Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Dolna Nida Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
Z "Przewodnika dla wędkarzy": Nida ma najlepsze referencje, jakie można sobie wyobrazić. To właśnie na niej padły rekordy krajowe dwóch drapieżników, o których marzy każdy wędkarz – szczupaka (24,1 kg i 128 cm) oraz sandacza (15,6 kg i 109 cm). I choć Nida wcale nie wygląda na rzekę, która chowałaby w swoich wodach takie kolosy, wciąż się je tutaj łowi. Łowiska

Kielecki okręg PZW, to trzeba przyznać, jest dobrym gospodarzem, dbającym o zarybianie rzeki. Warto wspomnieć o stosowanym tu wieloletnim programie wprowadzania i utrwalania populacji suma, a także innych, mniej cennych gospodarczo, a atrakcyjnych sportowo ryb, takich jak jaź, kleń, boleń. Niestety, trwa pojedynek, w którym po jednej stronie stoją kłusownicy i wędkarze zabierający wszystko, co się rusza, po drugiej zaś ci, którzy rzekę zarybiają. Na razie jest remis. Szkoda, bo doprowadzenie opisywanego odcinka do statusu wędkarskiego eldorado nie trwałoby długo. Warunek – zatrudnienie agencji ochrony do egzekwowania przepisów.

Przewodnik dla wędkarzySama rzeka? Niby nic nadzwyczajnego, choć przecież piękna. Ma około 20 m szerokości, liczne meandry, zielone brzegi, drobnopiaszczyste wysłanie dna, a także nieliczne bystrza z rumoszem wapiennym i gipsowym oraz rozległe zamuliska. Rzeka meandruje od Wiślicy do samego niemal ujścia, gdzie tworzy rzadko spotykaną deltę śródlądową. I jak pięknie meandruje! Bywa, że do kolejnego zakrętu rzeki jest bliżej niż na drugi brzeg.

Wewnętrzne zakręty są zamulone, trzęsawiskowe, zarośnięte, ale zewnętrzne mają na ogół twardy, łąkowy brzeg z piaszczystymi zejściami do wody. Nida ma czarne zabarwienie (przy tym woda wcale nie jest mętna) – to od mułu i ciemnego detrytusu, który osiada na każdym spowolnieniu.

Spinningiści, niekoniecznie ci najbardziej zaawansowani, poczują się tu jak w domu. Jeśli tylko używać będą przynęt o naturalnym zabarwieniu, na pewno spotkają się ze szczupakiem.

Zębate drapieżniki najchętniej wychodzą do srebrzystych (ale nie błyszczących) wahadłówek, do klasycznych ripperów i uklejkokształtnych woblerów. Zasadą w tej wodzie jest bardzo zróżnicowane prowadzenie przynęty – w Nidzie jest sporo drobnicy, więc szczupaki zazwyczaj mają coś w żołądku i poza bladym świtem nie przejawiają ochoty do uganiania się za zdobyczą. Nie jest tak, jak na uboższych wodach czy ostrym nurcie, że szczupak wyskakuje za pierwszym razem do przepływającej obok przynęty. Niekiedy dopiero jej nietypowa praca – i to za którymś przeprowadzeniem – skłania zębacza do pobicia.

Trudniej złowić na spinning sandacza; dobre efekty miewają nocni spinningiści, którzy już poprzednio wypatrzyli miejsca żerowania sandaczowych watah i nie boją się łowienia na płyciznach – mętnookie drapieżniki wprost uwielbiają żerować na wierzchówkach na wewnętrznych, trudno dostępnych łukach meandrów. Na wąskich odcinkach – a przewężeń jest na krętej Nidzie wiele – można do sandaczy dotrzeć z twardego brzegu naprzeciwko wypłycenia. I to jest dobry sposób – sandacze idą ławą przy samym kancie do głębokiej wody i tylko od czasu do czasu wyskakują na błyskawiczne patrole na płyciznę. Chętniej atakują przynętę poruszającą się „od płytkiego do głębokiego” niż prowadzoną w przeciwnym kierunku.

Podczas nocnych wędrówek ze spinningiem zdarzają się ataki sumów. Nidzkie nie są na ogół przesadnie wielkie – koledzy z Korczyna twierdzą, że te powyżej 10 kg schodzą po prostu do Wisły i zapominają o rzece, w której wyrosły.

Rekordowe ryby złowione zostały jednak nie na spinning, lecz na żywca. I to jest chyba najlepszy sposób na miejscowe drapieżniki. Nida nadaje się do łowienia na żywca jak rzadko która rzeka. Szczególnie do łowienia sandaczy zza krzaczka, cypelka, zwalonego drzewa. I warto się przy tej metodzie zatrzymać na dłużej, bo zapewnia ona także brania sumów oraz szczupaków.

Nad Nidę najlepiej wybrać się po południu, tak, by zaliczyć granicę dnia i nocy i pierwsze godziny po zapadnięciu ciemności. Miejsce nie może być przypadkowe. Jest idealnie, jeśli z brzegu opada do wody piaszczysto-żwirowy jęzor. Jeszcze lepiej, gdy w wodzie jest podobna przykosa, ewentualnie wapienna rafka. Koniecznie bez wędkarzy, bez konkurencji.

Jeśli nie jest to kawałek wody znany jak własna kieszeń, trzeba kilka razy przejść ten odcinek ze spinningiem albo z przystaweczką jaziowo-leszczową. Trzeba poznać każdy metr, wytypować stanowiska, a nawet tu i ówdzie przygotować je sobie, uprzątnąć gałęzie itd.

A potem łowi się od punktu A do punktu Z... Stanowiska już wybrane – to wszystkie dołki, rynny, miejsca za zwalonym pniakiem, mikrozastoiska za jakimś obrywem, za głazem, krzakiem – miejsca, skąd daje się spuścić zestaw z zatrzymywaniem.

Za dnia to nie problem – dochodzi się to miejscówki, a potem dwoma, trzema wpuszczeniami ustawia grunt tak, żeby rybka pływała w połowie wody. Przedtem koniecznie trzeba ustawić podpórki, siedzisko, no i rozłożyć podbierak. Bywa, że sondowanie kończy się braniem wyrywającym wędkę z ręki.

Tu kilka słów o żerowaniu sandaczy w takich miejscach. Mają one zwyczaj patrolowania brzegu lub spadu rynny, poruszając się po głębince. Na zwiad wyruszają samotnie lub w niewielkich grupach. Przemieszczają się powoli, takim rybim trawersem, nieco skosem ku brzegowi. Gotowe są wyskoczyć w każdym momencie do zdobyczy. Raczej nie atakują od ogona, uderzają, gdy rybka zaprezentuje się, rozbłyśnie, zabieli w całej okazałości. Biją z dołu do góry, idealnie wykorzystując napór prądu, jak żaglowiec płynący ostrym bajdewindem. Niekiedy nawet słychać te sandaczowe cmoknięcio-chlupnięcia, kiedy woda, łakomstwo i temperament wyniosą rybę nad powierzchnię. Na Nidzie rzadkie są bystrza, rzeka nie szemrze, nie chlupoce, więc sandaczowe pobicia robią niesamowite wrażenie.

Nida

Sandacz to podstępny i mniej leniwy od szczupaka zbój. Lubi odpocząć tu i ówdzie, za jakimś kamieniem, za muldą, w jamie, ale gdy na przedwieczorzu zaczyna żerować, szuka zdobyczy z zaangażowaniem. Jeden, drugi patrol, zawodnik dopływa do krańca, po czym pośpiesznie, bokiem do nurtu spływa i wraca na zbójecki szlak. Gdzieś w pobliżu – jeśli miejsce słynie z sandaczy, można być tego pewnym – czeka kolejna sandaczowa banda, aby zmienić grupkę, która się nasyciła i odpłynęła trawić. Właśnie w czasie tych powrotów sandacze są najczęściej łowione na spinning – po prostu nie przepuszczają okazji.

Żywcówka, o której mowa, to łowienie sandaczy żerujących, a więc ryb nastawionych na atak. Branie może nastąpić w każdej chwili – i gdy opuszcza się przynętę, i gdy chce się ją wyjąć. Jeśli poczujemy pobicie, musimy postąpić wbrew naturze – puścić natychmiast top ku wodzie i podcinać po sekundzie przerwy.

Jeśli do ataku nie dojdzie natychmiast, trzeba odłożyć wędkę na podpórkę, nie zamykać kabłąka, ale łuk głównej włożyć pod gumkę recepturkę, w spinacz do bielizny przyklejony do koja plastrem lub zastosować jakikolwiek inny patent pozwalający drapieżcy wyrwać żyłkę z zabezpieczenia i porządnie złapać rybkę założoną za górną wargę. W innym przypadku żywiec zostanie zerwany z haka. Opóźnienie wówczas jest idealne – zanim się zatnie, hak znajdzie się w zębatej mordzie, spadnie kilka, kilkanaście zwojów żyłki – uwaga na zbyt sztywne Dragony, Strofty, Kevlary, Siglony, broda pewna, ryba stracona – i chwila, w której ręka spadnie na dolnik, jest idealna do zacięcia. Kabłąk zbić, luz wybrać jak najszybciej i w nochal!

Nida to także piękne białe ryby. Łowi się tu leszcze, krąpie, trafia się zdziczały karp, dużo jest płoci. Są i półdrapieżniki, a więc jaź, kleń i brzana, występuje też nieliczna, za to bardzo duża (i smaczna) certa. Miejscowi wędkarze łowią głównie na groch i pszenicę założoną na haki przystawek. Przepływanka stosowana jest głównie wiosną. Z racji wielu stanowisk z wolno płynącą wodą rzeka jest także znakomitym łowiskiem dla amatorów drgającej szczytówki.

Naprzeciw Nowego Korczyna na uwagę zasługuje ciekawostka wododziałowa – za zakrętem Nidy, wąskim pasem pola i szosą jest już Wisła (i przeprawa promowa).

Dolna Nida podlega Zarządowi Okręgu PZW w Kielcach.
 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.