Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Sandacze na żywca Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
O łowieniu sandaczy w rzece na aktywną żywcówkę. To niesamowicie łowna technika. Sprzęt, przynęty i wyposażenie. Czas i miejscówki. Zwyczaje i trasy żerowe sandaczy.
Spławik

Żywcówka? Nie, nie będzie o żadnych tam etykach. To technika dozwolona, więc nie ma o czym mówić. Kwestia wyboru... Dzisiaj o zupełnie innej od standardu rzecznej żywcówce sandaczowej... Szlag już trafia. Na spinning bryndza. A przecież sandacze widać. Widać za dnia, jak grasują po płyciznach, słychać nocą, jak żerują w przybrzeżnej opasce. Trudno jednak penetrować te miejscówki sztuczną przynętą. Straty kolosalne.

Stacjonarni żywczarze są jak spinningiści - niezadowoleni. Ryba nie chce podejść do stojącej w miejscu przynęty. Może więc ożenić ruchliwość spinningisty z potęgą naturalnej przynęty, z możliwościami jakie daje metoda gruntowa?

Sprzęt, przynęty i wyposażenie

Mocny teleskop. Taki do 80-100 gramów. Cztery, cztery i pół metra. Dobrze, żeby był lekki. Będziemy go nosić, przestawiać, manewrować podczas wędrówki w krzakach. Lekki, precyzyjny, ale mocny kołowrotek z pełną szpulą dwudziestki piątki w jednym odcinku. 150-200 m. Przy brzegu trafiają się naprawdę ładne sztuki. Łatwo je wymanewrować na pełną wodę. Niech płyną. I słabną.

Składana podrywka - to na początek. Po nałowieniu żywca otrząchnąć i do plecaczka. Można też żywczyki kupić na giełdzie i przetrzymać w napowietrznym plastikowym sadzyku. Rybek co najmniej 15 - trzeba spodziewać się i brań, i zaczepów. Jeśli usną, trudno, da się łowić także na trupka, choć żywa rybka o wiele lepiej wabi. O wiele lepiej...

Kiełbiki, słonecznice, jazgarki, malusieńkie krąpiki i karaski nawet. Uklejka na szarym końcu, ale trudno, jej najwięcej... Coś do przysiadania - torby i plecaczki ze stelażem krzesełkowym najlepsze.

Zestaw prosty - najlepszy będzie największy możliwy do kupienia spławik wyczynowy do przepływanki. 15, 18, 20 g, są i takie. Kilu nie ucinać, zadbać, żeby antenka była wyjmowalna, z zapadnięciem ciemności zastąpi ją świetliczek i średnicy 3 mm. Jeśli w okolicy nie będzie takich spławików, potrzebny będzie jakikolwiek spławik z możliwością ulokowania światełka. Byle nie był za bardzo wyporny. 20-25 g najwyżej. I żeby bez trudu można było regulować grunt. Będziemy go zmieniać niemal na każdym stanowisku.

Zestaw

Przypon z żyłki o oczko cieńszej od głównej, krótki, 20 cm, krętlik, odbijacz z igelitowej koszulki lub oliwka z kanałem zabezpieczonym igelitem - niech nie wali w węzeł i go nie osłabia. Waga oliwki - ok. 8 g, żeby tylko spławik postawić i żywca opuścić.

Jeszcze dwie podpórki z regulowaną wysokością i latarka na czoło, no i, podbieraczek z wysuwaną rękojeścią, jak najdłuższą koniecznie, ale dający się zawiesić na plecach.

Pora i ten kawałek brzegu

Po południu, z zaliczeniem granicy dnia i nocy i pierwszych godzin po zapadnięciu ciemności. Miejsce nie może być przypadkowe. najlepiej, ześli z brzegu do wody opadać będzie kamienna opadka. jeszcze lepiej, jak w odległości 2-3 m od brzegu będzie taka stara, rozmyta odbojnica nurtu, linia gruzu. Tak ze 200-300 metrów. Bez wędkarzy, bez konkurencji. Ale z wygodami, czyli ze ścieżką nad opaską, żeby, szczególnie po nocy, nie stukać kamieniami i nie wlecieć do zimnej wody.

Jeśli nie jest to kawałek wody znany jak własna kieszeń, trzeba kilka razy przejść ten odcinek ze spinningiem albo z przystaweczką jaziowo-leszczową. Poznać każdy metr, wytypować stanowiska, a nawet tu i ówdzie przygotować sobie stanowisko, uprzątnąć gałęzie, wyjąć z wody krzaka.

Potem warto śledzić prognozy pogody, albo spoglądać na barometr. Trzy są momenty najlepsze na jesienne, wędrowne żywcowanie - najlepszy utrzymujący się przez trzy lub więcej dni niż, o wiele gorszy długotrwały wyż. Ciśnienie wyraźnie spadające lub zwyżkujące powinno odwołać wyprawę, zaś wahające się migrenowo raz w jedną, raz w drugą stronę rokuje zupełnie nieźle.

Od punktu A do punktu Z...

Takie to łowienie, jak w tym znienawidzonym zadaniu. Stanowiska już wybrane - to wszystkie dołki i obrywy pod opaską, mikro zastoiska za jakimś obrywem, za głazem krzakiem, miejsca skąd daje się spuścić z zatrzymywanie zestaw wzdłuż rynny wymytej tuż pod kamieniami, a jeśli kamienie odchodzą od brzegu - powinny nas zainteresować miejsca, gdzie równo ciągnąca woda wymyła głębinki w twardym dnie.

Za dnia to nie problem - dochodzi się to miejscówki, dwoma, trzema wpuszczeniami ustawia grunt - tak żeby rybka pływała w pół wody. Przedtem koniecznie trzeba ustawić podpórki, siedzisko, no i rozłożyć podbierak. Bywa, że sondowanie kończy się braniem wyrywającym wędkę z ręki...

Tu kilka słów o żerowaniu sandaczy w takich miejscach - mają one zwyczaj, samotnie lub w niewielkich grupach, patrolować wzdłuż opaski, poruszając się po głębince. Poruszają się powoli, takim rybim trawersem, nieco skosem ku brzegowi. Gotowe są wyskoczyć w każdym momencie do zdobyczy. Nie, raczej nie atakują ryb od ogona, uderzają wówczas, kiedy rybka zaprezentuje się, rozbłyśnie, zabieli w całej okazałości. Bije z dołu do góry, idealnie wykorzystując napór prądu, jak żaglowiec płynący ostrym bajdewindem... Niekiedy przecież słychać te sandaczowe cmoknięcio-chlupnięcia, kiedy woda, łakomstwo i temperament wyniesie je nad powierzchnię.

Sandacz to podstępny, i mniej leniwy od szczupaka zbój. Lubi odpocząć tu i ówdzie, za jakimś kamieniem, za muldą, w jamie, ale jak na przedwieczorzu zaczyna żerować to zdobyczy szuka z zaangażowanie. Jeden, drugi patrol - jak dopłynie do krańca, to pośpiesznie, jak mówią płetwonurkowie, bokiem do nurty spływają i wracają na zbójecki szlak. Gdzieś w pobliżu - jeśli miejsce słynie z sandaczy, to tak po prostu jest, czeka kolejna sandaczowa granda, aby zmienić, te, które się nasycą i odpłyną trawić. Właśnie w czasie tych powrotów są najczęściej łowione na spinning - po prostu nie przepuszczają okazji.

Żywcówka, o której mowa, to łowienie sandaczy żerujących. A więc ryb nastawionych na atak. Brania spodziewać się można zawsze - i wówczas, kiedy przynętę opuszcza się, i wówczas, kiedy chce się ją wyjąć. Jeśli poczujemy pobicie, trzeba postąpić wbrew naturze - puścić natychmiast top ku wodzie i podcinać po sekundzie przerwy.

Kiedy atak nie nastąpi natychmiast, trzeba wędkę odłożyć na podpórkę, nie zamykać kabłąka, ale łuk głównej włożyć pod gumkę recepturkę, w spinacz od bielizny przyklejony do kija plastrem, czy zastosować jakikolwiek inny patent pozwalający drapieżcy wyrwać żyłkę z zabezpieczenia i porządnie złapać rybkę założoną za górną wargę. W innym przypadku żywiec zostanie z haka zerwany. Opóźnienie wówczas jest idealne - zanim się zatnie, hak znajdzie się w zębatej mordzie, spadnie kilka kilkanaście zwojów żyłki - uwaga na zbyt sztywne Dragony, Strofty, Kevlary, Siglony, broda pewna, ryba stracona - i chwila w której ręka spadnie na dolnik jest idealna do zacięcia. Kabłąk zbić, luz wybrać jak najszybciej i w nocha! Koniec tekstu!

 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.