Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Honor grunciarza Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
Artykuł prowadzący do wniosku, że nie wolno żadnemu wędkarzowi pogardzać drugim wedkarzem przez to, że łowi on inaczej - inną techniką, odmiennym sprzętem. Ci, którzy łowią różnymi technikami czesto łąpią się na tym, że nie lubią tych, którzy wędkują tak, jak oni sami wędkowali poprzedniego dnia. Wędkarska publicystyka

1. Jest takie żartobliwe powiedzenie w różnych grupach środowiskowych: odrobina szowinizmu nie zaszkodzi. To oczywista kokieteria - myśliwych, skautów piwnych, cyklistów, tudzież wielbicieli Michaela Jacksona - usprawiedliwiająca przesadne podkreślanie dumy z powodu uprawianego zajęcia. Myślę, że mam prawo napisać esej o narastających zjawiskach szowinizmów pomiędzy wędkarzami co najmniej z czterech powodów.

Po pierwsze - z racji uprawianego zawodu i niejakiego doświadczenia w obserwowaniu zjawisk społecznych w różnych środowiskach. Po drugie, dlatego, że bardzo lubię wyrażać swoje subiektywne stanowisko, co jak wiadomo jest podstawą eseju. Po, trzecie przez to, że co najmniej przez rok uprawiałem tę odrobinę szowinizmu, prowadząc "Świat Spinningu" i wymyślając powiedzonko "jedynie słuszna metoda połowu". Po czwarte z tej przyczyny, że sam głównie spinninguję, ale przecież także uwielbiam drgającą szczytówkę, bolonkę, nie boję się łowić na ciężką gruntówkę - jestem więc wędkarzem, który na sprawę ma własne i osobiste spojrzenie z wielu punktów "siedzenia nad wodą".

2. Prowadzi to niekiedy do swoistej schizofrenii wędkarskiej. Przedstawmy sobie jedną tylko wyprawę do ujścia Narwi. Mam przyjaciela od wędek, który równie jak ja nie zaprzysiągł się wyłącznie jednej technice. Rozbijamy bazę, bierzemy spinningi i szukamy okoni i szczupaczków po zastoiskach przy głównym korycie rzeki. Kończymy na samej Narwi i szukając wzdłuż brzegu dobrze rokujących miejsc, klniemy w żywy kamień spławikowców, grunciarzy, którzy zasiedlili najlepsze miejscówki. Jesteśmy jednak "sprawiedliwi" - spotkanego przy dobrej ujażdżce spinningistę też nazywamy w cichej rozmowie palantem, bydlakiem, ciulem...

3. Ta sama wyprawa. Przygotowujemy się do spędzenia nocy nad wodą. Znajdujemy miejsce, gdzie do samej rzeki da się dojechać samochodem. Montujemy ciężkie gruntówy, zakładamy dzwoneczki, posyłamy zestawy do wody, wrzuciwszy uprzednio michę zanęty ugniecionej w spłaszczone kule. Towarzyszy nam pełen standard gruntowej nocki - stolik, dwa krzesełka ogrodowe, gazowa lampa i przygotowany grill. Mamy pół litra, fantę do przepicia i przygotowane przez żonę kolegi niesamowite steki w folii aluminiowej, które po północku ciśniemy na ruszt...

Już po zmroku dochodzi do nas z góry rzeki młody spinningista. Jest grzeczny, pyta, czy może lekkim woblerem obrzucić okolice naszych gruntówek. I co odpowiadamy? Rzecz jasna: NIE! Kiedy nalega, gdy tłumaczy, że przecież płynąca 30 cm pod powierzchnią trzycentymetrowa glapka, i to w odległości 15 m od naszych zestawów, nie wypłoszy naszych leszczy, karpi i sumów, posyłamy go do diabła. Nie przebierając w słowach.

Chłopak odchodzi. Jest jednak mocno na nas zły. Z odległości 40 m wrzuca w nasze zestawy kilka pokaźny brymbulców. Mój towarzysz wyrywa z bagażnika łyżkę do opon i pędzi zabić gnoja. Wraca po kwadransie na ostatnich nogach. Nic nie mówi. Obu nam jest wstyd. To nasza wina. Jesteśmy zbyt cywilizowanymi ludźmi, by kontynuować zapiekanie się w nienawiści, jesteśmy też zbyt wielkimi tchórzami, by nad naszym wstydem zastanowić się na głos.

5. Nie umiemy, a może nie chcemy rozmawiać ze sobą nad wodą. Zdawkowe (i niezmiernie głupie) pytanie: "Bierze dzisiaj?", równie zdawkowa i głupia odpowiedź, że oczywiście nie bierze. Jakże rzadkie są rozmowy o rybach, o wodach. I o tych wszystkich sprawach, które przecież nas obchodzą. Jeżeli w czyimś sadzu zobaczy się rybę, to padnie jeszcze jedno zdawkowe pytanie "na co?". Odpowiedź i tak nic nie da pytającemu. Bo czymże ona właściwie będzie wobec tajemnicy klenia, który połknął akurat chleb, mielonkę, czy czwórkę Horneta z krótszym języczkiem model Black Tiger...

Ten kleń, jego życie i śmierć wymagałyby długiej, prawdziwej rozmowy. I podzielenia się wszystkimi swoimi spostrzeżeniami, doświadczeniami, być może wielką częścią wędkarskiego żywota.

Bardzo mało nad wodą rozmów ze spotkanymi nad wodą wędkarzami. Słyszałem opinię, że oni i tak nie odpowiedzą... Ja mam inną tezę - nikomu tak naprawdę nie chce się słuchać.

6. Termin etyka... Znaczenie tego słowa wydaje się być jedno. W przypadku wędkarza oznacza człowieka, który zawsze, wszędzie łowi w zgodzie z przepisami. No, może jeszcze warto dodać do tego odrobinę zdrowego rozsądku, ale wcale nie jest to konieczność.

Etyka - według filozofów - jest terminem nie podlegającym stopniowaniu. Całe te filozoficzne rozważania, którym niekiedy poświecono grube rozprawy, język potoczny streścił w pytaniu: "czy można być bardziej w ciąży...".

Tak postępuje etyczny wędkarz - słyszałem często komentarz Jerzego Komara w telewizyjnym magazynie Multihobby. Działo się tak przy filmowaniu każdej wypuszczanej ryby. Powtarzanie tego bezustannie doprowadzało mnie na skraj obłędu. Miałem ochotę złowionego na planie szczupaka zamordować okutą pałką przed kamerą telewizyjnej Dwójki natychmiast po wylądowaniu i wywalić w mikrofon to samo zdanie. Tylko że nigdy nie udało mi się złowić szczupaka na planie Multihobby. Ale naprawdę tak również postępuje etyczny wędkarz. W tamtych czasach etyczne było zatłuczenie czterech szczupaczków o długości 40,1 cm.

Zabieram niekiedy ryby do domu. Moją miarą szczupaka jest tzw. dobre kilo. Czy moja etyka jest lepsza od tych, którzy dają w łeb rybom wymiarowym, ale wciąż przezroczystym. Czy jest gorsza od tej, którą głoszą wyznawcy zasady "no kill". Nie, ona jest po prostu inna. Ja mam swój własny system wartości. I prawo wyboru. Zaś całkowicie pozbawiony jestem prawa, do narzucania swojego zdania innym. Mogę je tylko grzecznie przedstawić.

7. Mam wielu wędkarskich przyjaciół. Mam ich pośród najbardziej szalonych pstrągarzy, jakich nosi nasza kraina pstrąga i lipienia. Przyjaźnię się z ludźmi, którzy nigdy w życiu nie trzymali w ręku innego narzędzia połowu nad spinning. Ale do dobrych znajomych zaliczam też kilku facetów spod warszawskich kolektorów ściekowych, którzy swoje złowione ryby sprzedają na bazarkach, a potem przy berglu sączą alpagi. Ale ich wiedza wędkarska, i znajomość rybich obyczajów, umiejętność czytania rzeki, a przede wszystkim chęć dzielenia się tą wiedzą, stawia ich w jednym szeregu z tuzami polskiego wędkarstwa Rzecz jasna, w moich oczach.

Wszyscy moi wędkarscy przyjaciele mają wspólną cechę - akceptują mój system wartości. Nie komentują tego, kiedy z wiślanej łachy zabieram do domu pęk jazi, nie komentują też - nawet pod berglem - faktu wypuszczania złowionych ryb. Pozwalają mi wybrać, ocenić własne potrzeby i postąpić tak, jak ja uznam za stosowne. Nie nazywają mnie gumofilcem, nawet wówczas, gdy na rzecznej wyspie siedzę nad wbitą w piach ciężką gruntówą, a na nogach mam obuwie, które jest źródłosłowiem tego najpaskudniejszego wędkarskiego epitetu.

Nie mam, nie miałem i nie będę miał przyjaciół wśród ludzi, którzy uważają, że jedynie oni wiedzą, co to jest etyka wędkarska. Którzy za jedyny odnośnik uważają to, co sami robią. I którzy głośno, bez słuchania innych swój pomysł na wędkarstwo głoszą. Którzy tym głoszeniem godzą w czyjeś prawo wyboru, w czyjś wędkarski honor, na przykład w honor łowiącego na gruntówkę z ciężkim ołowiem dennym. Koniec tekstu!

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.