Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Odra, okolice Słubic Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
Z "Przewodnika dla wędkarzy": Ze Słubic idzie się do Frankfurtu na dobry szaszłyk i sałatkę kartoflaną, okraszone kieliszkiem gorbatchowa i chłodnym pilznerem, zaraz po wędkowaniu w krzakach pod mostem granicznym (na przykład po wypuszczeniu ostatniej złowionej rapy)... Z wędkarskiego punktu widzenia nie zamieniłbym jednak dzikiego polskiego brzegu od Urada po Nowy Lubusz na schludny niemiecki.
Łowiska

Choć pewnie ryby i tam biorą znakomicie, bo przy frankfurckich szaszłykach spotkać można gości w wędkarskich kamizelkach ze złożonymi spinningami. Znam ten odcinek Odry od strony spinningowej, ale wiem, że bardzo chętnie odwiedzają go miłośnicy gruntówek. Na spinningowych szlakach widziałem siaty pełne leszczy, płocie długie na ponad 35 cm, jelce, krąpie, a także klenie i jazie łowione na groch, pijawki i kukurydzę z puszki.

Przewodnik dla wędkarzyZe słubickiego mostu rzeka wygląda dość zwyczajnie, monotonnie, choć wędkarskie oko cieszą gęste i krótkie główki, zróżnicowany nurt i wyraziste warkocze. Na taką też rzeka wygląda na całym wspomnianym odcinku. Można go opisać tak: jest wał, są główki, w tym wiele szerokich przyczółków czołgowych, do których dojeżdża się wygodnymi traktami. Są nabrzeżne łąki, łęgi i wierzbowe chaszcze. Są odcinki, gdzie od wału do wody po prostu się schodzi, ale są też wędkarskie miejsca-marzenia, do których trzeba się przedzierać jak w delcie Mekongu... Łączy je jedno – z wału Odra nie wygląda nadzwyczaj atrakcyjnie. Główki, owszem, cieszą, ale raczej trudno na ich widok oszaleć z radości. Wystarczy jednak zejść nad rzekę i dotrzeć na podstawę ostrogi, by wpaść w zachwyt... Dla doświadczonego spinningisty – nawet przed pierwszym rzutem – staje się jasne, że na kilkusetmetrowym odcinku takiej rzeki znajdzie się miejsce dla każdego spinningu, każdej przynęty i każdego wędkarskiego temperamentu.

Wystarczą dwie godziny łowienia, aby wiedzieć, że na słubicki odcinek Odry należy przyjechać z pękiem wędek, kilkoma kołowrotkami i bardzo zróżnicowanym kompletem przynęt o najróżniejszych barwach, wielkościach i akcjach.

Odrzański rybostan niczym się nie różni od wielkorzecznego spinningowego standardu – szczupak, boleń, kleń, okoń, rzadziej sandacz oraz jaź. Odmienność tego łowiska polega na tym, że tutaj na krótkim, niezaparzającym nóg w woderach czy spodniobutach odcinku można się nastawić na łowienie ryb akurat żerujących. Lub inaczej – jeśli nie bierze to, na co mieliśmy ochotę, to łatwo, bez drastycznej zmiany miejsca, o inne ryby. Jak nie kleń, to okoń, jak nie szczupak, to boleń, jak nie boleń, to może sandacz... Dlatego dla mnie słubicka Odra pozostaje spinningowym ideałem – jeździ się tam na ryby, a nie na przykład na klenie czy szczupaki. Byle dostać się do rzeki, posiedzieć, popatrzeć, pomyśleć. I spróbować wariantów...

Opisywane okolice cieszą się niezwykłą popularnością wśród organizatorów spinningowych imprez wędkarskich. Dla wprawnego spinningisty niemal niemożliwe wydaje się zejście o kiju z dowolnie wybranego odcinka rzeki. Odra od dziesięcioleci była drogą wodną. Nawet dziś, po upadku żeglugi śródlądowej w Polsce, pozostaje wciąż zadbanym traktem, na którym utrzymuje się farwater, dba o stan ostróg. I choć nie płynie już barka za barką, a zamiast „pociągu” złożonego z pchacza i kilku szaland częściej można zobaczyć jednostkę niemieckiej straży granicznej, to budowle hydrotechniczne wciąż są zwarte, mocne, niepoprzerywane, trwałe. Na całe też szczęście Niemcy, którzy w dwudziestoleciu międzywojennym zajęli się szlakami wodnymi Europy Zachodniej, m.in. umacniając betonem koryto Renu i innych rzek, pozostawili Odrę w XIX-wiecznej koncepcji hydrotechnicznej, poddając ją regulacji bardziej przyjaznej naturze niż betonowa sieć kanałów. Widać to zwłaszcza wtedy, kiedy wlezie się na jedną z wielu wież obserwacyjnych Straży Granicznej. Rzeka jest piękna, bardzo zielona, na niektórych odcinkach kręta. Jako że region słubicki jest płaski – zachodnia część gminy leży między 17. a 23. metrem nad poziomem morza – z kilkunastometrowej zwyżki w obie strony roztacza się niesamowity widok na ogromny odcinek Odry. Jest malowniczo i przyrodniczo...

Nie mniej atrakcyjnie jest przy samej ziemi i wodzie. Między główkami rosną wysokie trzciny, nie na tyle gęste jednak, by ich nie pokonać i nie poszukać w zastoisku okoni czy szczupaków. Na samych ostrogach są wierzbowe zarośla, a nawet olchowe czy topolowe zagajniki pozwalające ukryć się przed boleniem czy kleniem – zależy, na którego się poluje. Na 200-metrowym odcinku rzeki można znaleźć wiele różnorodnych, wartych rzutu stanowisk – niekiedy zupełnie odmiennych, inaczej rokujących, a nierzadko wymagających całkowitej zmiany taktyki łowienia.

Odra

O właśnie, padło właściwe słowo... Taktyka. To właśnie ona jest podstawą sukcesu w tak zróżnicowanych łowiskach. Być może zresztą jest podstawą wędkarskiego sukcesu we wszystkich okolicznościach, tyle że słubicka Odra wyraźniej niż inne łowiska narzuca myślenie o taktyce.

Jeden z etapów treningu przez mistrzostwami Polski. Jedziemy na wysokość Nowego Lubusza. Rzeka obłęd! Od szerokiego przyczółka czołgowego po trzcinowe połacie na wgłębieniach między główkami, a nawet całkowicie stojące akweny u wylotu licznych tutaj kanałów melioracyjnych. Zadaniem jest okoń – to ryba, która na zawodach, szczególnie o charakterze drużynowym, pozwala na tzw. zapunktowanie, czyli na to, by nie zejść z sektora bez ryby, co nie tylko dyskwalifikuje zawodnika, ale niekiedy pozbawia całą drużynę szans na sensowny wynik.

Kilka osób, spory odcinek, bardzo różne miejsca. Rozmaite przynęty, zestawy, sposoby prowadzenia... Po obrzuceniu bardzo podręcznikowych miejscówek już wiadomo – okonie owszem są, ale brać nie chcą. Pukają rzadko, zapinają się sporadycznie. Nie pomagają nawet patenty z wieszaniem na kotwiczkach ripperowych ogonków. Miejsce jednak z okoni słynie, a okonie – jak już wspomniałem – to na tych zawodach konieczność. No i w końcu znajdujemy miejsce, gdzie okonie nie tylko są, ale i biorą jak oszalałe. To zupełnie nieksiążkowe stanowisko – ryby stoją na napływach główek, już w prądzie, ale wciąż blisko strefy zastoiskowej. Biją wyłącznie w wabiki w strefie nurtu i tylko w te prowadzone z prądem. Przynęty podawane w inny sposób, choć przechodzą im nad głowami, spotykają się z lekceważeniem. Okonie nastawione są wyłącznie na ten jeden sposób pobierania pokarmu. Kiedy się najedzą, spływają na spokojną wodę, a ich miejsce zajmuje kolejne głodne stadko. To odkrycie okazuje się bezcenne w innym sektorze podczas zawodów. Kiedy jeden z kolegów nie może złowić żadnej dużej ryby, a jego punkt jest potrzebny do znakomitego wyniku pozostałych, po prostu idzie na szczyt główki i w ostatnim kwadransie wyjmuje cztery potrzebne do zwycięstwa patelniaczki.

I takie to jest właśnie łowisko – łatwe do rozgryzienia przez grupę współpracujących ze sobą, wprawnych i przygotowanych na wszystko spinningistów. Jaki stąd wniosek dla wybierającego się na ryby solisty? Cóż, warto wziąć dwa, trzy kije, porządny zestaw przynęt, wybrać sobie dwie, trzy główki i obłowić je na wszystkie sposoby. Bez preferowania którejkolwiek techniki, bez pośpiechu, ale i bez przekonania, że trzeba coś złowić za wszelką cenę.

Słubicki odcinek Odry nie jest oblegany przez wielkie rzesze wędkarzy – od aglomeracji dość daleko, miejscówki są dosłownie co krok, zawsze też da się dotrzeć na całkiem odosobnione stanowiska, do których trzeba się przedzierać przez krzaki, trawy czy kanały melioracyjne. Ryby można znaleźć niemal zawsze. I niemal zawsze ich liczba i wielkość dają satysfakcję.

Opisany odcinek Odry podlega Zarządowi Okręgu PZW w Gorzowie Wielkopolskim.
 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.