczynałem swoją reporterską robotę, on przed kilkoma tygodniami wsiadł na milicyjną motorówkę. I właśnie do jego łodzi wsadził mnie ówczesny komendant "rzecznej", bym sobie popływał, popatrzył, posłuchał i napisał ciepły reportażyk o codzienności milicyjnych wodniaków.Od tamtej pory spotykamy się regularnie co kilka lat.

Myśmy się zmienili, zmieniły się czasy, ale w obydwu pozostało głębokie uczucie do Wielkiej Rzeki przepływającej przez Warszawę. Nasze rozmowy - czegokolwiek by dotyczyły: pracy policji wodnej, kłusownictwa rybacko-wędkarskiego, ratowania tonących, samobójczych śmierci w nurtach Wisły, nowelizacji ustawy o rybactwie śródlądowym - zawsze umykają z głównego wątka i wracamy wspomnieniami do czasów naszego pierwszego spotkania.

Wisła wówczas tętniła życiem. Trwała na niej żegluga pasażerska, jeszcze tliła się towarowa, kluby wodne i ośrodki sportowe przyciągały do rzeki młodych i starych. Trenowali na rzece wioślarze, kajakarze, sporo było motorowodniaków. Codziennym widokiem pomiędzy 1 maja o ostatnim września były żagle halsujących od brzegu do brzegu omeg, hornetów, okejek, piratów, myszek...

Wodniacki patrol pełen był wówczas "kontaktów ze społeczeństwem", jak mawia barwnie opowiadający Falana. Dzisiaj policjant wypływający na rzekę staje się człowiekiem bardzo samotnym. Dawniej znał bosmanów wszystkich klubów, kelnerki nadwiślańskich kafejek, nocnych dozorców pilnujących łodzi. Ale nie znał osobiście setek ludzi, którzy na codzień korzystali z rzeki.

Stara Wisła

Dziś jest akurat na odwrót - nikt nie dbał o pogłębianie klubowych basenów, Wisła więc odsunęła się od nich i umarły lub umierają one naturalną śmiercią przez odwodnienie. Policyjnej łodzi nie można zostawić o kilkaset metrów od nielicznych klubowych kawiarenek, więc policjant jada na wodzie, nie kojarzy mijanych ośrodków z twarzami. Zna za to wszystkich wodniaków pływających regularnie po rzece. Pozostało ich bowiem niewielu. To głównie nawiedzeni na punkcie Wisły wędkarze, którzy doskonale wiedzą, że rzeka w porównaniu z tą sprzed piętnastu lat jest dużo czystsza, o wiele rybniejsza, bardziej dzika i fascynująca.

Wszyscy wiślani wodniacy funkcjonują na rzece wbrew wszystkiemu, wbrew logice, zdrowemu rozsądkowi. Na dobrą sprawę nie ma tu miejsca na cumowanie łodzi, na jej codzienną konserwację, na utrzymywanie jej w gotowości do wypłynięcia. Trzeba zawierać prywatne porozumienia z pracującymi na rzece wodniakami z Przedsiębiorstwa Budownictwa Wodnego, czy innymi ludźmi, dla których Wisła jest miejscem pracy, by móc trzymać gdzieś łódź z silnikiem przykręconym do pawęży...

Rozmowy z Falaną zawsze kończą się pytaniem-marzeniem: czy doczekamy obaj czasów, gdy warszawiacy powrócą nad Wisłę, gdy ruszy znów żegluga, pokażą się żagle i kajaki...

I obaj boimy się na to pytanie odpowiadać, nie chcemy bowiem przyjąć do wiadomości, że "Statek do Młocin" z piosenki Jaremy Stępowskiego, jest już takim samym folklorem starowarszawskim, jak legenda o Czarnej Mańce z Powiśla. Koniec

Mała, biała flota
Na warszawskim odcinku Wisły pozostał jeden statek pasażerski. Od maja do października proponuje godzinne rejsy wycieczkowe, choć można byłoby zamówić całonocną dyskotekę na wodzie. Ten rok był zły dla załogi i armatora. Kilkutygodniowe wezbranie w środku lata zepsuło najlepszy okres dla żeglugi.

Warszawiacy dość rzadko korzystają z możliwości podziwiania panoramy miasta od strony Wisły. Wyjątkiem są dzieciaki ze stołecznych szkół, które niekiedy są na pokład wprowadzane przez nauczycieli. Statek zarabia głównie na przyjezdnych - na uczniowskich wycieczkach, których wiele pojawia się w stolicy w końcu i na początku roku szkolnego, na koloniach letnich. Coraz częściej trafiają się grupy zagranicznych turystów w towarzystwie pilota.

Nie jest to wielki interes, ale daje utrzymanie kilku osobom. Podobnie jak dwa "botele" na barkach hotelowych, które znajdują się w zespole przystaniowym. Z możliwości niezbyt drogiego noclegu korzystają głównie przyjezdni ze Wschodu, ale nawet rodowici warszawiacy nie stronią od przygody, jaką jest nocowanie na Wiśle. W każdym razie, o miejsce w "botelu" nie jest łatwo. Często na drzwiach przy trapie wisi kartka informująca o "pełnym obłożeniu".

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.