Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Wkra Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
Z "Przewodnika dla wędkarzy": Już od marca pchają się nad Wkrę setki wędkarzy z północnych dzielnic Warszawy. I pozostają tam do pierwszych przymrozków. W każdym porannym pociągu w kierunku Nasielska i Działdowa znajdzie się ich kilkunastu, w Pomiechówku zaroi się od nich peron. Łowiska

Na przyujściowym odcinku brzegu – od mostu drogowego w Pomiechówku po Narew – aż gęsto od samochodów. W soboty i niedziele trzeba łapać pociąg odchodzący z Dworca Gdańskiego skoro świt. Jeśli pojedzie się tym po 6.00, niełatwo będzie znaleźć dobre miejsce w dole rzeki – lepiej wówczas pójść pod prąd i wyszukać nieobsadzoną głęboczkę.

Przewodnik dla wędkarzyPodczas wiosennych przyborów do Wkry wchodzą ryby z Narwi. Trwa tarłowa wędrówka. Rzeczka w niczym nie przypomina dziecięcego kąpieliska, w jakie zmienia się w cieplejszych miesiącach. Woda potrafi podnieść się o dwa, a przy śnieżnych zimach nawet o trzy metry. Przytapia wierzbowe zarośla, wdziera się na łąki, łączy z maleńkimi starorzeczami, dołkami, wlewa do strumieni i rowów melioracyjnych. Powstaje mały wędkarski raj – ale i po raju trzeba umieć się poruszać...

Na 10-kilometrowym odcinku przyujściowym – aż po Szczypiorno – dominują wiosną leszcze, duże płocie oraz jazie. W późniejszych miesiącach w rzece pozostaje tylko część wiosennych ryb. Wystarcza ich jednak, aby na mniej oblężonych odcinkach – o co latem nie jest łatwo – połowić do woli albo przynajmniej mieć na łowienie nadzieję. Przez cały rok natomiast można we Wkrze łowić królujące tutaj niepodzielnie jelce. Na zwolnieniach, cofkach, w zastoiskach i głęboczkach nietrudno wstrzelić się w stadko dorodnych jazi, na pograniczu spokojnej i wartkiej wody uwijają się ostrożne klenie. Niemal za każdym zwalonym drzewem na zdobycz czatują okonie.

Miejscowi – na całej długości rzeki – preferują przepływankę z delikatnym spławikiem. Młodsi i bardziej wytrwali obławiają pracowicie pogranicze nurtu i wartkie łowiska, leniwsi zasadzają się przy każdym zwolnieniu. Jeszcze inni wędrują brzegiem z przepływanką na uwięzi, tzw. podrzutką, którą obławiają wszystkie rokujące nadzieję miejsca. Sypią kilka ziarenek drobnej kaszy, kładą zestaw na wodę, pozwalają mu spłynąć pod krzaczek, w przyburtowy dołek, opierają wędzisko na jakimś pniaczku, gałązce i czekają kilkanaście minut na branie. Jeżeli ryby nie zainteresują się przynętą, zmieniają stanowisko.

Za Goławicami wychodzi się na łąki. Ośmiokilometrowy odcinek rzeki jest atrakcyjny dla wędkarza jedynie na lewym, wyższym brzegu. Prawy, podczas wiosennych (i ostatnimi laty lipcowych) wezbrań stoi pod wodą lub jest bardzo podmokły. Pod burtami lewego znaleźć można głęboczki nawet trzymetrowe, w których gromadzą się leszcze i krąpie, buszują stada drobnych płoci, trafiają się grube klenie. W miejscach, gdzie rzeka wychodzi z koryta, wśród przybrzeżnych wiklin i karłowatych olch, siedzą drobnołuskie jazie. W głębokich rynnach o równomiernym uciągu trafiają się 30-dekagramowe jelce, walczące niczym kilogramowe brzany. W Cieksynie, pod mostem drogowym kończy się – tak przynajmniej twierdzą miejscowi – szlak wędrowny ryb z Narwi. Zaczyna się całoroczne łowisko.

Za Cieksynem znów idzie się w las, porastający lewy brzeg aż po Joniec. Linia brzegowa staje się bardzo zróżnicowana – miejscami dominują wysokie burty, gdzie indziej rzeka wchodzi w las, odsłaniając korzenie drzew lub zwalając ich pnie. Tu i ówdzie między niewielkimi wzniesieniami Wkra wychodzi łagodnie z koryta na kilka, kilkanaście metrów. Zdarzają się głębinki, cofki, twardodenne rynny.

Od wejścia w las obowiązują grubsze przypony, bynajmniej nie ze względu na możliwość zaczepów. Na dziewięciokilometrowym odcinku, aż po ujście Sony, miewa się brania, przy których pocą się ręce i drżą nogi. Czepiają się haka dwuipółkilowe leszcze, trafia się medalowy jaź, można pocelować w stado dużych kleni. Ale przecież równie często natyka się na żyletki czy nawet na puste miejsca.

Na całej niemal długości Wkry dominują trzy wymienione wyżej gatunki, ale na odcinku między ujściem Sony a Cieksynem zdarzają się niespodzianki, szczególnie w głębokich, niemal stojących zakolach i wcinkach brzegowych. Wędkarze z Nowego Miasta nad Soną utworzyli przed laty niewielki zalew, na którym powstało łowisko specjalne. W zbiorniku tym łowi się potężne karpie i amury, niedawno wsiedlono też tołpygę. Wiosną i podczas gwałtowniejszych przyborów do Sony przedostają się nietypowe dla niewielkich rzek ryby. Większość spływa do Narwi, tylko nieliczne znajdują siedliska w spokojnych toniach Wkry. Najwięcej amurów i karpi zadomawia się tuż przy ujściu Sony, inne wybierają spowolnienia przy lewym brzegu. Legendy, jakie krążą wśród cieksynian, zatrzymują przyjezdnych wędkarzy na moście drogowym. Niejednokrotnie widzi się kilku zwisających z barierek, klnących z zachwytu i pokazujących paluchami ogromne cienie przesuwające się za filarami. Padło tu kilkanaście okazowych karpi, w 1992 r. złowiono 12- kilogramowego amura.

Miejscowi są jednak tradycjonalistami – tu także obowiązuje płociowa przepływanka. Rzadko który autochton decyduje się na przystawkę. Na denkę łowią niemal wyłącznie przyjezdni, zwani tutaj warszawiakami. Lepsze rezultaty zapewnia jednak przystawka oraz drgająca szczytówka. Częściej można złowić uciekinierów z Nowego Miasta, częściej też dają się skusić na przynętę naprawdę duże jazie i leszcze.

Od Jońca zaczyna się dziewicza rzeka. Na przemian las i łąka, krzaki i pola, zagajniki i pastwiska. I coraz więcej meandrów, łuków, zakoli. Coraz więcej na dnie gnejsowych i piaskowcowych otoczaków. Dużo płoci i jelców, sporo kleni. Pojawia się też tu i ówdzie niezbyt wyrośnięta brzana, taka kilogramowa. Podczas ochłodzeń zdarza się miętus i sporo jest okonia.

Powyżej Sochocina wkracza się w wędkarskie eldorado – po prawej stronie wpada do Wkry Raciążnica, 3 km wyżej – po lewej stronie – Łydynia. Obie rzeczki, zasilane przez niezliczone strumyki, rowy melioracyjne i drenaże, zbierają mnóstwo wody z każdego deszczu. Na trzykilometrowym odcinku Wkra jest dość głęboka, przy samych ujściach gromadzi się bardzo dużo ryb.

Od Łydyni Wkra kręci na całego. Zacieniona pasmem olch wije się, zwalnia, przyśpiesza, skręca o 90, a czasem nawet o 180 stopni, podbiega do szosy Gdańsk–Warszawa, umyka do Glinojecka – przed laty postrachu Wkry. Dziś już mleczarnia nie zatruwa rzeki, ale wędkarze pewniej się czują powyżej zrzutu z miejscowej oczyszczalni.

Od ujścia Mławki aż do Lubowidza (ok. 30 km) Wkra zmienia się w wąską mazowiecką rzeczkę o w miarę czystej wodzie, twardym żwirowym dnie, z nielicznymi spowolnieniami. Wśród zarośli wstężnicy uwijają się jelce, kiełbie, w głębinach żerują stada płotek, w półtorametrowych rynnach czekają na kąski gromadki kleni. Na tym odcinku króluje niepodzielnie przepływanka. Możliwie delikatna. Nawet miejscowi nie stosują przyponów grubszych niż 0,14 mm.

Na Wkrze można także nastawić się na szczupaki, jeśli tylko nie ma się medalowych aspiracji. Spinningiści mogą się też pokusić o złowienie bolenia, szczególnie na szerokich spowolnieniach za rzecznymi zakrętami oraz w okolicach starych budowli hydrotechnicznych.

Wkra podlega Zarządom Okręgu Mazowieckiego oraz Ciechanowskiego PZW (obowiązuje porozumienie między okręgami).
 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.