Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Wysoka DS Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
O stawianiu wędziska na sztorc i o sytuacjach (niezbyt licznych) kiedy ma to swoje uzasadnienie. O zestawach i nietypowych przynętach. O łowieniu na DS w pół wody, a nawet pod powierzchnią. I o głuchoniemym mistrzu wysokiego pikania.
Strategia i taktyka

Zainteresowanie techniką drgającej szczytówki, coraz większa fascynacja przeradzająca się stopniowo w zachwyt, a później wręcz uzależnienie od niej przy połowach z brzegu, wynikały z najniższych pobudek. Po pierwsze i najważniejsze - jestem facetem niezwykle leniwym i własne lenistwo darzę ogromnym szacunkiem...

Jeśli więc okoliczności nie zmuszają mnie do nadmiernego wysiłku, to po prostu nie wysilam się i już. Ale że drzemie we mnie jeszcze żyłka sportowca i w najgłębszej pogardzie mam wszelkie samołówki, osobliwie gruntówkę z ciężkim ołowiem dennym, więc drgająca szczytówka stała się dla mnie najwspanialszym kompromisem. Między lenistwem a sportem...

Nie muszę więc po przyjściu na łowisko pracowicie wyważać spławika, sondować dna, martwić się zanadto o siłę prądu, zawirowania, wiatr, falę i tysiące spraw, które z wędkowania potrafią uczynić ciężką pracę. Ja po prostu przychodzę na łowisko, rzucam okiem na wodę, pogapię się trochę w nurt, osadzę szczytówkę o odpowiedniej twardości, dobiorę masę obciążenia, zanęcę i wrzucę zestaw w pole zanętowe lub w wabiącą smugę. Na dotatek jestem dowartościowany - łowię bowiem na technikę kunsztowną, wysublimowaną i bardzo brytyjską. Jeśli o ułamek sekundy spóźnię się z zacięciem, to z haka zejdzie nawet pazerny jazgarz, jeśli zatnę zbyt nerwowo i "szeroko", to wyrwę przynętę z każdego rybiego pyska...

Łowienie na DS nie jest jednak automatem do wyciągania ryb -wymaga sprawnego sprzętu, znajomości wody i rybich obyczajów, cierpliwości i refleksu, delikatnych żyłek, idealnej regulacji hamulca i myślenia podczas holu dużej sztuki. Daje nie tylko ryby, ale przede wszystkim wielką frajdę. A o to w wędkowaniu chodzi.

TO DENNA METODA

Przez cztery lata nie potrafiłem się pogodzić z faktem, że niektóre gatunki ryb są poza zasięgiem tej metody. Znajomi spławikowcy wymieniali między sobą ironiczne spojrzenia w dni intensywnego żerowania kleni i płoci w pół wody. Chichotali, kiedy jaź podnosił się ku powierzchni, i ryczeli ze śmiechu, gdy po licznych eksperymentach zdejmowałem "pikery" z podpórek i z rezygnacją sięgałem do futerału po przepływankowe wędzisko.

Wysoka DS

Nie poddawałem się bez walki - wydłużałem przypon, nawet do dwóch metrów, podnosiłem przynętę nad dno za pomocą styropianowych kulek, kawałków kory, patyków, miniaturowych kulek wodnych. Efekty tych eksperymentów bywały mizerne - zbyt długi przypon utrudniał zacięcie do tego stopnia, że wychodziło jedno na pięć, na dziesięć. Kończy się wówczas przyjemność, a zaczynają brzydkie wyrazy. Godzina takiego łowienia i może człowieka trafić wędkarski szlag. Bez sensu...

Zaakceptowałem w końcu fakt, że "quiver tip" jest denną metodą, nieskuteczną wówczas, gdy ryby żerują wysoko nad dnem. Trudno, pomyślałem, zawsze mogę sięgnąć po spławikówkę, choć to nie honor przy ludziach...

WYJĄTEK POTWIERDZA REGUŁĘ

Kilkakrotnie już w różnych publikacjach niezbyt ładnie wykpiwałem niedoskonałości świeżo upieczonych "pikerzystów". Często spotykanym jest ustawianie wędziska "na sztorc", niczym gruntowy kij i używanie zbyt ciężkich, nie uzasadnionych warunkami ciężarków oraz za grubej żyłki. Regułą jest bowiem takie ustawienie wędziska, by tworzyło z żyłką możliwie najbardziej "uczulony" na brania kąt. Na wodzie stojącej i bardzo wolno płynącej kąt prosty, na dużym nurcie rozwierający się coraz bardziej. Regułą jest także równoległe do powierzchni wody ustawienie kija - tak, by jak najmniejszy odcinek żyłki wystawał ponad wodę. Uniezależnia to szczytówkę od podmuchów wiatru oraz znacznie ułatwia zacięcie.

Skuteczne podcięcie stojącą na sztorc wędką jest niełatwe - wykonuje się je prawie zawsze oburącz, zbyt późno i zbyt szeroko. Poziome ułożenie pozwala trzymać dłoń na dolniku i zacinać bez zwłoki płynnym ruchem nadgarstka. Sztywno trzymałem się tej reguły i byłem gotów dać się za nią posiekać.

Lekcję pokory otrzymałem kilka lat temu nad Wkrą w okolicach Jońca. Przyjechałem wieczorem, rozbiłem namiocik i do północy siedziałem nad wodą. Efekty mizerne - kilka jelców, dwie płocie i parę krąpików. Spławiający się tu i ówdzie kleń był poza zasięgiem, nie wziąłem bowiem przepływanki.

Obudziłem się, kiedy słońce stało nad horyzontem. Kilkanaście metrów dalej ustawił się jakiś wędkarz. Zarzuciłem wędki i przez chwilę przyglądałem się przypadkowemu współtowarzyszowi. Ze wstydem przyznaję, że gapienie moje miało w sobie sporo lekceważenia. Uradował mnie piękny winkelpicker sąsiada, ale wysokie ustawienie szczytówki oceniłem jako błąd w sztuce. Po godzinie okazało się jednak, że jestem przemądrzałym baranem, wszystko zaś o drgającej szczytówce wie człowiek, którego gotów byłem pouczać. W moim sadzu pluskały jelce i kiełbie, sąsiad na agrafkach miał trzy ponadkilowe klenie. Z zawstydzoną miną podszedłem do niego, mruknąłem "dzień dobry". Nie zareagował. Pomyślałem, że gbur i skrzywdziłem go po raz drugi. Andrzej Lesiuk z Ciechanowa - zapisał mi potem na kartce swój adres - jest głuchoniemym wędkarzem. Odwrócił się akurat wtedy, kiedy obrażony odchodziłem od jego stanowiska, uśmiechnął szeroko i "zamigał" wyjaśniając swoją niesprawność. Czytał z ruchu warg, potrafił opowiedzieć skomplikowane historie przejrzystymi gestami, tak że nawet człowiek nie znający języka migowego mógł wieść z nim długie dyskusje.

Jest człowiekiem cierpliwym i ambitnym - ograniczenia nie przeszkodziły mu w wykształcenia i podjęcia dobrej pracy. Nie przeszkodziły też w osiągnięciu najwyższego wędkarskiego kunsztu.

Tak jak ja, jest wielbicielem drgającej szczytówki. I zazwyczaj ustawia wędziska równolegle do powierzchni wody. Wyjątkiem jest łowienie kleni i innych ryb, które żerują w pół wody, a nawet przy powierzchni.

SZTYWNE MYŚLENIE

Z myśleniem jest jak z wędziskiem - zbyt sztywne powoduje same straty. Sztywne myślenie i sztywne wędzisko są przyczyną częstego spinania się ryb, wystrzeliwania drogocennych błystek i w ogóle wszelkich wędkarskich niepowodzeń. To właśnie zbyt sztywne myślenie spowodowało, że nawet mi do głowy nie przyszło, że można "pikerem" łowić ponad dnem, że wystarczy w uzasadnionej sytuacji tenże "piker" ustawić po prostu na sztorc, tak by żyłka lokowała się w wodzie pod możliwie największym, zbliżonym do pionu kątem.

I w tym pomyśle tkwi tajemnica powodzenia - reszta jest prosta. Na końcu żyłki głównej przypięty jest na agrafce ciężarek z uszkiem. Metr, dwa powyżej - zablokowany dwoma stoperami - "powiewa" w nurcie półmetrowy przypon z atrakcyjną dla kleni i jazi przynętą. Głuchoniemy wędkarz preferuje owady, które akurat wyroiły się na nadrzecznych tąkach. Mogą to być majowe i czerwcowe chrabąszcze, letnie pasikoniki, muchy, różne żuczki i gąsienice. Sprawdzają się też larwy bartniaka sprzedawane pod kryptonimem "Felków", mączniaki i pęczki kolorowanych larw plujki. Nie zalecam natomiast czerwonych robaczków - ryby chwytają je za koniuszek i najczęściej urywają z haczyka.

Podczas powierzchniowego żerowania ryb można przypon przesunąć wyżej i łowić z powierzchni, ale do tego nie jest już potrzebny "pikerowy" kij - zacina się "na oko", kiedy ryba wystawi pysk nad wodę.

Brania są - jak to w nurcie i w pół wody - bardzo agresywne. Ale też ryba błyskawicznie wypluwa przynętę, poczuwszy opór sztywnego "nurtowego" tipa. Nie ma więc sensu łowienie na dwie wędki. Wzrok na stałe "uwieszamy" na szczytówce, dłoń kładziemy na dolniku i tniemy natychmiast przy pierwszym ugięciu sygnalizatora. Zacinamy - jak to w "pikerze" - nadgarstkiem, płynnie i niezbyt agresywnie. Tniemy na ogół w bok, pod prąd rzeki.

Pod ciężarem walczącej ryby zsuwa się dolny stoper i lądujemy zdobycz już na standardowym zestawie, bez strachu, że ciężarek utknie w jakiejś zawadzie...  Koniec

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.