Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Wisła, okolice Tczewa Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
Z "Przewodnika dla wędkarzy": Tczewska Wisła to przede wszystkim jej brzeg miejski, lewy, regulowany od czasów powstania komory celnej, czyli od niemal 700 lat. Paradoksalnie, dla ryb i wędkarzy regulacja – jeśli tylko nie przekroczy zdolności przyrody do jej samooczyszczania i odradzania się, jeśli zachowa rozsądny, naturalny charakter – może oznaczać eldorado...
Łowiska

Fragment powyżej mostu – zaczynając jeszcze przed odcinkiem staromiejskim – to stąpanie po opaskach, kamieniskach, kanałach, wrzynkach, ulgach, rafach, które moc wielkiej rzeki wymieszała tutaj do tego stopnia, że nie wiadomo, który kamień leży w wodzie od pomorskiego księcia Grzymisława, który od czasów komturów krzyżackich, który układano tutaj za Prusaków, który przed budową Gdyni, a który za Gomułki... W każdym razie przez te 700 lat powstało łowisko trudne, ale rybne...

Przewodnik dla wędkarzyWprawni tyczkarze i preferujący bolońską odległościówkę łowią tutaj naprawdę ładne krąpie, leszcze, płocie i jazie. Widziałem też kilka kleni złowionych na różne spławikówki, do których zawyła moja dusza spinningisty.

Łowi się także regularnie pojedyncze szczupaki, sandacze, na gruntówki trafiają się sumy – podczas mojego krótkiego pobytu padły dwa ważące powyżej 10 kg. Poza tym przez kilka miesięcy łowi się na spinning rozproszone w korycie trocie wędrowne.

Nie chciałbym, aby ten przewodnik zamienił się w spinningowy, powściągnę więc najżywsze wspomnienia i na odcinek kleniowy (a także jaziowy i leszczowy) z okolic Tczewa polecę spławikówki. Obie techniki stosowałem również z powodzeniem na główkowym fragmencie poniżej mostów. Jest to świat równie kuszący jak odcinek staromiejski.

Łowienie klenia po bolońsku to zadanie trudne. Nie tylko dlatego, że ryba jest płochliwa, podejrzliwa i ostrożna, ale także ze względu na wymagającą treningu technikę połowu. Klenie łowi się na szybkich przepływach, więc na wszystkie operacje wędkarz ma niewiele czasu. Rzut, wybranie luzów żyłki i przejęcie kontroli nad zestawem powinno zabrać jak najmniej czasu.

Zestaw posyłamy ukośnie pod prąd, szybko przejmujemy nad nim kontrolę z wędziskiem położonym niemal równolegle do powierzchni wody. Teraz prowadzenie zestawu (to najważniejsze w bolonce wybieranie luzów) odbywa się wyłącznie przez unoszenie kija – niemal do pionu, gdy spławik znajduje się dokładnie naprzeciw wędkarza. Dalsza jego droga – tak by nie spływał po łuku, lecz kontynuował swobodne spływanie z prądem – to popuszczanie żyłki przez opuszczanie szczytówki.

Dzięki podnoszeniu i opuszczaniu wędziska można spławić zestaw bez nienaturalnych zakłóceń, bez zmarszczek na powierzchni wody na odcinku dłuższym niż 20 m. Pozwala to na dokładne spenetrowanie płani kilkunastoma rzutami. Kleń za dnia trzyma się nurtowych cieni. Przebywa w spowolnieniu za głazem, w uskoku dna, za przykosą czy kupką kamieni i wyskakuje jedynie do spływających swobodnie, porwanych przez nurt kąsków.

Nie trzeba sobie zawracać głowy precyzyjnym ustawianiem gruntu – a na odcinkach podobnych do tczewskiego, gdzie głębokość wody zmienia się znacznie i często, jest to zaletą – ryba ta wpatrzona jest w górę i rzuca się nawet na owady unoszące się tuż nad powierzchnią. Zazwyczaj wystarczy grunt metrowy; z reguły klenie przebywają na niezbyt głębokich płaniach.

Najlepszym spławikiem są przepływankowe bombeczki, raczej te wyporniejsze, od 7 g wzwyż. Spławika z reguły nie doważa się – wygodniej jest, gdy z wody oprócz antenki wystaje górna część korpusu. Wówczas sygnalizator nie zatapia się przy lada muśnięciu dna przez przynętę czy ciężarek.

Na hak można właściwie założyć byle co – kleń w wartówce nie ma czasu, by przyglądać się pędzącym kąskom. Ja używam na ogół czerwonych robaków, które nie spadają z haka tak często jak przynęty roślinne.

Kleń po bolońsku to czysta przyjemność i wielkie emocje. Kilogramowa sztuka wyrywana rzece na cienkiej żyłce i delikatnym wędzisku, na dodatek ze strefy szybkiego nurtu, daje wędkarzowi nieźle popalić. Okaz dwukilogramowy dostarcza wrażeń porównywalnych ze złowieniem potężnego szczupaka. A posługiwanie się wędziskiem bolońskim to czysta przyjemność.

Na łagodnym tczewskim zakręcie jest sporo rynien długości 2–3 m, o kamienistym wysłaniu i sporym uciągu – wówczas opuszczenie zestawu do dna może zwabić inne białe ryby, a więc leszcze, jazie i wszędobylskie krąpie. Może zdarzyć się nawet brzana, więc z delikatnością sprzętu nie warto przesadzać.

Nie każdy lubi bolonki, nie każdy może sobie na bolonkę pozwolić. Czasami proza życia tłumi wędkarskie marzenia. Wtedy trzeba bolonkę... zasymulować. Nad jednymi rzekami zwą tę technikę przemiałówką, nad innymi płycianką, tu i ówdzie zwarówką, przelewówką. Pod bardzo wypornym, pękatym spławikiem (ideał to przepływankowa bombeczka ze skróconym do 3 cm kilem), niemalże na styku z nim, zaciśnięte jest niemal całe obciążenie. 10–15 cm nad hakiem tkwi niewielka ołowiana śrucinka (0,15–0,30 g). Do tego bardzo długi przypon – nawet do 120 cm. Hak na ogół w pobliżu ósemki.

Ponieważ przynęta musi być bardzo duża, najczęściej wykorzystywany jest mięsisty, długi kopany robal przewleczony przez kokonik. Ja lubię stosować dendrobenę, tę najgrubszą. Nawet niewielki kleń czy jaź wsysa ją spływającą w ułamku sekundy – niczym rodowity bolończyk spaghetti.

Wisła: Tczew

Mimo że płycianka zupełnie nie przypomina zestawu do włoskiej odległościówki, zasady, które należy stosować podczas łowienia tą nietypową techniką, są identyczne jak przy bolonce. A więc żyłka pomiędzy szczytówką a spławikiem ma być przez cały czas lekko napięta, żaden jej fragment nie powinien poniewierać się na wodzie. I tutaj pomocne jest możliwie długie wędzisko – wysoko wzniesione, kiedy zestaw znajduje się na wprost wędkarza, i opuszczane z wyczuciem, kiedy spływa z nurtem, pozwalając spenetrować długi odcinek rzeki.

Specjaliści angielscy, mistrzowie w łowieniu kleni twierdzą, że ryba ta ciałem należy do spokojnej wody, zmysłami zaś do nurtu. Podanie przynęty wprost w nurtowy cień rzadko kończy się braniem. Dopiero przepuszczenie czy poprowadzenie jej w nurcie obok stanowiska przynosi efekty. Mocne machnięcie ogonem, błyskawiczny wyskok i próba powrotu. Nieudana, bowiem kleń czy jaź zapina się na haku nawet bez zacięcia. Poniżej mostów, na główkach, można łowić klenie także w chłodniejszych porach roku. Trafiają się wówczas na delikatny spinning także sandacze i bolenie.

Druga, malborska strona rzeki to odcinek dla lubiących poszukiwania, samotność oraz dołki śródrzeczne. Ot, standardowy, choć bardzo głęboki teren zalewowy przy długich i ważnych mostach. Przyjemny dla wędkarza, choć niełatwy do poznania.

Ten odcinek Wisły podlega Zarządowi Okręgu PZW w Gdańsku.
 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.