Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Bug prawosławny Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
Z "Przewodnika dla wędkarzy": Bug jest piękną rzeką. Gdzieniegdzie bywa rybny, ale ten płynący przez Podlasie i Mazowsze jest potwornie przetrzebiony przez kłusowników. Najgorsze, że kłusownictwo weszło tu w obyczaj i staje się powszechnie akceptowane na odcinku ponad 200 km. Jest jednak fragment tej pięknej i rybnej rzeki, na którym przed kłusownikami broniły Bugu przepisy graniczne.
Łowiska

I choć temu czy owemu pogranicznikowi zdarzało się pozyskać szczupaka przy pomocy granatu, to jednak woda nie jest tu traktowana jak dobro niczyje i niewyczerpane źródło rybiego mięsa.

Przewodnik dla wędkarzyBug od monastyru prawosławnego w Jabłecznej aż po katolicką kalwarię w Kodniu wije się urokliwie wśród łąk i łęgów pofałdowanego z lekka Podlasia. Raz zbliża się do nadgranicznej szosy, kusząc kierowców, raz od niej odbiega, choć zapomnieć o sobie nie daje. Ta duża rzeka całkiem niedawno przestała być rzeką średnią i można by rzec, że dopiero sprawdza się w nowej roli. Nie ma już na niej odcinków, które dałoby się przerzucić ciężką wahadłówką, choć trafiają się wartkie przewężenia. Nie ma też rozległych, długich i nudnych prostek wśród nadrzecznych łąk, które zaczynają się dopiero wówczas, kiedy rzeka wpływa na terytorium Polski.

Odcinek graniczny, choć dostępny jest tylko jeden brzeg, wydaje się o wiele bogatszy, bujniejszy, bardziej zróżnicowany niż ten, na którym do Bugu można zejść z obu brzegów. Rzeka wije się tak, że chcąc wrócić po linii prostej na któreś z poprzednich stanowisk, trzeba dwukrotnie przekraczać granicę państwową. I tak jak to bywa na mocno meandrujących odcinkach, równie zróżnicowane i interesujące są wszystkie przekroje i rzuty na rzekę: płycizny, głęboczki, dołki, wyrwane burty, ostre spady, łagodne przykosy... Wszystko to w zasięgu rzutu, długości wędziska, kilku kroków. Trudniej tu jedynie o spokojne rozlewiska, duże strefy nieruchomej wody – przynajmniej wówczas, kiedy rzeka trzyma się koryta. Niewiele jest więc miejsc nadających się na delikatne spławiczki, subtelne montaże – chyba że ktoś zamierza potrenować wyczynową tyczkę i zestaw skrócony. Jest kilka stanowisk z równym uciągiem, wygodnym dostępem do wody, jednakową głębokością nad twardym, piaszczysto-gliniastym dnem. I co najważniejsze – są w takich miejscach ryby, głównie leszcze, średniaki do kilograma, oraz przyzwoite płocie i krąpie.

Łowcy drapieżników mogą się spodziewać szczupaka, zazwyczaj niezbyt dużego, w okolicach kilograma, półtora. Za większym trzeba się dobrze nachodzić i jeszcze lepiej rozejrzeć. Na krętym i zróżnicowanym odcinku Bugu znakomicie widać terytorialny charakter szczupaków – ataki powtarzają się konsekwentnie w jednym miejscu. Spinningista, który nie czuje przymusu natychmiastowego posłania przynęty w miejsce grasowania drapieżników, może bardzo dokładnie zaobserwować strefę pobić i wykoncypować, w jaki sposób najlepiej podać i poprowadzić przynętę, by szczupaka sprowokować do brania w pierwszych rzutach.

Bug graniczny – bez względu na wędkarskie nastawienie i wybór metody – zachęca do zrezygnowania z pośpiechu, wymaga poświęcenia czasu na rozpoznanie i staranny ogląd łowiska. To zmienna rzeka, bardzo czuła na wszystkie wahania stanu wód. Wystarczy tygodniowa nieobecność, 15-centymetrowe obniżenie czy podniesienie poziomu wody, by opustoszało stanowisko, w którym poprzednio łowiło się z powodzeniem, a miejsce przed kilkoma dniami niewarte nawet spojrzenia darzyło obficie. Taka specyfika tego odcinka.

Poza szczupakami łowca drapieżników może się pokusić o poszukanie sumów. W tych okolicach – szczególnie na ostrych zakrętach przed Kodniem, w miejscu, gdzie Bug ucieka od szosy – wąsatego drapieżnika jest naprawdę sporo. W ciepły letni wieczór oraz na przedświcie widać go i słychać na wodzie. Nie są to zazwyczaj jakieś przesadne potwory, ale sztuki w granicach 8–10 kg trafiają się regularnie. Paradoksalnie – rzadziej z dna, częściej na przynęty podane w pół wody lub wręcz pod powierzchnią.

Łowiący na przepływankę na sumowych zakrętach mogą spotkać się z pięknym kleniem – pagórki, jakich w okolicy sporo, posadowione są na gliniastej zendrze, którą rzeka wypłukuje cierpliwie z burt i odkłada w nurcie, tworząc twarde, wieloletnie muldy ze strefami nurtowego cienia, w których ryby te lubią czatować na niesione przez rzekę kąski. Przy wysokich burtach z gwałtownymi spadkami od brzegu zdarzają się też pojedyncze jazie, choć trudno je podejść; łatwiej „wysiedzieć” w bezruchu, z przystawką z założonym na haku grochem lub czarną pijawką końską – im większą, tym bardziej łowną.

Warto poświęcić nieco uwagi miejscom, które zwykło się omijać w poszukiwaniu głębinek i pamiętać o tym, że na dużej rzece bynajmniej nie dołki gwarantują powodzenie. Mierzące od kilkunastu do kilkudziesięciu metrów długości odcinki prostego, zakrzaczonego brzegu z łagodnie opadającym dnem – byle tylko co jakiś czas zdarzały się wchodzące w nurt krzaczki spowalniające nurt i sprzyjające tworzeniu się tzw. kantu – są strefą żerowania leszczy, i to wcale nie najmniejszych. Zanęcenie na pograniczu wolnego i szybkiego nurtu (jeśli się da – kilkudniowe lub powtarzane choć raz na tydzień) może taki kant zmienić w odwiedzane przez ryby żerowisko i spowodować, że będzie ono przetrząsane przez leszcze przez cały sezon.

Bug

Warto przy tym zachęcić wędkarzy do pewnego wysiłku i rezygnacji z łatwo dostępnych miejscówek. Leszcze, szczególnie te duże, poruszające się w mniejszych grupach, starają się korzystać z jakiejś osłony. Jeśli znajdują kilkudziesięciometrowy, obfitujący w pokarm i jednocześnie osłonięty, bezpieczny odcinek rzeki, to potrafią tygodniami nie pokazywać się na otwartej, dostępnej dla wędkarzy wodzie. Leniwie, bez pośpiechu idą w górę rzeki z pyskami przy dnie, niekiedy wpływają na 20-centymetrowe płycizny (byle osłonięte gałęziami), zatrzymują się w brzegowych wrzynkach, cofkach i zamuliskach. Kiedy osiągną kraniec żerowiska, odbijają w nurt i spływają na dolny kraniec, czekają, aż zgromadzi się stado, odpoczywają i znów ruszają do powolnego przeorywania pogranicza wolnego i szybkiego nurtu. I nic więcej im do szczęścia nie trzeba.

Od Jabłecznej po Kodeń, a nawet po Kostomłoty sporo jest takich odcinków. Warto latem, szczególnie w weekendy, przyjrzeć się wędkarzom – większość przyjezdnych z wielkim majdanem mości sobie stanowiska w miejscach otwartych, autochtoni siedzą poukrywani po krzakach. Może nawet nie siedzą, lecz aktywnie szukają tego kawałka wody, w którym ryby bywają najczęściej.

Przynętę podają w nurt, tuż za granicę wartu. Pozwalają osiąść na dnie ciężarkowi, dają mu nieco spłynąć. Przystawka zakłada ustawienie gruntu większe od głębokości łowiska. Czasem nawet dwukrotnie większe. Pozwala to na ulokowanie spławika w strefie wody stojącej lub płynącej bardzo wolno i daje możliwość umieszczenia przynęty w nurcie lub na jego pograniczu. Niewielki odcinek żyłki poddany jest naporowi wody, dzięki temu przynęta nie spływa. Z reguły zaczyna się od czerwonych robaków, a jeżeli nie ma brań, zmienia się je na białe, a później kusi ryby przynętami roślinnymi. Po znalezieniu tej właściwej warto się jej trzymać. Po podaniu zestawu można osadzić wędzisko na podpórkach, wybrać luzy żyłki, dbając jednak o nieznaczny zwis, i rozsiąść się wygodnie. To czas oczekiwania na nadejście ławicy.

Brania są wyraźne, choć bardzo różne. Spławik wpada w drgawki – to może być płotka lub mały leszczyk. Spławik, drgając, odpływa na rzekę – to pewnie krąp lub jazik. Zatapia się nagle – to kleń, jaź albo wielki jak łopata leszcz...

Po wyholowaniu pierwszej ryby trzeba wrzucić do wody garść zanęty. Rzadko się zdarza, by w najlepszym nawet miejscu brania trwały dłużej niż pół godziny. Gdy ustaną, można zmienić stanowisko lub poczekać na powrót stada lub na następną ławicę. Ryby powrócą najpóźniej za godzinę. Dobrze też zająć się sobą: zjeść kanapkę, upiec kiełbaskę albo z bardzo delikatnym spinningiem poszukać okonków, których na zakrzaczonych odcinkach rzeki jest naprawdę dużo.

Bug pogranicza jest bardzo zróżnicowany i zapewnia rozmaite możliwości wypoczynku z wędką. Całodniowa, a jeszcze lepiej weekendowa wyprawa nad wodę gwarantuje wszechstronny relaks – warto z tego skorzystać, zamiast ograniczać się do jednej metody, jednego miejsca i polowania na ryby jednego gatunku.

Trzeba pamiętać o tym, że łowi się w strefie granicznej. Jeśli wędkarz ma zamiar biwakować nad Bugiem, konieczne jest porozumienie się ze Strażą Graniczną. Omawiany odcinek znajduje się w zasięgu dwóch strażnic – Kodeń (tel. 083/3754171) i Sławatycze (tel. 083/3783306). Bug na tym odcinku podlega Zarządowi Okręgu PZW w Białej Podlaskiej
 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.